Poczułam mokre usta na stoim policzku, przekręciłam się na drugi bok. Moim oczom ukazał się Luke, a obok niego siedziała Rose i bawiła się łopatką w piasku. Patrzyłam właśnie na moje dwa największe szczęścia. Nie wierzę, jak udało się nam tyle przetrwać i teraz jesteśmy tutaj wszyscy razem.
- Tata - usłyszałam głos Rose, która jest tak żywiołowym dzieckiem, że niekiedy nie można za nią nadążyć.- Ciapu, ciapu - machała rękami, na co automatycznie zaśmiałam się.
- Do wody chcesz, tak? - wziął dziewczynkę na ręce i razem skierowali się do wody, a ja zostałam sama na kocu. Przez okulary przeciwsłoneczne mogłam bezczelnie przyglądać się mojemu mężowi, który był nieziemsko przystojny. Jego mokre ciało w słońcu jeszcze bardziej mnie pociągało.
Te dwa lata minęły bardzo szybko, dopiero teraz widzę po Rose. Nie zdążyłam się obejrzeć, a mała ma już ponad rok.
Luke jest wspaniałym ojcem. Był ze mną podczas porodu i dzielnie mi towarzyszył. To nic, że krzyczał głośniej ode mnie i przeżywał to, jakby właśnie on rodził w tym momencie naszą córkę. Mimo tego wszystkiego, ten czas był dla mnie niesamowity.
Ostatnie miesiące mojej ciąży były koszmarne, ale brunet robił wszystko, żeby było mi, jak najlepiej. Teraz wiem, że było warto. Rose i Luke są moim całym życiem, nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dwa małe skarby, które mam blisko siebie i są nagrodą za wszystkie złe momenty życia. Szkoda, że moja mama nie może wziąć na ręce swoją wnuczkę i ją pocałować. Wierzę w to, że widzi ją gdzieś z góry i czuwa nad nią.
Nasze relacje z brunetem są takie, jak kiedyś, nic się nie zmieniło od chwili, gdy się zaczęliśmy spotykać. Wciąż kocham go tak samo, a nawet bardziej.
Nawet nie umiem określić tego, jak bardzo jestem z nimi szczęśliwa. Bardzo ich kocham i wierzę, że będzie tak zawsze.
Z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja, aby wybaczyć brunetowi. Wciąż jego usta sprawiają, że odpływam, jego dotyk jest dla mnie ukojeniem. Przy żadnym chłopaku nie czułam czegoś takiego.
Nie wierzę, że pomimo szesnastu lat znajomości nadal mamy tyle tematów i niekiedy brakuje nam godzin. Nie dość, że Luke jest moim mężem, jest także moim przycielem, któremu mogę powiedzieć wszystko. Właśnie tak wyobrażałam sobie moje dorosłe życie.
- Chodź - brunet pociągnął mnie za sobą, kiedy włożyłam dziecko do łóżeczka i przyglądałam się mu.
- A Rose? - zapytałam, pokazując na nią. - Luke - warknęłam, kiedy tak mnie ciągnął, a ja nawet nie wiedziałam gdzie.
- Zaraz przyjdzie do niej Lily - wyjaśnił i ruszył do drzwi, następnie je zamykając. Spojrzałam na niego i zmrużyłam oczy, probójąc domyślić się, co on kombinuje.
- Gdzie mnie ciągniesz? - uśmiechnęłam się i zatrzepotałam rzęsami, próbując się jakoś dowiedzieć, gdzie idziemy.
Luke nawet się nie odezwał, tylko nadal szedł wzdłuż chodnika.
Ugh, nie lubie niespodzianek.
- Pamiętasz? - powiedział nagle i zatrzymał się, przez co wpadłam na niego. Chłopak zaśmiał się i złożył krótkiego buziaka na moich ustach i objął mnie w pasie.
- No domek, taki jak wszystkie dwadzieścia tutaj - pokazałam na szereg drewnianych domów.
- On jest wyjątkowy - powiedział, a ja próbowałam znaleźć, jakichś szczegół, który by go odróżniał.
- Boże, Luke głupi jesteś - westchnęłam, nadal nie widząc różnicy. - Dobra już wiem - klasnęłam w dłonie szczęśliwa. - Deska na schodzie jest pęknięta, brawo dla Nicoli - powiedziałam pełna entuzjazmu.
- Jak osiem lat temu stanęła na nim taka słonica, to się nie dziwię, że pękł - zaśmiał się, a później zaczęło do mnie docierać, że on o mnie mówi.
To ten domek, w którym byliśmy osiem lat temu.
- To w tym domku - zaczęłam się śmiać, na wspomnienia - Uprawialiśmy seks.
- Poraz pierwszy - dokończył, a później zaczęliśmy się śmiać.
- Pamiętam, jakby to było wczoraj - chwyciłam jego ręce.
- A ty wciąż jesteś tak samo dobra.
- Zboczuch - szturchnęłam go. - Nic się nie zmieniłeś, nic a nic.
- Ty tak samo - poruszał brwiami i wziął mnie na ręce, aby następnie wejść do środka.
Wariat.
Następnego dnia wróciliśmy do domu. Delikatnie wyciagnęłam małą Rose z fotelika i ruszyłam z nią do środka, natomiast Luke wyciągnął z samochodu torby i zaniósł je do mieszkania.
- Daj, wezmę ją - podłożył ręce pod ciało Rose i zabrał dziewczynkę.
Razem weszliśmy do domu, brunet położył dziewczynkę do łóżeczka, a później podszedł do mnie i objął mnie w tali.
- Jestem po prostu padnięty - powiedział, a później przyssał się do mojej szyi.
- A kto cię tak wykańcza?- zapytałam, odwracając się do niego.
- Nasza córka - westchnął, odrywając się na chwilę.
- Ale przecież ty chciałeś całą gromadkę - zaplotłam ręce wokół jego szyi i delikatnie obdarowywałam szczękę chłopka pocałunkami.
- Ona ma tyle energii, nie nadążam za nią - jego ręce wyglądowały na moich pośladkach.
- Po tatusiu - złączyłam nasze usta w jedność.
- Ty nawet nie chcesz wiedzieć, jak tatuś ma dużo energii - uśmiechnął się łobuzersko i posadził mnie na blacie.
- Zmęczony jesteś chyba - uniosłam brwi i udawałam, jak jeszcze przed chwilą jęczał ze zmęczenia. - Czy się przesłyszałam? - droczyłam się z brunetem.
- Nie pamiętam - zmarszczył brwi i zaczął całować moją skórę. - Chyba się musiałaś przesłyszeć.
- Wiesz co?
- Hm? - mruknął.
- Cieszę się, że was mam - moje ręce powędrowały w jego włosy.
- Jesteście dla mnie najważniejsze i nic tego nie zmieni.
- Dziękuję, że jesteś.
- A teraz idziemy robić dzieci - uniósł mnie niespodziewanie.
- Jesteś niemożliwy - oplotłam nogi wokół bioder. - Kocham cię wariacie.
- A ja ciebie, wariatko.
______________
Oficjalnie tutaj koniec przygody z naszymi bohaterami, ale mam jeszcze dla was parę dodatkowych rozdziałów.
Najpierw jednak dodam podziękowania dla was 😘
CZYTASZ
Kocham Cię Wariacie
RomanceNicola i Luke normalni nastolatkowie z normalnego domu. Dzieciństwo było dla nich najlepszym etapem w życiu. Całe dnie spędzali razem i nikt nie był w stanie ich rodzielić. Lubili robić sobie na złość, ale i tak uwielbiali siebie. Później już nie by...
