VI "Bywaj, ojczyzno miła"

602 32 6
                                        


    Wczesna wiosna na terenie Pomorza potrafi być paskudna. Mrozy na przemian z ulewami i pierwszymi burzami zdrowo nadszarpnęły zdrowie dwóch Jerozolimskich wysłanników - Tybalta i Eudesa. Byli rycerzami zakonu Templariuszy, a ich zadanie było stosunkowo proste - powitać i odeskortować do Jerozolimy Salomeę Pomorską Gryfitównę.
    Podróż z południa zajęła im wiele miesięcy, a zrobiła się jeszcze bardziej nieprzyjemna, gdy wkroczyli na dzikie tereny rozbitej na dzielnice Polski. Trakty były tu koszmarnie wyboiste, w niektórych momentach nie było nawet żadnych szlaków, a co chwilę dostawali od wieśniaków ostrzeżenia na temat bliżej nieokreślonych "barbarzyńców" w lasach. Nie byli do końca pewni, czy chodziło o jakiś niedobitków pogan, czy po prostu rabusiów - na szczęście gdy dotarli do Szczecina, licznik ich spotkań z owymi złymi ludźmi wynosił równe zero.
    Tybald nauczył się kilku zwrotów po polsku, lecz gdy przybył na zamek w Szczecinie, miał wysoką gorączkę, spowodowaną zbyt szybkimi zmianami pogody, więc przemówił (również straszliwie wykończony) Eudes, z tym, że piękną starofrancusczyzną.
    Salomea, wystrojona w granatową suknię i wyszywany perłami czepek, siedziała w Wielkiej Sali, obok ojca i matki, a z obu stron otaczali ją jej bracia. Eudes, ubrany w typowy strój zakonu Templariuszy, ledwo trzymał się na nogach, ale i tak przemawiał o tym, jak bardzo król cieszy się z rychłego małżeństwa, jak wiele dobrego zrobi ten ślub, coś tam, coś tam...na koniec zaczął wychwalać władcę, że świetnie jeździ konno, zna sześć języków, pokonał jakiegoś muzułmanina, gdy miał szesnaście lat...
    - I choruje na trąd. - Dodała wrednie Salomea, gdy Eudes zamilkł. Nikt jej jednak nie usłyszał, bo tylko szepnęła. Przez cały czas przemówienia, siedziała odchylona i oparta o dłoń, z cierpiętniczą miną. Miała dość. Medycy zabrali Eudesa, a ojciec zaczął wiercić się niespokojnie.
    - Wszystko gotowe. Damy im odpocząć do jutra, a potem niech ruszają. - Powiedział, gładząc płową brodę. Salomea spojrzała na niego gniewnie, ale nie odezwała się. Postanowiła sobie ukarać swoich rodziców, nie odzywając się do nich już nigdy.

    Nazajutrz Salomea obudziła się z mocno bijącym sercem i napływającym żalem. Zwlekła się ze swojego łoża i niemal od razu rozpłakała. Gdy jej służąca, Niezradka, wbiegła do komnaty, wystraszona dziwnymi dźwiękami, zastała dziewczynę prującą swoją pościel.
    - Cóż panienka robi?! - Zawołała z przerażeniem i zasłoniła usta.
    - Zbieram pamiątki. - Odrzekła dziewczyna i odgarnęła z twarzy szare włosy. - Chcę zapamiętać dom.
    Na te słowa kobieta również się rozpłakała i przez następny kwadrans płakały sobie razem, w milczeniu.
    Ostatecznie doszło do pożegnania z rodziną. Gdy wszystko było już gotowe, korowód z darami dla króla i szlachty, stroje Salomei, konie, rycerze i służący, księżniczka wyszła na dziedziniec, ubrana w skórzane spodnie i czerwony płaszcz, gotowa do konnej podróży a wszyscy zamilkli. Stajenni, kucharki, rycerze, służący - wszystkim szkoda było wesołej, żywej chłopczycy, którą uwielbiali. Dziewczyna odwróciła od nich smutny wzrok i spojrzała na stojącego obok ojca. Ten tylko przytulił ją mocno.
    - Chcę tylko, żebyś wiedziała, że bardzo cię kocham. - Powiedział jej do ucha. - Bardzo cię kocham. Być może kiedyś jeszcze tu wrócisz, a Pomorze będzie już częścią zjednoczonej Polski.
    Salomea popatrzyła na niego mokrymi oczami i skinęła głową. Nie odezwała się. Potem przyszła kolej na matkę. Ta również ją przytuliła.
    - Pisz, jeśli cokolwiek będzie źle. Choćbym miała wydrzeć konia z głębin piekielnych, przyjadę. - Wychrypiała, czym totalnie zaszokowała swoją córkę. Następnie Walpurga uniosła jej podróbek i zmrużyła oczy. - Pamiętaj, że jesteś córką dwóch wielkich, słowiańskich rodów - Gryfitów i Piastów. Pamiętaj, że jesteś księżniczką Pomorza. Wojowniczą księżniczką. - Dodała butnie, nie wiedząc, że mówi w jasnowidzeniu.

    Tytuł ten jeszcze miał przylgnąć do młodej Salomei.

    Wartek oczywiście też się rozpłakał. Dziewczyna przejechała palcami po jego pięknych, czarnych włosach, przytulając go mocno. Żadne się nie odezwało. Byli tym typem rodzeństwa, które rozumie się bez słów. Racibor tylko się jej ukłonił. Kazek i Boguś przytulili ją we dwójkę.
    - Macie się tu zachowywać, albo wjadę wam na chatę z moim trędowatym mężem. - Zaśmiała się i obu pocałowała w czoła. Byli jedynymi członkami jej rodziny, do których przemówiła.
    A potem wsiadła na wystrojonego Barnima i ruszyła za drużyną rycerzy oraz dwoma Templariuszami, którzy wciąż byli wycieńczeni, ale nie odzywali się słowem, być może onieśmieleni obcością miejsca i ludzi.

    Podróż z Pomorza do Jerozolimy miała trwać pięć miesięcy. Oznaczało to, że w Ziemi Świętej zawitaliby na koniec lipca, lub sam początek sierpnia. Salomea wysłuchiwała od Tybalta i Eudesa opowieści o niesamowitych upałach, polach całych w piasku i nigdy nie gasnącym słońcu. Przyzwyczajona do srogich zim i kochająca jesień dziewczyna była tym wszystkim przerażona.
    - Jakim cudem na polach jest sam piach? Jak to wygląda? Jak plaża w Szczecinie, tylko bez morza? - Dopytywała po francusku. Rycerze traktowali ją trochę jak zahukaną białogłowę, księżniczkę zza siedmiu góry i lasów. Być może chcieli, żeby właśnie taka była.
    - Można to tak ująć, lecz na pustyniach piach jest wiecznie gorący i bardziej pomarańczowy. Bywa, że wiatr ze wschodu niesie go, tworząc zamiecie piaskowe. Nazywamy je burzami. - Opowiadał Tybalt. Salomea skrzywiła się.
    - Zamiecie śnieżne zrozumiem, ale piaskowych nie potrafię sobie wyobrazić...- stwierdziła i mocniej ścisnęła wodze.
    Zatrzymywali się po drodze w klasztorach i zamkach jej krewnych lub znajomych. Raz nocowali w ratuszu. Po państwie rozeszła się wieść, że księżniczka z północy wyjeżdża, by zostać królową Jerozolimy, spodziewali się więc wielu niespodzianek. Tybalt i Eudes cały czas obawiali się barbarzyńców.
    Ci dwaj Templariusze, prawdę mówiąc, inaczej wyobrażali sobie swoją przyszłą królową. Dziewczyna, którą zastali w malutkim Szczecińskim zameczku, miała ciemne brwi, dość ostre rysy twarzy i minę dumnej manipulantki. W drodze do Pomorza zdążyli usłyszeć wiele rzeczy o jej ojcu - jak doprowadził do traktatu pokojowego z Danią, jak doprowadził do skazania na banicję jednego ze swoich największych wrogów, Henryka Lwa, jak poślubił Piastowską księżniczkę, pragnąc zjednoczyć państwo. Sama Walpurga również nie obeszła się bez echa - miała być jednym z najtęższych umysłów politycznych we Wschodniej Europie.
    To właśnie niepokoiło dwóch rycerzy. Mieli proste zadanie - przywieźć cichą, spokojną dziewczynę, godzącą się na wszystko, co się jej powie.
    Mieli.
    Tymczasem już w trzecim miesiącu podróży, gdy niemal docierali na północ Włoch, Salomea dała im się poznać jako dobry rycerz i świetny przywódca - udało jej się wraz z drużyną obronić korowód przed rabusiami, zanim Tybalt i Eudes w ogóle zareagowali. Mimo to, w listach do Wilhelma opisywali ją jako piękną, skromną w mowie i pobożną niewiastę.
    W ostatnim etapie podróży przesiedli się na statki floty weneckiej, którą wypożyczyli Jerozolimie specjalnie na tę okazję. Salomea obawiała się tylko, czy jej ukochany koń da sobie radę. Nigdy wcześniej nie pływał statkiem. Miał też swoje lata, dodatkowo był wykończony długą podróżą.
    - Jeśli coś ci się stanie, rzucę się do morza. - Powiedziała do niego, gdy przebywali już w porcie. - Bez ciebie nie dam sobie rady.
    I pocałowała go w lśniący, kary czubek łba. Zwierzę tylko prychnęło cicho.

    Na szczęście dziewięciodniowy rejs minął spokojnie i gdy dobili do portu w Jaffie, Salomea (sama czując się całkiem dobrze, przywyknąwszy do pływania w dzieciństwie) wyciągnęła Barnima na ląd i odkryła, że informacje na temat temperatur w królestwie nie były przekłamane. Port był imponujący. W ciągu trwania podróży widziała wiele niesamowitych budowli, zwłaszcza na terenie Italii, ale Bliski Wschód przerósł jej oczekiwania. Wychowana na średnio zindustrializowanej słowiańszczyźnie nawet nie śniła o kamiennych budynkach, sięgających nieba. Pnące się po wzniesieniu budowle przyprawiały ją o zawrót głowy. Stojący obok i nadzorujący rozładunek Tybalt od razu to zauważył.
    - Podoba ci się, pani, twoja nowa ojczyzna? - Spytał z pobłażliwym uśmiechem. Dziewczyna przez moment nie mogła się odezwać i tylko ściskała kantar rozglądającego się wokół konia.
    - Jest...niezwykła. - Powiedziała cicho i opuściła głowę. Jeszcze rok temu o tej porze ani nie pomyślałaby, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji. W takim miejscu.
    - Tak, Ziemia Święta jest niezwykła. To potężne, ale narażone na ataki królestwo. Musimy obronić go za wszelką cenę. - Tybalt skłonił się z uśmiechem i poszedł policzyć służbę. Salomea tymczasem stała tylko, oniemiała i milcząca, nie wiedząc, co przyniesie jutro.


KrólestwoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz