Rozdział 4

2.4K 88 34
                                        


Wsiadłam do środka od strony pasażera z przodu.

— Cześć wielkoludzie — powiedziałam do chłopaka, bo prawdę mówiąc chłopak jest wyższy ode mnie o dobre dwadzieścia centymetrów przy moich stu siedemdziesięciu sześciu.

— Cześć krasnalu. To co? Do Logana? — Zapytał mężczyzna, a ja pokiwałam głową na tak.

Ethan Craven to chłopak, który ma sto dziewięćdziesiąt sześć centymetrów wzrostu oraz czarne włosy i niebieskie oczy, przez co jest bardzo przystojny. Bo moim zdaniem połączenie tych dwóch kolorów jest idealne. Jest wysportowany, ale co się dziwić, jeśli chłopak uprawia sztuki walki i dużo ćwiczy, a do tego, tak jak ja, bierze udział w nielegalnych walkach i wyścigach.

Po godzinie dotarliśmy do Logana. Weszliśmy do środka warsztatu, który lekko ujmując nie był wcale mały. Tak naprawdę to był duży magazyn z dostępem do prądu, światła, wody i kanalizacji, ponieważ właściciel tego przybytku mieszkał tutaj. Miał swoją część mieszkalną, i jak mi opowiadał Logan, mieszka mu się tu bardzo dobrze. Magazyn był podzielony na dwie części oddzielonymi od siebie przesuwanymi drzwiami. Pierwsza część, to oczywiście warsztat z milionami narzędzi, kabli i części samochodowych oraz do motocyklów, czy ścigaczy. Druga część, to natomiast jeden, wielki, ogromny garaż. Były tam samochody do naprawy, do całkowitego remontu albo po prostu inni trzymali swoje cudeńka na czterech kółkach albo dwukołowe pojazdy, w tym jeden mój dwukołowiec oraz jedno, sportowe auto. Wszyscy za trzymanie tu pojazdu płacą wysokie ceny, bo nie ma, gdzie indziej bezpieczniejszego miejsca w półświatku niż tu, u Logana. Ma tu full kamer, jak i zaufanych ludzi do pilnowania tego wszystkiego. Nie wejdziesz tutaj, jeśli ochroniarze nie znają cię, nie znasz hasła, bądź ktoś cię nie wprowadzi.

Gdy weszliśmy do środka od razu zobaczyłam Logana krzątającego się przy jakimś sportowym, czerwonym wozie.

— Axe, chłopie, co słychać? — Zapytałam mężczyzny.

— Adeara, dawno cię tu nie było — powiedział Logan prostując się.

Adeara to moje przezwisko tutaj. Ksywka, pseudonim. Jak to woli. Nie ja je sobie nadałam. Ten oto mężczyzna przede mną mi je nadał. Nie mam pojęcia, skąd on je wziął. Jest znany z tego, że nadaje innym pseudonimy, które są już bardzo znane.

No, ale ja to dopiero jestem niekulturalna, nie przedstawiłam wam Logana.

Logan "Axe" Mitchell to trzydziestodwuletni facet. Jest średniego wzrostu. Ma lekki zarost, brązowe włosy oraz zielone oczy. Nie potrafi walczyć tak jak ja albo Ethan, ale zna sztuki walki na tyle, aby móc się bić. Za to jest świetny w strzelaniu z broni i oczywiście w majsterkowaniu przy samochodach i motocyklach. Miał żonę i dziecko, ale niestety oboje zginęli w strzelaninie niedaleko ich domu. Po tym Logan sprzedał tamten dom i zamieszkał w swoim warsztacie.

— Ta, byłam w Dallas ściągając sam wiesz kogo. A stamtąd przenieśli go do Nowego Jorku — powiedziałam wzdychając.

— Uważaj na siebie. Wiesz, że stąpasz po cienkim lodzie. Jeden niewłaściwy ruch, a wpadniesz w ich łapy. A po za tym słyszałem, że w twojej szkole urzędują Avengersi — rzekł Logan wymieniając jedną z części w samochodzie.

— Niestety, a Wdowa zaczyna chyba coś podejrzewać, bo raz mnie zaatakowała, a ja unikałam jej ataków. A że w pewnej chwili nie miałam już wyjścia to odparowałam atak — oznajmiłam krzyżując ręce na klatce piersiowej.

— To niedobrze, bo Chris, kumpel kumpla Dreke'a, powiedział swojemu kumplowi, a ten Dreke'owi, że Avengersi szukają nowego członka do swojej popapranej grupy. I to młodego członka — powiedział Axe, a ja głośno wciągnęłam powietrze.

Nie, to nie dzieje się naprawdę! Oni nie mogą!

— A sądząc po tym, co nam powiedziałaś, padnie chyba na ciebie — oznajmił Ethan. — Jesteś w czarnej dupie — Ethan zaczął się śmiać.

— Ha ha ha. Bardzo śmieszne. Od początku, gdy przyjechali do Roosevelta, wiedziałam, że coś będzie nie tak, patrząc na to kim jest mój ojciec — oznajmiłam. — Dobra, ale ja nie po to. Sprawdziłeś moją dwukołową dziecinkę?

— Na życzenie, Adearo. Stoi w garażu na swoim miejscu. Powodzenia i uważaj na siebie. Nie pakuj się w kłopoty — rzekł Mitchell.

— Nic mi nie będzie. To tylko zwykły wyścig. Jak zawsze — odpowiedziałam i ruszyłam do ogromnego garażu.

Skierowałam się do odpowiedniej "alejki" i zobaczyłam dwa moje skarby. Samochód, Chevrolet Camaro, wprost wyjęty z filmu o Transformersach, ale co się dziwić, jeśli uwielbiam tą serię filmów. A motocykl, to tak naprawdę ścigacz Yamaha R6. Przyjrzałam się pojazdom i uśmiechnęłam się pod nosem. Wsiadłam na ścigacza i odpaliłam go. Założyłam chustę na twarz, tak, aby zakrywała nos i usta, a w tym czasie jeden ze znajomych Logana otworzył bramę, abym mogła wyjechać.

Jadąc w kierunku opuszczonych hangarów na obrzeżach miasta, czułam się niesamowicie. Ten wiatr we włosach i uczucie szczęścia oraz radości, a przede wszystkim wolność. To, że nawet policja nie będzie cię ścigać, bo jesteś za szybki dla nich. To jest tak niewiele, a przez chwilę czujesz, jakbyś był jakimś bogiem, który może wszystko i nikt ci nic nie zrobi.

Ethan jechał za mną swoim samochodem. Na miejsce dotarliśmy dwadzieścia minut później. Zatrzymałam się i wyłączyłam silnik. Mój kolega zaparkował obok mnie chwilę później. Zsiadłam z mojej Yamahy i podeszłam do Ethana. Rozejrzałam się.

Wszędzie były tłumy ludzi. Dziewczyny chodziły skąpo ubrane. Nie to, co ja. Ja się szanowałam. Były blondynki, szatynki, rude, a niektóre to miały nawet kolorowe włosy. Nigdy nie wiedziałam, o co chodzi dziewczynom, które farbują włosy na takie szalone kolory. Owszem, niektórym to pasowało, ale u innych, to już przesada. Mężczyźni chodzili ubrani na czarno albo w ciemnych kolorach. Każdy z nich miał u boku broń, która po prostu w takich miejscach była dla własnego bezpieczeństwa. Większość z nich stała albo przy swoich samochodach albo motocyklach.

Przywitałam się kiwnięciem głowy z paroma znajomymi. Zauważyłam też sporo nowych twarzy. Nagle widok przysłoniła mi dość dobrze znana twarz. Michael "Patio" Barents. Jest to dwudziestodwuletni mężczyzna z białymi włosami, które mu bardzo pasowały, choć były farbowane. Miał czerwone oczy, ale to przez specjalne soczewki. Był wysportowany i wysoki oraz miał na sobie czarne ciuchy. Całość dopełniał pistolet u jego boku. Chciał wyglądać trochę jak wampir, co według większości, udało mu się.

— Patio, dawno cię nie widziałam. Ile litrów krwi zdążyłeś już wypić?

Ready For Anything 1,2,3Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz