54.1

183 19 13
                                        

Pov.Clay

Powoli zszedłem na dół po schodach, a tuż za mną George z załadowanymi torbami na wyjazd. Zawitaliśmy do salonu, gdzie siedziała mama z Sam popijając herbatę w kubku.

-Już spakowani?- zauważyła nas chodzących z rzeczami.

-Tak, raczej wszystko zabraliśmy.- stwierdził George patrząc na swoje załadowane ręce.

-Zabraliście ciepłe swetry?- zapytała wstając z kanapy. Intuicja mamy się włączyła i teraz poleci seria pytań czy na pewno wszystko zabraliśmy ze sobą.

-Tak mamo, nie mamy pięciu lat.- upewniłem ją idąc w stronę przedpokoju.

-Niektórzy na tyle wyglądają.- odpowiedziała Sam z zmarszczonym nosem. Mała blondynka podeszła do mnie bliżej i uśmiechnęła się cwaniacko.

-Ty, dzieciaku!- krzyknąłem prześmiewczo.- Bo zaraz się doigrasz.

-Z tymi kulami daleko to nie zajdziesz!- mierząc wzrokiem moje nogi wyśmiała mnie głośniej. Czasami nie łatwo jej dorównać z tekstami i lepiej odpuścić.

-Ale gips nie będzie przy mnie do końca życia. Kiedyś go ściągnę i wtedy cię dorwę!- zniżyłem się do młodszej i pstryknąłem palcem w jej piegowaty nos.

-Zobaczymy!- mrocznym tonem z przymrużonymi oczami wycofała się za Georga, który ewidentnie wolał się nie mieszać w nasze przekomarzania.

Uśmiechnięty brunet patrząc się pod nogi wyprzedził Sam i podszedł do swoich butów. Odłożył na bok torby i przykucnął do ubrania ich. Sam podszedłem do swoich i zatrzymałem się w zamyśleniu.

-Założysz mi buta?- skwaszony zapytałem wstającego chłopaka. Brytyjczyk przez wszystkie dni, kiedy opuszczaliśmy apartament robił mi przysługę i pomagał założyć buta, ale za każdym razem było mi nieswojo z tym.

Dziwne to jest, że czasami nie mogę wykonać prostych czynności i potrzebuje w tym pomocy. Niektóre rzeczy robię w miarę normalnie, ale o mały włos mi nie wychodzą. Mama, Sam i George starają się robić za mnie większość czynności, ale przecież to tylko noga w gipsie. Wydawałoby się, że to tylko noga, ale dla nich to coś więcej. Tu oni coś przyniosą, tu coś podadzą. Robią tylko zbędny zamęt, od tego dostaję szału. Traktują mnie jak laleczkę z porcelany. Rozumiem, że się o mnie streszczą, ale nie jestem do tego przyzwyczajony. Chciałbym usłyszeć, że zaraz pozbędę się gipsu, lecz ponoszę go jeszcze przez dłuższy czas.

Usiadłem na prostokątnej pufie przy ścianie i podrapałem się po karku.

-Prawda, że mógłbym usiąść jakoś i go wcisnąć, ale..

-Założę.- krótko wkradł się w zdanie i sięgnął po czarnego buta. Przykucnął na kolano i wyciągnął rękę po moją stopę, z świąteczną skarpetką od siostry. Podtrzymując się kulami wysunąłem lekko nogę do przodu, dla lepszego zasięgu Georga. Chłopak bez problemu założył go szybko na nieogipsowaną nogę i zawiązał sznurówkę.- Proszę Kopciuszku.

-Dziękuję. - uśmiechnąłem się szeroko.

-Clay nie bolą cię plecy?- rodzicielka stojąca za młodszą wychyliła się z kolejnym troskliwym pytaniem.

-Nie, wszystko jest okej.

-A pokaż szyję.- dodała przejęta, odrywając spoczywające ręce na barkach Sam.

-Mamo spokojnie.. Na szyi już nic nie ma i nic mnie nie boli.- wytłumaczyłem, że nic mi nie dolega. Wstałem za pomocą kul z siedzenia i wyprostowałem się, po czym podszedłem do mamy.- Nic mi nie jest.

Ciepły uśmiech na mojej twarzy poskutkował.

-No dobrze, ale smaruje się przypisanymi maściami!- czule przytuliła mnie.

Undergraduate || DreamnotfoundOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz