*** krótki 1432 słowa
Aren obudził się z blaskiem pierwszych promieni wschodzącego słońca. A może w ogóle na dobre nie zasnął? Kolejną noc męczyły go nie do końca zrozumiałe sny. Sądził, że miały związek z pewnymi wydarzeniami z jego dzieciństwa, gdy zapadł na nieznaną nikomu chorobę i tylko cud sprawił, że z niej wyzdrowiał.
Cztery dni wcześniej dotarli do celu podróży – Najdalszej Świątyni Boga Aegona, położonej na terenie Krainy Wilków. Tym samym, dopełnili starodawnego rytuału, ich zadanie zostało wykonane, mogli wracać do domu. W zależności od tempa jakie sobie narzucą i warunków jakie napotkają po drodze, podróż powrotna powinna zająć im dwa, do trzech tygodni.
Do tego, co miało nastąpić po powrocie do stolicy Rhye, Aren przygotowywany był od dziecka, nadal jednak nie czuł się pewny. Mógłby nawet rzec, że ostatnie dni wzbudziły w nim więcej wątpliwości niż wszystkie poprzednie lata. Sytuacja polityczna w Rhye była bardzo trudna. Martwił się tym, że nie będzie potrafił poradzić sobie z odpowiedzialnością jaka spocznie na jego barkach. Oczywiście nie zostanie sam, nadal będzie mógł liczyć na pomoc otaczających go ludzi, z Gryfinem na czele. Niewątpliwie jednak, wiele w dotychczasowym układzie się zmieni. Wiele, a może wszystko?
Dochodziła jeszcze kwestia Neiry - uważał ją za piękną i dobrze wychowaną dziewczynę, ale poza sympatią i szacunkiem nie czuł do niej kompletnie nic. Gryfin natomiast, był nią wręcz oczarowany, o jej atutach mógł prawić całymi godzinami. Arena czasem nachodziły myśli, że może byłoby lepiej gdyby Gryfin zajął jego miejsce na ślubnym kobiercu, choć oczywiście taka zamiana była całkowicie nierealna.
Natłok zmartwień wzmógł w jego wnętrzu nieprzyjemne uczucie pustki, które właściwie towarzyszyło mu od najmłodszych lat. Tak, Aren mógł śmiało przyznać - od zawsze uważał, że czegoś brakowało mu w życiu.
To dziwne poczucie niekompletność ducha było pewnym rodzajem tęsknoty za kimś lub za czymś, co, jak sądził, kiedyś było mu bardzo bliskie, a co utracił. Uczucie to zwykle wprawiało go w smutek i zadumę, ale nie był w stanie określić za czym tak naprawdę tęsknił. Pamiętał nawet, że gdy miał sześć, a może siedem lat, zebrał się na odwagę i zapytał matkę, czy gdy był młodszy miał jakieś ulubione zwierzątko, przyjaciela, może nawet brata, który nagle umarł, lub opuścił go w inny sposób. Matka zdziwiła się bardzo tym pytaniem, ale po chwili namysłu odparła, że na pewno żadne takie zdarzenie nie miało w jego życiu miejsca.
Aren, obawiając się, że matka mogła nie powiedzieć mu prawdy nie chcąc sprawiać mu przykrości, zadał to samo pytanie Gryfinowi, swojej siostrze, a nawet staremu Gajuszowi, który jego zdaniem nie potrafił kłamać. Każde z nich zaprzeczyło, aby w życiu Arena kiedykolwiek ktoś taki istniał. Aren ostatecznie uwierzył im, przecież wszyscy nie mogli go oszukiwać.
Zaczął tłumaczyć sobie, że może brakuje mu przyjaciół, których nie miał wielu ze względu na otoczenie w jakim dorastał. W późniejszym wieku, po śmierci rodziców, sądził, że brak mu najbliższej rodziny. Jednak w głębi duszy czuł, że chodziło o coś całkiem innego, jakby brakowało mu części samego siebie, której na dobrą sprawę nie znał.
Gdy tak rozmyślał, poczuł nieodpartą chęć wyjścia na zewnątrz. Gryfin, Samir i Kajl nadal spali. Aren spojrzał przez okno – pasma porannych chmur rozsuwały się odsłaniając błękit nieba. Zapowiadał się słoneczny, ciepły dzień. Pomyślał, że przecież nic się nie stanie jeśli wyjdzie na spacer. W Greme nikt go nie znał. Może to ostatnia okazja aby w samotności, swobodnie pochodzić ulicami miasta? Czuł, że gdy wróci do Rhye jego wolność zostanie mocno ograniczona, zarówno przez Gryfina jak i przez Neirę...
Nie zastanawiając się dłużej po cichu wstał z łóżka, ubrał się i wyszedł z pokoju.
CZYTASZ
RHYE
RomanceAkcja powieści dzieje się w Rhye, lub inaczej krainie Sześciu Królestw. Młoda wojowniczka o imieniu Nadia, wbrew swojej woli musi opuścić Wyspę, na której mieszka. Zostaje wysłana do stolicy Rhye z poleceniem odnalezienia pewnego przedmiotu. W pier...
