Rozdział 29 - Sam na sam w komnacie

73 13 11
                                        

Krótki - 1106 słów

Nim wróciliśmy do zajazdu słońce zniknęło z nieboskłonu i zapadł zmierzch. Aren zaprowadził mnie do pokoju, w którym wcześniej spaliśmy, otworzył drzwi i razem ze mną wszedł do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Podeszłam do kandelabru stojącego na niewielkim, drewnianym stoliku naprzeciwko wejścia i rozpaliłam świece zaklęciem.

- Powiedziałeś, że ten pokój wynająłeś dla mnie – rzekłam, a Aren przytaknął - gdzie w takim razie ty spędzisz noc?

- Tu – odparł.

- A więc był to podstęp – stwierdziłam.

- Podstęp? Być może.
Choć starał się wypowiadać te słowa z lekkością, na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z rosnącego między nami napięcia. Teoretycznie mogłam wyjść z pokoju i opłacić drugi, lecz w praktyce wiedziałam, że nie jestem w stanie tego zrobić. Nie chciałam przekraczać kolejnej granicy, czułam jednak, że potrzebuję bliskości Arena aż do bólu, a potrzeba ta zdawała się rosnąć z każdą sekundą.
Naiwnie tłumaczyłam sobie, że nie chcę tak naprawdę spędzić tej nocy z Arenem, lecz po prostu ciężko byłoby mi spędzić ją bez niego, ze względu na pętający nas czar.

Aren usiadł na łóżku, tyłem do mnie i jakby od niechcenia rozpiął górny guzik swojej koszuli, po czym poluzował mankiety rękawów. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w mięśnie jego barków, których zarys ukazywał się pod białym materiałem z każdym ruchem. Pokój,  który wcześniej sprawiał wrażenie przestronnego stał się dziwnie ciasny i duszny. Odniosłam wrażenie, że nasze aury złączyły się w jedną, tworząc nieodpartą siłę przyciągania, oddziałującą na nas jak magnes i ciągnącą ku sobie.

Zastygłam w bezruchu, gdy wstał i powoli ruszył w moim kierunku. Podobnie jak w Noc Pełni Trzech Księżyców, nie mogłam postąpić ani kroku. Zatrzymał się tuż za mną, odgarnął włosy z mojego karku, po czym położył dłonie na moich ramionach, a ja poczułam, jak napina się każdy mięsień mojego ciała.

Zaczął wodzić dłońmi po nagiej skórze moich ramion, a każdy jego dotyk budził falę przyjemności rozlewającą się po moim ciele. 

Gdy jego palce odpieły pierwszy guzik mojej sukienki, nie oponowałam. Po trzech kolejnych, wystarczył drobny mój ruch by lejący materiał zsunął się i opadł na ziemię. 

Odniosłam wrażenie, że Aren schylił się zamierzając dotknąć ustami mojej szyi. Zamknęłam oczy. Moment oczekiwania zdawał się rozpalać mnie bardziej niż sam pocałunek. Nic się jednak nie stało - albo się myliłam albo Aren zmienił swój zamiar. Przez chwilę stałam nie mogąc się poruszyć, a po kilku sekundach, gdy odzyskałam władzę nad swoim ciałem,  odwróciłam się.

Znów zaczęłam się wahać. Choć desperacko pragnęłam jego ciała, jakaś część mojego ducha przestrzegała mnie przed tym, co miało wydarzyć się między nami. Musiałam wymyślić cokolwiek, by dać sobie choć trochę więcej czasu na przemyślenie co powinnam zrobić. Pozwolić ponieść się uczuciom, czy odejść, przecinając pętające nas sidła?

Nie chcąc patrzeć mu w oczy, by nieopatrznie nie wpaść zbyt głęboko w ich błękit, przeniosłam wzrok niżej, zatrzymując się na rozpiętym guziku jego koszuli. Niewiele to pomogło, ponieważ od razu wyobraziłam sobie jak moje palce rozpinają kolejne, muskając przy tym jego skórę.
Czułam wzrok Arena najpierw na moich ustach, później na szyi, na dekolcie i na piersiach, zbyt mocno ściśniętych gorsetem. Jego dłonie powędrowały w stronę troczków trzymających tkaninę. Ostatnią siłą woli zmusiłam się do tego, by go zatrzymać.

- Poczekaj – starałam się nadać mojemu głosowi neutralny ton, prawdopodobnie z marnym skutkiem – przypomniało mi się jak parę dni temu zasugerowałeś, że przydałby ci się masaż. Na pewno jesteś zmęczony po tak dalekiej i szybkiej podróży, a przecież zdecydowałeś się na nią ze względu na mnie i Tigi. Pozwól więc, że chociaż tak ci się odwdzięczę. 

Aren, jakby wyrwany moimi słowami ze snu, rzekł:

- Dobrze, jeżeli tego chcesz.

Tak, chciałam. Chciałam o wiele więcej, ale musiałam jeszcze raz rozważyć wszystkie za i przeciw, a w ten sposób chociaż na chwilę mogłam przejąć kontrolę nad tym, co działo się między nami.

Poczekałam, aż sam rozepnie i zdejmie koszulę, obawiając się, że gdybym ja miała to zrobić, po prostu zerwałabym ją z niego. Omiotłam wzrokiem idealnie zarysowane mięśnie brzucha i klatki piersiowej, a serce ścisnął mi żal, na myśl o tym, że cokolwiek między nami się wydarzy, on nigdy nie będzie mój.

- Połóż się, będzie ci wygodniej.

Aren posłuchał mojego polecenia i położył się na brzuchu. Najpierw usiadłam obok niego. Naniosłam na dłonie olejek, który kupiliśmy na straganie, aby łatwiej przesuwały się po skórze. Jego intensywny zapach szybko rozszedł się po pomieszczeniu. Dotknęłam barków Arena. Jego skóra była gładka i ciepła. Przez chwilę masowałam mięśnie przy karku, a następnie, obiema dłońmi, okrężnymi ruchami zaczęłam przesuwać się niżej.
Patrząc na jego silne ramiona zaczęłam marzyć o tym, abym ponownie, tak jak w Zamarzniętym Zamku, znalazła się  pomiędzy nimi. 
A właściwie, co tak bardzo powstrzymywało mnie przed tym, czego tak pragnęłam? Moja życiowa sytuacja nie mogła być chyba gorsza? Skoro i tak miałam niebawem umrzeć, dlaczego w pełni nie wykorzystać moich ostatnich dni?

Nabierając pewności, co do tego czego chcę, uniosłam się lekko i usiadłam na jego lędźwiach. Nie powiedział nic, ale poczułam jak lekko się napina.

Kontynuowałam masowanie jego mięśni z tym, że moje ruchy stały się powolniejsze i bardziej posuwiste. Zataczałam duże koła zaczynając przy kręgosłupie i kończąc po bokach. Patrzyłam na moje ciemne, opalone dłonie na jego jasnej skórze. Na zewnątrz zapadła noc, jedynie świece płonąc w  kandelabrze oświetlały nas miękkim, drżącym niczym skrzydła motyla światłem.

Nie wierzyłam w pobudzające właściwości olejków, o których mówił sprzedawca, bardziej zgadzałam się z wypowiedzią Arena na temat niekwestionowanej, wprost magicznej energii przepływającej między nami. Miałam nieodparte wrażenie, że sam dotyk jego skóry podnieca mnie bardziej niż cokolwiek innego na świecie.

Trudno, może tak miało być? Stwierdziłam, że nie dam rady dłużej walczyć ze swoim ciałem, choć przeczuwałam, iż przyjdzie mi za to słono zapłacić. Nachyliłam się w jego kierunku, moje piersi dotknęły jego pleców, a ja zaczęłam całować go po szyi.

W odpowiedzi obrócił się pode mną, co upewniło mnie w tym, że nie ma już odwrotu. Siedziałam dokładnie w takim miejscu, aby przekonać się, że moje ciało działa na niego tak samo intensywnie jak jego na mnie. Uniósł się lekko, po czym zaczął rozwiązywać sznurki mojego gorsetu, co przyjęłam z wdzięcznością,  albowiem, marzyłam o tym, żeby zedrzeć z siebie resztę odzienia, tak by jego dłonie swobodnie mogły dotknąć moich piersi. Tak samo mocno pragnęłam jak najszybciej poczuć jego usta na swoich. Nasze twarze znajdowały się na tej samej wysokości w odległości kilkunastu centymetrów. Otarłam się o niego sugestywnie, co sprawiło mi taką rozkosz, że musiałam zamknąć oczy.

Zanim nasze usta złączyły się w tak długo wyczekiwanym pocałunku, przejechałam kciukiem po jego pełnych wargach. Nie istniała na świecie siła, która mogłaby teraz zmienić moje zamiary, a jednak gdy poczułam dotyk jego miękkich ust na swoich, ktoś zaczął głośno walić w drzwi, by po chwili, z hukiem, prawie je wywarzyć.

***🔥🌩🔥***

RHYEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz