Zeszłam na dół po śliskich od deszczu stopniach. Ziemia była miękka od wsiąkającej w nią wody. Szybko pokonaliśmy odcinek dzielący nas od drogi. Na rozdrożu poszliśmy ścieżką prowadzącą na północny zachód. Po przebyciu jakichś stu metrów zagwizdałam przeciągle na palcach.
Szliśmy równym tempem. Niebo stało się błękitne, jedynie nieliczne pasma postrzępionych chmur ciągnęły się jeszcze śladami minionej ulewy.
Zagwizdałam kolejny raz. Nie minęło więcej niż pięć minut gdy usłyszeliśmy tętent kopyt uderzających o trakt. Po chwili zza zakrętu wyłoniły się nasze wierzchowce. Zarżały radośnie na nasz widok. Były kompletnie przemoczone, jednak całe i zdrowe. Z jednej z moich toreb wyglądała Tigi. Powoli odzyskiwała siły. Poklepałam Czarną Księżniczkę po przedpiersiu i przytuliłam się do jej mokrej szyi. Razem ruszyliśmy w dalszą drogę.
Zarówno ja, jak i Aren zagłębiliśmy się w swoich myślach z tą różnicą, że on wydawał się być spokojny (o ile było to możliwe, biorąc pod uwagę, że gdzieś w tym samym lesie znajdowała się polująca na nas banda złoczyńców), ja natomiast nie mogłam opanować narastającego we mnie napięcia.
Spróbowałam jeszcze raz wniknąć głęboko w swojego ducha. Sprawdzałam milimetr po milimetrze każdy zakamarek mojego mentalnego wnętrza. Przypominałam sobie każde słowo siostry Eleonory, która przekazywała nam całą swą wiedzę o duchach. Za każdym razem dochodziłam do tej samej konkluzji, czy tego chciałam czy nie.
Uznałam, że dłużej tego nie wytrzymam dlatego zatrzymałam się gwałtownie i złapałam Arena za rękaw, zmuszając go, by również wstrzymał się od dalszego marszu. Widząc moją minę zdziwił się, a może nawet wystraszył.
- Co ci się stało? – zapytał.
- Muszę ci o czymś powiedzieć – zaczęłam z trudem - ale nie będzie to łatwe.
Nie mogłam odnaleźć właściwych słów, dlatego staliśmy tak przez dłuższą chwilę, a gdy w końcu zebrałam się na odwagę, usłyszeliśmy zbliżających się jeźdźców.
Instynktownie złapałam za miecz, nim jednak zdążyłam go wyjąć, zza zakrętu wyłonili się Kajl, Samir i Gryfin. Na moment poczułam ulgę, był to jednak bardzo krótki moment, ponieważ patrząc na wyraz twarzy mężczyzn, zorientowałam się, że stało się coś złego.
O ile Gryfin zawsze patrzył na mnie z pogardą i nienawiścią, o tyle w tamtym momencie nawet nie potrafiłam nazwać uczuć, które wywołał w nim mój widok. Samir wydawał się być dogłębnie smutny i nie potrafił tego ukryć, choć najpewniej próbował. Kajl był natomiast wyniosły i nieprzenikniony.
Nie byłam pewna czy tak wiele czasu spędziliśmy w świątyni, czy trójka naszych kompanów tak bardzo spieszyła się by nas dogonić. Szczerze mówiąc sądziłam, że spotkamy się dopiero we wspomnianej przez Kajla strażnicy i to my będziemy oczekiwać ich.
- Arenie, musimy z tobą porozmawiać – powiedział najroślejszy z mężczyzn.
Popatrzyłam na Arena, a on na mnie. Jak zawsze utkwiliśmy w sobie wzrok na dłuższą chwilę. Naszą wymianę spojrzeć przerwał stanowczy głos Kajla.
CZYTASZ
RHYE
RomanceAkcja powieści dzieje się w Rhye, lub inaczej krainie Sześciu Królestw. Młoda wojowniczka o imieniu Nadia, wbrew swojej woli musi opuścić Wyspę, na której mieszka. Zostaje wysłana do stolicy Rhye z poleceniem odnalezienia pewnego przedmiotu. W pier...
