Średni - 2397 słów
Późnym rankiem zbudziły mnie ciepłe promienie słoneczne padające na moją twarz. Leżałam wygodnie przykryta pledem, z drugim kocem zwiniętym pod głową i służącym mi za poduszkę.
Spostrzegłam, że moi kompani szykowali się do dalszej drogi. Najwyraźniej wstałam jako ostatnia, musiałam się więc spieszyć. Tamtego dnia mieliśmy do pokonania długi dystans.
Z niezadowoleniem stwierdziłam, że zasnęłam w ubraniu, które miałam na sobie ubiegłego wieczoru i nie rzuciłam wokół siebie czaru bezpieczeństwa. Musiałam być bardzo zmęczona, ponieważ nie pamiętałam nawet momentu gdy zapadłam w sen.
Nie wystarczyło mi czasu na poranną toaletę, dlatego z radością pomyślałam o tym, że najbliższą noc spędzimy w zajeździe „Na Rozdrożu”. Za niewielką dopłatą na pewno mogłam liczyć na ciepłą kąpiel w całkiem dobrych warunkach. Wanna pełna gorącej i pachnącej wody była w tamtym momencie moim jedynym marzeniem.
Dzień był słoneczny i aż nazbyt ciepły, w powietrzu wyczuwalny był ten szczególny składnik zwiastujący deszcz.
Podeszłam do Czarnej Księżniczki. Na powitanie pogłaskałam ją po głowie. Następnie narzuciłam na jej grzbiet torby podróżne.
Nagle, tuż obok mnie, pojawił się Aren. Na jego twarzy malował się uśmiech, pasujący do sprzyjającej aury, lecz jakby naznaczony nutą tajemnicy. Nie powiedział nic, a cisza panująca między nami stała się dziwnie natarczywa, dlatego postawiłam ją przerwać, mówiąc cokolwiek.
- Przestałeś przywiązywać go na noc? – zapytałam, wskazując Argona.
- Wyobraź sobie, że tak – odparł.- I, jak widzisz, nie uciekł.
- Jak widzisz, ja też nie – chciałam, aby moje słowa zabrzmiały jak żart, aluzja do naszej rozmowy sprzed dwóch dni, ale niespecjalnie mi to wyszło.
Rozejrzałam się po ziemi w poszukiwaniu Tigi. Okazało się, że siedziała tuż przy moich nogach. Schyliłam się, aby ją podnieść, gdy się wyprostowałam Arena stał jeszcze bliżej mnie. Nim zdążyłam się odsunąć, woląc trzymać bezpieczny dystans, nachylił się w moim kierunku i ściszonym głosem zapytał:
- Nadio, pamiętasz co mi wczoraj obiecałaś?
- C cc... – chciałam coś odpowiedzieć, lecz zabrakło mi słów. Błyskawicznie wróciło do mnie wspomnienie ubiegłego wieczoru. Dogasające ognisko, nasza rozmowa o magii, oczy Arena, w które spojrzałam tak głęboko, że najwyraźniej wpadłam w ich błękitną toń, oraz fala odczuć jakie nastąpiły zaraz po tym. A na koniec, błogi stan, którego doświadczyłam, być może... w jego ramionach.
Zamknęłam ledwo rozchylone usta, uznając, że lepiej będzie nie mówić nic.
Aren posłał mi ostatnie spojrzenie, po czym odwrócił się, rzucając przez ramię:
- Mam nadzieję, że wiesz o tym, że nie możesz złamać raz złożonej obietnicy.
Przez chwilę tkwiłam w miejscu zdezorientowana. Pomyślałam o pledzie i poduszce pod głową, które miałam zaraz po przebudzeniu. Ponadto, spałam kilka dobrych metrów od wygaszonego ogniska. Czy przeszłam sama, czy ktoś mnie przeniósł?
Co się ze mną działo? Czy były to konsekwencje czaru dysocjacji?
Na szczęście moi kompani nie pozostawili mi czasu na rozmyślenia. Wszyscy czterej mężczyźni wyruszyli w drogę przede mną, ponadto zdecydowali się na jazdę konną. Musiałam się pospieszyć, aby za nimi nadążyć. Nie zwlekając dłużej, włożyłam Tigi do torby podróżnej, po czym wskoczyłam na grzbiet Czarnej Księżniczki.
CZYTASZ
RHYE
RomanceAkcja powieści dzieje się w Rhye, lub inaczej krainie Sześciu Królestw. Młoda wojowniczka o imieniu Nadia, wbrew swojej woli musi opuścić Wyspę, na której mieszka. Zostaje wysłana do stolicy Rhye z poleceniem odnalezienia pewnego przedmiotu. W pier...
