Rozdział 10 - Nie tędy droga...

102 16 70
                                        

*** dość długi 3950 słów

Wyszłam zza drzew i rozejrzałam się w poszukiwaniu Arena, Samira, Kajla oraz Gryfina. Na otwartej przestrzeni równiny Renn nie było trudno ich wypatrzeć pomimo tego, że znajdowali się dobry kilometr ode mnie. Najwyraźniej postanowili zatrzymać się już na nocny odpoczynek. Tak jak planowali wcześniej, tego wieczoru zamierzali ustalić dalszą trasę podróży.

Aby do nich dotrzeć musiałyśmy przejść przez dwa łagodne pagórki, przeskoczyć rów ze strumieniem gęsto obrośniętym trzciną i minąć kilka wyjątkowo rozłożystych, płaczących wierzb. Szłam powoli napawając się spokojnym widokiem piękniej, zielonej krainy.

Gdy dotarłam do obozowiska Gryfin wyraźnie się nachmurzył. Być może żywił nadzieję, że już nie wrócę, a swym przybyciem zniweczyłam jego marzenia. Nic nie mówiąc odwrócił się ostentacyjnie i odszedł, w sobie tylko znanym kierunku. Zdziwiłam się, ponieważ spodziewałam się usłyszeć od niego wielu nieprzyjemnych słów, jak zapewniał mnie Kajl.

- I co? Chyba nie było aż tak źle? - pytanie zwróciłam do Kajla, który krzątał się przy ognisku.

- Nie. Gryfin powiedział nam, że ściganie się jest niebezpieczne, ponieważ koń może się przewrócić, złamać nogę, a jeździec skręcić kark lub umrzeć w wyniku stu innych obrażeń, których nie omieszkał wymienić. Krzyczał przez dwadzieścia minut, ale Aren w końcu go uspokoił. Wspomniał jeszcze, że zamierza cię udusić we śnie lub zamordować w inny niechlubnych sposób. Nie bierz sobie jednak tego do serca, słyszałem od niego gorsze rzeczy - tu Kajl zamyślił się na chwilę. - Kiedyś zabrałem Arena na potajemną, nocną eskapadę po mieście Rhye. Gryfin obiecał, że obedrze mnie ze skóry, a następnie ugotuje żywcem jeśli jeszcze raz zbliżę się do Arena. Było to dobrych kilka lat temu, a mimo to, jak widzisz nadal się przyjaźnimy - wspomnienie tego wydarzenia wywołało na twarzy Kajla uśmiech, stwierdziłam więc, że musiały to być dobre czasy.

Mimo wszystko, zdecydowałam, że na wszelki wypadek nie będę jeść nic co podaję mi Gryfin, a przed snem rzucę zaklęcie bezpieczeństwa. Śmierć przez otrucie lub we śnie, z rąk starszego mężczyzny nie radzącego sobie ze swoją obsesją, to jeden z mniej chlubnych sposobów na zakończenie życia dla wojowniczki.

Zaczęłam rozglądać się za jakimś zajęciem dla siebie, nie lubiłam bowiem czuć się bezużyteczną, a już na pewno nie potrafiłam siedzieć bezczynnie. Ognisko było już rozpalone, gotowaniem zaś zajął się Samir; spojrzałam w kierunku koni. Zamierzałam wyczyścić dokładnie Czarną Księżniczkę, mogłam więc zająć się oporządzeniem reszty wierzchowców. Wzięłam  potrzebne przybory i poszłam w kierunku miejsca, gdzie pasły się zwierzęta.

Gdy skończyłam czyścić swoją klacz, stanęłam obok Argona. Przejechałam szczotką po jego boku, a on spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, nie protestował jednak, dlatego kontynuowałam. Moje myśli popłynęły swoim torem, przywołując wspomnienia o Wyspie. Co robiły najbliższe mi siostry? Czy zostały wysłane na jakąś misję? Jak radziły sobie beze mnie?

Niespodziewanie wyczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się i zobaczyłam Arena stojącego blisko mnie. Zbyt blisko – uznałam. Albo całkowicie straciłam czujność, albo Aren skradał się tak samo dobrze jak ja. Spojrzałam na niego lekko zmieszana, a on uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. 

- Może ci pomóc? – zapytał.

- Nie trzeba. Pomyślałam, że wyczyszczę wasze konie w ramach rekompensaty za ubłocenie w strumieniu oraz konieczność wysłuchania przemowy Gryfina  skierowanej w głównej mierze do mnie.

- Kąpiel w strumieniu była bardzo orzeźwiającym doznaniem, natomiast Gryfin jak zawsze przesadza - rzekł Aren, po czym wziął szczotkę i zaczął czyścić drugi bok Argona. Staliśmy na przeciw siebie po obu stronach ogiera.

RHYEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz