Rozdział 14 - Wrogowie

75 13 57
                                        

**3419 słów

W okolicy południa wszyscy razem wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku miasta Valloram. Kajl, Aren i Gryfin zdecydowali się na podróż traktem omijającym Góry Mgliste od strony wschodniej. Wiedziałam, że Samir, tak jak ja uważał, że był to zły pomysł. Nie oponowałam jednak. Wydarzenia, mające miejsce w świątyni Wyroczni znacząco mnie osłabiły. Trud sprawiała mi zwykła rozmowa, a co dopiero kłótnia. Zresztą, wiedziałam, że nie przemówię moim towarzyszom do rozsądku.

Poza tym, wybór tej drogi był dla mnie tak absurdalny, że nie wierzyłam, że dotrzemy nią do Valloram. Wiedziałam, że prędzej czy później wydarzy się coś, co sprawi, że odbijemy na trakt prowadzący przez grzbiet Gór Mglistych. Pozostawało pytanie czy nikt z nas nie przypłaci tego zdrowiem lub życiem.

Choć pogoda na to nie wskazywała, dzień był bowiem ciepły i słoneczny, czułam, że zbiorą się nad nami czarne chmury. Po lewej stronie drogi piętrzyły się Góry Mgliste, po prawej zaś rozciągał się zielony pas łąk i pól, przechodzący dalej w pustkowie zwane Płaskowyżem Kappala.

Był to teren wyjątkowo jałowy i ubogi w roślinność. Cienka warstwa gleby pokrywała niegościnne skały poprzecinane labiryntami wąwozów. Nie tak dawno temu, miejsce to zamieszkiwali dobrzy i pracowici ludzie. Nauczyli się odpowiednio nawozić ziemię by uzyskać z niej satysfakcjonujący plon. Wydobywali również wartościowe surowce z podziemnych korytarzy, które sprzedawali przejezdnym kupcom, a za zarobione pieniądze nabywali dobra, jakich nie mógł zaoferować im Płaskowyż.

Niestety, w ciągu ostatnich kilkunastu lat całkowicie opuścili te tereny. Miało to związek z postępującym zachwianiem równowagi całego świata Rhye, do którego doszło podczas panowania poprzedniego króla - Arlona. Jego syn, którego imienia nawet nie pamiętałam, a może nie znałam, formalnie nie przejął jeszcze władzy. Stało przed nim nie lada wyzwanie, któremu wątpiłam, aby podołał - przywrócenie ładu w Rhye. Jeżeli nie osiągnąłby celu, Sześcioma Królestwami zaczęłyby rządzić mroczne moce.

Miejsce poczciwych mieszkańców wąwozów Płaskowyżu Kappala zajęli ludzie wyjęci spod prawa - bandyci, złodzieje i im podobni, którym przewodził samozwańczy władca o imieniu Godfryd. Jego główna siedziba znajdowała się w Górach Granitowych, położonych za Płaskowyżem. Ziemie te, pominąwszy mieszkańców, same w sobie były posępne i nieprzyjazne. Ze względu na rodzaj skał z jakich były zbudowane dominowała tam szara barwa, a uboga gleba i niesprzyjające warunki uniemożliwiały wzrost roślin. Jedynym gatunkiem drzew jakie tam występowały były widmowe brzozy. Ich kora w przeciwieństwie do zwykłych brzóz nie była biało-czarna lecz szaro-czarna. Liście w kolorze popiołu, niczym długie sznury zwisały smętnie z gałęzi. Największe skupisko owych drzew, porastało bezpośrednie sąsiedztwo siedziby Godfryda i nosiło nazwę Widmowego Lasu.

Nigdy tam nie dotarłam, ponieważ nasza Pani nie wyrażała zgodny na wyprawy pod Kamienną Twierdzę. Chociaż w ostatnim czasie większość naszych misji prowadziłyśmy przeciwko ludziom Godfryda, nie podejmowałyśmy prób obalenia samego władcy. Żadnej z nas nie udało się opracować dostatecznie skutecznego i bezpiecznego planu.

Władcy krain nie dostrzegali problemu w tym, co robił Godfryd, tak długo jak siał terror i zniszczenie z dala od ich bezpiecznych dworów. Dlatego właśnie nie przepadałam za monarchami i nie zaprzątałam sobie głowy ich sprawami - śmierć i cierpienie pojedynczych ludzi nie wywierały na nich żadnego wrażenia.

*🌿🥀🌿*

Tamtego dnia powietrze było przejrzyste, a widoczność wyjątkowo dobra. Spoglądając w prawo, dostrzegałam majaczące w oddali ostre sylwetki Gór Granitowych, wypełzające z ziemi niczym szpony, czyhające na ofiarę by zacisnąć się na jej szyi. Zdecydowanie, uznałam to za zły omen.

RHYEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz