Rozdział 28 - Stragan

83 13 82
                                        

***dość długi 4671 słów

Spałam spokojnym, regenerującym snem, tak głębokim, że po przebudzeniu potrzebowałam dłuższej chwili by przypomnieć sobie, gdzie jestem i jaki tok wydarzeń przywiódł mnie w to miejsca. Nie wiedziałam ile czasu minęło, lecz zza kotary zasłaniającej częściowo okno, do pokoju wpadały jasne promienie. Słońce musiało więc stać całkiem wysoko na niebie. Leżeliśmy z Arenem wtuleni w siebie. Nie zdziwiło mnie to, ani nie speszyło. Pozwoliłam sobie trochę dłużej wodzić wzrokiem po idealnej twarzy, regularnych rysach, kosmykach złotych włosów, które opadły mu na czoło i pełnych ustach. Owładnęło mną trudne do przezwyciężenia pragnienie aby ich dotknąć. Aby z nim wygrać musiałam usiąść. Gdy to zrobiłam, Aren obudził się.

Wstałam z łóżka, by zwiększyć dystans między nami. Rozejrzałam się wokół. Kolejną moją potrzebą, po jedzeniu i śnie była potrzeba zażycia ciepłej kąpieli. Stwierdziłam, że w pokoju nie ma wanny.

- Muszę się wykąpać - powiedziałam.

- Ja również. Łaźnie są na dole – rzekł Aren, a widząc pojawiającą się na mej twarzy konsternację, dodał - oczywiście osobne dla kobiet i mężczyzn. 

Nie zwlekając dłużej wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół. Droga do łaźni prowadziła przez niewielki dziedziniec. Pomieszczenia służące za umywalnię rzeczywiście podzielone były na część przeznaczoną dla mężczyzn i osobną dla kobiet. Przed wejściem rozstaliśmy się, każde z nas poszło do swojej części.

Zaraz po otworzeniu drewnianych drzwi uderzyło we mnie gorące powietrze przesycone parą wodną i przyjemnym, kwiatowym zapachem. W podłogę łaźni wpuszczonych było pięć wanien. Dwie z nich zajęte były przez grupki kobiet, wesoło o czymś rozmawiających i co chwilę wybuchających śmiechem. Z żalem pomyślałam, że gdyby nie moja lekkomyślność, mogłabym teraz tak samo żartować z moimi siostrami, na naszej Wyspie. Gdzieś w głębi, zaczęło budzić się we mnie uczucie osamotnienia.

Starając się odsunąć od siebie te przykre myśli podeszłam do wanny, w której nikt się nie kąpał, po czym zaczęłam powoli się rozbierać. Buty zostawiłam już wcześniej, przed wejściem. Zdjęłam bluzkę i spodnie. Odniosłam dziwne wrażenie, że ktoś mi się przypatruje. Ściągając z siebie bieliznę wyraźnie czułam na sobie czyjś wzrok.

Nie wytrzymałam i obróciłam się w kierunku wanien zajętych przez kobiety. Nie myliłam się, większość z nich przypatrywała się mi. Widząc, że spojrzałam w ich stronę niektóre, lekko zakłopotane odwróciły wzrok, inne w ogóle się tym nie przejmując dalej, centymetr po centymetrze lustrowały moje ciało. Nie rozumiałam co je tak bardzo zainteresowało. Zbyt wyraźnie zarysowane mięśnie i kości w miejscach, które powinny być bardziej krągłe, czy może blizny, których przez swój umiarkowanie długi żywot zdążyłam zebrać zbyt wiele? A może, zgodnie z opinią Fiorina wyglądałam inaczej, jak przybysz z odległej krainy i to budziło zaciekawienie?
Jakby nie było, poczułam się lepiej dopiero siadając w wodzie i zanurzając w niej po szyję. Na obramowaniu wanny zobaczyłam mydło, wzięłam je do ręki i zaczęłam się myć.

Nie spieszyłam się, dokładnie wyszorowałam całe ciało i włosy. Nie czułam jednak potrzeby siedzenia w wodzie dłużej niż było to konieczne, dlatego gdy tylko skończyłam, wyszłam z wanny. Byłam pewna, że kobiety znów utkwiły we mnie swój wzrok.

Przez ułamek sekundy przeszło mi przez myśl, że może z jakiegoś powodu znaki runiczne na mojej skórze stały się widoczne. Spojrzałam więc na siebie, ale nie dostrzegłam nawet ich śladu. Osuszyłam skórę płócienną tkaniną i szybko założyłam ubranie.

Gdy dotarłam do pokoju, Aren już w nim był. Złote kosmyki jego włosów były wilgotne, założył świeże ubranie. Na ten widok coś aż ścisnęło mnie w środku. Oczami wyobraźni widziałam swoje palce wsuwające się między mokre włosy i moją twarz, wtulającą się w jego szyję. Wbiłam wzrok w podłogę by pozbyć się tych kuszących wizji. Choć stał na wyciagnięcie ręki ode mnie, czułam, że dzieli nas nieskończona odległość i nic nie mogło tego zmienić.

Uzmysłowiłam sobie, że w porównaniu z nim, prezentuję się bardzo marnie, w moim niezbyt świeżym, podróżnym stroju. Zaczęłam zastanawiać się nad swoim wyglądem i nad tym dlaczego kobiety w łaźni tak bacznie mi się przyglądały.

- Nad czym tak rozmyślasz? - zapytał Aren, przerywając zawisłą w powietrzu ciszę.

- Mam wrażenie, że ludzie na ziemiach Rhye dziwnie się na mnie patrzą - rzekłam zgodnie z prawdą.

- Nie rozumiem, masz na myśli jakąś konkretną sytuację?

- Właściwie, tak. To, dlaczego w Zamarzniętym Jarze patrzyli na mnie z obawą, wytłumaczyłeś mi wcześniej. Teraz jednak, podczas kąpieli, obecne w łaźni kobiety po prostu gapiły się na mnie bez żadnych ogródek.

Aren uśmiechnął się w niezwykle czarujący sposób, po czym rzekł:

- Może podziwiały twoje piękne ciało?

Prychnęłam tylko.

- Nie żartuj sobie, ale może rzeczywiście chodziło o to, że wyglądam inaczej niż większość kobiet.

Lata ćwiczeń i podróży po Rhye wyrzeźbiły moje ciało, lecz niekoniecznie na wzór ideału niewieściego piękna. Jak na kobietę, miałam za bardzo zarysowane mięśnie, ramiona szersze niż biodra i liczne blizny, nie będące ozdobą.

Natomiast jeśli chodziło o Arena, z pewnością swoją powierzchownością budził zachwyt zarówno większości kobiet jak i mężczyzn. Nawet w tamtej chwili, w luźnej białej koszuli, przy każdym jego ruchu widziałam zarys idealnych mięśni na jego ramionach i barkach. Znów nie mogłam oderwać od niego oczu, a do głowy wracały mi wspomnienia każdej z chwil gdy dotykałam jego ciała.

- Nie żartuję - odparł.

- Zawsze sądziłam, że za piękne uważa się bardziej kształtne kobiety.

- Myślę, że nie ma jednej definicji piękna - mówiąc to zaczął zbliżać się do mnie, niebezpiecznie zmniejszając dzielący nas dystans.

Z lekkim uśmiechem na twarzy wyglądał tak ujmująco, że na wszelki wypadek zaczęłam się cofać.

- Mam nadzieję, że w samym Rhye nie będę aż tak wyróżniać się w tłumie. Wolałabym nie zwracać na siebie uwagi.

Czułam, że muszę mówić cokolwiek, byleby tylko nie myśleć cały czas o Arenie i o tym jak wyglądałby bez koszuli. Było to jednak trudne, ponieważ cały czas szedł ku mnie, intensywnie mi się przyglądając. Stojąc całkiem blisko, powoli omiótł mnie wzrokiem. Pod wpływem jego spojrzenia po moim ciele rozlała się fala ciepła.

- Obawiam się, że nawet w samym Rhye nie ma kobiet takich jak ty.

Nie mogłam bardziej się odsunąć, ponieważ uderzyłam nogami o krawędź łoża.

W pokoju zrobiło się zdecydowanie zbyt ciepło i duszno. Czy możliwym było, że od samego spojrzenia Arena dostawałam gorączki?  Musiałam coś wymyślić aby wybrnąć z tej sytuacji. Nie mogłam pozwolić na to, by dzielący nas dystans zmniejszył się o choćby kolejny milimetr. 

- Gdy już mówimy o miastach, Samir opowiedział mi o wielu ciekawych miejscach w Valloram. Skoro zostajemy tu do jutra, może warto byłoby pójść na spacer?

Żywiłam szczerą obawę, że jeżeli nie wyjdziemy z tego pokoju teraz, to jutro nie wyjdziemy z niego także, będąc zbyt zaabsorbowanymi sobą.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł – odparł Aren.

- Dlaczego nie? Pewnie chodzi ci o to, że Gryfin nie byłby zachwycony takim obrotem spraw, ze względu na bezpieczeństwo i tak dalej. Ale Gryfina tu nie ma, a ja bardzo bym chciała skorzystać z okazji zobaczenia miejsc, w których nigdy wcześniej nie byłam i najpewniej więcej nie odwiedzę.

Plotłam bez większego ładu, dodając w duchu, że właściwie wyświadczam Gryfinowi przysługę, ponieważ bardziej niż wędrówka po Valloram, przeraziłoby go to, co najpewniej wydarzyłoby się w tym pokoju gdybyśmy z niego nie wyszli. 

Aren wahał się jeszcze przez moment, po czym rzekł:

- No dobrze, skoro tak bardzo ci na tym zależy.  Przed wyjściem jednak musisz się przebrać, ponieważ w takim stroju na pewno będziesz zwracać na siebie uwagę. - Była to bardzo subtelna krytyka mojego odzienia.

- Ależ oczywiście - odparłam z uśmiechem - jeśli jesteś gotowy, proszę poczekaj na mnie przy wyjściu z zajazdu. Przebiorę się i zaraz przyjdę.

Aren posłał mi przeciągłe spojrzenie po czym opuścił komnatę. Ruszyłam w stronę moich toreb podróżnych. Wyjęłam z nich suknie, które dostałam od księżniczki Emiry. Skromniejsza, granatowa za bardzo kojarzyła mi się z wczorajszym niefortunnym dniem, postanowiłam więc założyć tę drugą.

Jak się okazało, suknia leżała na mnie całkiem dobrze. Moje włosy już prawie wyschły, a wilgoć sprawiła, że ułożyły się w gęste fale. Przeczesałam je szczotką, nałożyłam trochę pigmentu na rzęsy i powieki. Zanim wyszłam z pokoju położyłam poduszkę, na której spała Tigi na ziemi, na wszelki wypadek aby nie spadła z łóżka, gdyby zaczęła wiercić się przez sen. Byłam już o nią spokojna, wiedziałam, że najpóźniej jutro musi się obudzić.

**🥀🌹🥀**

Chociaż najbardziej kochałam naszą Wyspę, góry, morze i wszelkie inne formy wykreowane przez naturę, musiałam przyznać, że miasto Valloram zrobiło na mnie wrażenie.
Choć tamtego dnia przejeżdżaliśmy już raz jego ulicami, ze względu na okoliczności w ogóle nie zwracałam uwagi na otoczenie. Teraz, mając okazję lepiej mu się przyjrzeć, dostrzegłam jego niekwestionowany urok. W szarej, połyskującej kostce, jaką wyłożone były ulice, odbijały się budynki z białego kamienia, o bogato zdobionych fasadach. Ponad dachami domów wznosiły się kamienne, nadziemne akwedukty, ciągnące się do samego pałacu, którego srebrzyste mury górowały nad miastem.

- Dokąd właściwie idziemy ? - zapytałam Arena. Zakładałam, że dobrze zna miasto.

- Do głównego placu, nie zapuszczałbym się zbyt daleko, więc możesz nie zobaczyć wszystkiego o czym opowiadał ci Samir.

Skinęłam głową, Aren miał rację, do wieczora zostało niewiele czasu. Nie rozsądnym byłoby odchodzić zbyt daleko od zajazdu, w którym mieliśmy spędzić noc.

- Podoba ci się Valloram? - zapytał mój towarzysz po kilku minutach wędrówki.

- Tak - odparłam szczerze - chociaż jak dla mnie, brakuje tu trochę zieleni.

- W pałacu są piękne ogrody, jednak dziś tam nie pójdziemy, nadrobimy to następnym razem.

Następnym razem? Tak owego nie będzie - pomyślałam smętnie. Niepokoiło mnie, że Aren najwyraźniej sądził, że dane nam będzie przeżyć razem kolejne podróże po Rhye. Niestety mój los miał być inny.

- Jednak jeśli przejdziemy przez główny plac i skierujemy się w stronę rzeki dojdziemy do skweru, który porasta bujna roślinność. 

Główny plac, pomimo późnej pory nadal tętnił życiem. Kręciło się po nim wiele osób. Niektórzy za pewne zmierzali do domów, innych nadal trzymały tam obowiązki związane z pracą, mało kto, tak jak my, przechadzał się po nim dla czystej przyjemności spacerowania.
Część centralną placu zajmowała świątynia bogini Eukelady, na którą spoglądałam z aprobatą.
Z ciężką do ukrycia ciekawością przyglądałam się mijanym ludziom. Z ulgą stwierdziłam, że trafnie wybrałam strój. Większość napotkanych przez nas osób ubrana była schludnie i elegancko, co podkreślało wrażenie, że całe miasto jest bardzo czyste i zadbane.

Szliśmy wzdłuż rzędu straganów. Przyglądałam się sprzedawanym towarom. Mój wzrok, podobnie jak całkiem niedawno w Greme, przykuł stragan z biżuterią i różnymi wyrobami metalurgicznymi. Wystawione tam przedmioty miały piękne, fantazyjne wzory, a część z nich ozdobiona była kamieniami pochodzącymi z Zamarzniętego Jaru. Mimowolnie pomyślałam, że żaden z nich pomimo tego iż wykonane były z wielkim kunsztem, nie dorównywał naszyjnikowi, którym chciała nagrodzić mnie księżniczka Emira, za uratowanie jej syna. Musiał być nieomal bezcenny. Tym bardziej ucieszyłam się, że go nie przyjęłam, a jako zapłatę wybrałam chociaż cień szansy na pomoc w uratowaniu Dereka.

Wróciłam myślami do nocy gdy z nim rozmawiałam i do mojej konwersacji z księżniczką. Czy Emira będzie w stanie mi pomóc? Nieświadomie zatrzymałam się i wpatrywałam w naszyjniki, bransoletki i inne kosztowności. Z zadumy wyrwał mnie głos Arena

- Lubisz biżuterię – bardziej stwierdził niż zapytał.

- Niekoniecznie, czemu tak sądzisz?

- Ponieważ stoisz i od dłuższej chwili się w nią wpatrujesz.

- Nie, ani trochę. Zastanawiałam się nad czymś zgoła innym - odparłam, nie chcąc poruszać tematu Dereka, albowiem kwestia jego pierścienia i rozmowy o nim z księżniczką wyraźnie wzbudzała dezaprobatę Arena.
- Naprawdę? Sądziłem, że wszystkie kobiety przepadają za szlachetnymi kamieniami – ciągnął Aren.

- O nie, dla mnie nie maja one żadnej wartości - odparłam obojętnie, patrząc już w całkiem innym kierunku - jedyne ozdoby jakie się dla mnie liczą to mój amulet i naszyjnik, ewentualnie rozważyłabym założenie czarodziejskich artefaktów jeśli mogłabym zaczerpnąć z nich mocy. Wszystko inne nie ma dla mnie znaczenia i jest bezużyteczne.

- To dlaczego mierzyłaś kolię z czerwonymi kamieniami w Greme?

Słysząc te słowa zamarłam na kilka sekund. Dotąd, żadne z nas nie nawiązało do sytuacji, w której pierwszy raz się spotkaliśmy. Czasem zastanawiałam się nawet czy Aren rozpoznał we mnie dziewczynę, na którą natknął się w porcie. 

- Myślałam, że zapomniałeś o tym, albo nie wiedziałeś, że to byłam ja - powiedziałam zgodnie z prawdą.

Aren zaśmiał się swoim idealnym, dźwięcznym śmiechem.

- Po pierwsze, pewnych rzeczy nigdy się nie zapomina, po drugie czy ty po naszym spotkaniu mogłabyś zapomnieć jak wyglądałem, albo pomylić mnie z kimś innym?

Nie mówiąc nic pokręciłam głową nie odwracając oczu od mojego rozmówcy.

- Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie, dotyczące kolii – dodał, podchodząc bliżej i wpatrując się w moje oczy, jakby dało się w nich odnaleźć rozwiązanie zagadki.

- Nie wiem - odparłam szczerze - zrobiłam to pierwszy raz w życiu, spontanicznie, pod wpływem chwili.

Aren nic nie mówiąc patrzył na mnie z tajemniczym uśmiechem. Nie byłam pewna czego ode mnie oczekiwał. Zaczęłam więc przedstawiać mu swoje myśli nie zastanawiając się specjalnie nad ich sensem:

- Nie chciałam jej kupić, zdobna biżuteria nie robi na mnie wrażenia, o czym przekonałeś się chyba w Zamarzniętym Zamku. Mojego naszyjnika, który zrobiłam razem z przyjaciółkami nie zamieniłabym nawet na klejnoty koronne królowej Rhye. Zresztą, po co ci się z tego tłumaczę.

Twarz Arena przybrała dziwny wyraz, wyglądał teraz na rozbawionego.

- Ciekawe, że nie wiesz praktycznie nic o Ziemi Centralnej, ale słyszałaś o klejnotach koronnych królowej.

- No właśnie, trafna uwaga, albowiem tu wychodzi cały paradoks Rhye. O tych bezużytecznych kawałkach kamieni wprawionych w metal, wie cały świat. Ułożono na ich temat pieśni i poematy, natomiast to co jest istotnie dobre i piękne często musi pozostać w ukryciu i niepamięci. - Moje ostatnie słowa były ukrytą aluzją do sytuacji mojej Pani. Klejnoty koronne królowej Rhye faktycznie znane były jak świat długi i szeroki. Oczywiście były bezcenne, wykonane z największym kunsztem i precyzją, a w przeszłości toczyło się o nie kilka wojen. Ich blask budził w ludziach ponure porządnie, albowiem, jak głosiła legenda, stworzyli je sami bogowie. Ponoć miały być prezentem ślubnym dla wybranki boga Aegona. I tu pojawiała się kolejna, bolesna dla mnie kwestia - miała nią być nasza Pani, lecz świat zdecydował inaczej.

Aren uniósł do góry brwi po czym rzekł:

- Wiele rzeczy słyszałem na ich temat, ale chyba nikt jeszcze nie nazwał ich bezużytecznymi kawałkami kamieni.
- A niby czemu miałyby służyć? – zapytałam nie oczekując odpowiedzi. Nie chciałam już kontynuować tematu klejnotów koronnych, wzbudził on moją irytację, a że złość z reguły dodawała mi animuszu, zebrałam się na odwagę i zapytałam:

- A dlaczego, tamtego dnia, przy straganie w Greme usiłowałeś złapać mnie za rękę?

Spojrzenie Arena stało się tak przeszywające, że musiałam odwrócić wzrok od błękitu jego oczu, jednocześnie żałując ostatnich, wypowiedzianych przeze mnie słów. 
- Odpowiem na to pytanie jeżeli ty powiesz mi dlaczego uciekłaś.

Dlaczego uciekłam? - powtórzyłam w myślach, po czym w myślach udzieliłam odpowiedzi:

"- Dlatego, że zaparło mi dech w piersi, ponieważ nigdy nie widziałam istoty tak pięknej i intrygującej jak ty, która wywarła na mnie tak wielkie wrażenie. Przeraziła mnie intensywność doznań jaka towarzyszyła naszemu spotkaniu. Co gorsza, wszystko to przeżywam na nowo, każdego dnia gdy widzę cię lub zbliżam się do ciebie po choćby krótkiej chwili rozłąki, co sprawia, że znów mam ochotę uciec, prawie tak samo mocno jak zostać na wieki, czego z oczywistych względów zrobić nie mogę. A ostatnimi czasy, wbrew mej woli, zaczyna przeważać we mnie to drugie pragnienie, co niezmiernie mnie przeraża."

Takiej odpowiedzi na pewno nie mogłam mu udzielić. Powiedziałam więc tylko:

- Nie mogę ci powiedzieć.

- W takim razie, ja też ci nie powiem.

- To nic, właściwie chyba i tak nie chcę tego wiedzieć.

- Nie chcesz wiedzieć, a może raczej wiesz, ale ta odpowiedź cię przeraża?

Milczałam, dodał więc:

- Zresztą, nie ma to znaczenia, cokolwiek chciałaś osiągnąć ucieczką nie udało ci się to, ponieważ los i tak złączył nasze drogi.

- Nie, nie, nie - zaprzeczyłam - raczej przypadek je ze sobą skrzyżował.

- Ach tak?

Stwierdzając, że ta rozmowa donikąd nas nie zaprowadzi, przyspieszyłam kroku, pozostawiając Arena z tyłu.  Nie musiałam się jednak odwracać, aby wiedzieć gdzie był. Od wydarzeń mających miejsce w Noc Wspólnej Pełni Trzech Księżyców po prostu wyczuwałam jego obecność.

Mijałam kolejne stragany: z biżuterią, z materiałami, owocami i warzywami. Obserwując kupujących ludzi, myślałam o tym jak bardzo zmieni się moje życie gdy zamieszkam w Rhye. Żadne z codziennych zajęć mieszkańców miast, jak chociażby zakupy, nie było moją rutyną.
Najpierw jednak będę musiała gdzieś zamieszkać – pomyślałam. Zatrzymanie się w domu Arena było propozycją kuszącą, ale dopuszczalną jedynie tymczasowo. W perspektywie długoterminowej stanowiło nieakceptowalne rozwiązanie.

Moją uwagę przykuł stragan z kadzidłami i wonnymi olejkami. Kadzidła i olejki akurat lubiłam, ponadto przypomniało mi się, że kiedyś któraś z sióstr wspominała, że te produkowane w Valloram są najlepsze w całym Rhye. Poczułam, że jestem skłonna wydać pieniądze aby to sprawdzić. Przystanęłam na chwilę aby przyjrzeć się co kramarz ma w swojej ofercie.
Sprzedawca szybko wyczuł, że dobije ze mną targu, rozpoczął więc rozmowę przymilnym głosem:

- Pozwól Pani, że o coś cię zapytam.

- Ależ oczywiście, słucham - odparłam obojętnie, nie odrywając wzroku od asortymentu.

- Wygląda mi na to, że nie jesteś stąd? Czy mam rację?

Sprzedawca zmartwił mnie swym pytaniem, ponieważ jak tylko mogłam, starałam się wmieszać w tłum. Najwidoczniej robiłam coś źle. Postanowiłam nie udawać przed nim, oznajmiłam więc:

- Tak, ma Pan rację, nie jestem stąd.

- Pozwól więc, że opowiem ci o produkcji naszych kadzideł i olejków, albowiem może nie wiedziałaś o tym, ale są one najwspanialsze w całym Rhye.

Aha, więc o to chodziło - pomyślałam. Nie hamowałam handlarza przed rozwinięciem swej opowieści. Czytałam etykiety umieszczone na flakonikach, zastanawiając się, który najbardziej trafia w mój gust.

- Mamy najbardziej zaawansowaną technologię ekstrakcji substancji zapachowych, ponieważ zajmujemy się tym najdłużej, od setek lat, a specjalna procedura pozostaje tajemnicą regionu aż po dziś dzień..

Nie przysłuchiwałam się jego słowom, będąc bardziej zajętą rozważaniem nad tym co jest lepsze: cynamon, kwiat pomarańczy, czy może dziki bez.

- ...używamy zawsze najświeższych, naturalnych produktów, dlatego nasza oferta zmienia się wraz z porą roku....

Po dłuższej chwili, którą przeplatał monolog handlarza, zdecydowała, co chcę kupić. Sprzedawca skończył swą opowieść, lecz zanim dobiłam z nim targu, postanowiłam o coś zapytać. Jego odpowiedź mogłaby pomóc mi w przyszłości:

- Przekonał mnie Pan do zakupu, chciałabym zadać tylko jedno pytanie.

- Proszę śmiało pytać, o co tylko Pani zechcesz.

- Co sprawiło, że od razu wywnioskował Pan, że nie jestem stąd? – gdy kończyłam wymawiać ostatnie słowa poczułam, że Aren zbliża się do nas.

Sprzedawca uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów.

- To widać od razu, po prostu wyróżniacie się spośród innych osób.

- Wyróżniamy? - zdziwiło mnie, że zwrócił się do mnie w liczbie mnogiej.

- No tak, wy. Ty Pani i twój mąż.

- Kt.....?

- Jak idą zakupy? - zapytał Aren, który właśnie stanął tuż za mną w ten swój irytujący sposób, tak, że nasze ciała nieomal stykały się ze sobą. Położył dłoń na moim ramieniu, a na jego twarzy zagościł wyjątkowo czarujący uśmiech.

- Zdążyła już coś wybrać?

Sprzedawca wziął nas za małżeństwo, co najwyraźniej wprawiło Arena w szczerą wesołość. Mnie niekoniecznie.

- No właśnie nie... chyba ma przed sobą zbyt wielki wybór najwyśmienitszych produktów i nie wie na co się zdecydować - sprzedawca aż promieniał, licząc na to, że na Arenie więcej zarobi. Stałam zdumiona wlepiając oczy raz w jednego raz w drugiego.

- Może Pan mógłby NAM coś doradzić - powiedział Aren, wyraźnie podkreślając słowo NAM. Najwidoczniej świetnie się bawił odgrywając rolę mojego męża. 

- O tak – rzekł handlarz z entuzjazmem - mam tu zapachy, które rozbudzą zmysły każdego. Szczególnie polecałbym opium, albo jeszcze lepiej olejek z drzewa Xax, ten nadaje się również do wspólnych, romantycznych kąpieli. Mam też ekstrakt z księżycowych kwiatów. Macie Państwo ogromne szczęście, ponieważ pozyskujemy go tylko dwa razy w roku, gdy trzy księżyce świecą razem najjaśniej. Wtedy kwiaty są najlepiej rozwinięte. Trzeba jednak uważać - dodał lekko ściszonym głosem, z sugestywnym uśmiechem - bo potrafi rozbudzić najgłębiej skrywane żądze, a ciało rozpalić do białości.

Nie mogłam już tego słuchać. Aren wzbudzał we mnie takie odczucia, że naprawdę żaden specyfik z kramu nie byłby nam potrzebny by zaznać pozaziemskich rozkoszy, gdyby kiedykolwiek doszło między nami do zbliżenia. Ku mojej zgrozie, Aren jakby czytając w moich myślach rzekł z jeszcze szerszym uśmiechem:

- Dziękuję za radę, ale proszę mi wierzyć, że płonie między nami taki ogień, że żadne afrodyzjaki nie są potrzebne!

Miałam ochotę pacnąć się w czoło. Musiałam oblać się rumieńcem, ponieważ sprzedawca ze śmiechem zwrócił się do mnie:

- Nie ma się czego wstydzić, to widać od razu chociażby po tym, jak na siebie patrzycie. Łączy was tak silna więź, że jej aura jest praktycznie namacalna! Tak jest zawsze na początku małżeństwa.

Zapragnęłam zapaść się pod ziemię. Planowałam dotkliwie uszczypnąć się w rękę w nadziei, że może cała ta scena okaże się tylko głupim snem.

- Jestem szczerze przekonany, że w naszym przypadku nie zmieni się to przez wieki. Weźmiemy więc opium i olejek z drzewa Xax.

Sprzedawca zapakował towar i podał go Arenowi, który wręczył mu monety nie pytając o cenę. Zapłata prawdopodobnie przewyższała jej wartość, ponieważ gdy wypowiedział magiczne 'reszty nie trzeba' sprzedawcy aż zaświeciły się oczy. Na pożegnanie obdarzył nas kilkoma, wręcz poetyckimi wersetami wychwalającymi naszą miłość, których nawet nie potrafiłabym powtórzyć.

Byłam tak osłupiała, że gdy odchodziliśmy od straganu Aren prawie pchał mnie do przodu przez kilka metrów.

- Co... to... miało... być...- wykrztusiłam.

- Nic, czasem trzeba trochę pożartować, staram się żyć chwilą - odparł Aren, wciąż wyjątkowo uradowany - a ty co tak zbladłaś? Aż tak bardzo przeraża cię wizja małżeństwa, czy może wizja małżeństwa ze mną? A, i lepiej dwa razy przemyśl to, co chcesz teraz powiedzieć, ponieważ możesz mnie urazić.

- Nigdy nie brałam pod uwagę małżeństwa, nie wyobrażałam sobie nawet jego czysto teoretycznej wizji - stwierdziłam szczerze.

- A ja tak, małżeństwo poniekąd jest nieodzownie wpisane w moją rolę, liczę się z tym od dzieciństwa. Wyglądasz na przerażoną, myślę, że są straszniejsze rzeczy niż małżeństwo.

- Taaaak? Na przykład jakie?

- No nie wiem - Aren będący nadal w świetnym humorze, wzruszył ramionami - chociażby... demony z podziemia?

- Widziałam demona z podziemia na własne oczy i nie przeraził mnie tak jak ty teraz...

Aren zaniósł się śmiechem, najbardziej dźwięcznym z możliwych.

- Szczere wyznanie - rzekł.

Wątpiłam, by uwierzył w moje słowa.

Szliśmy przed siebie po lśniącej, brukowej kostce. Aren cały czas obejmował mnie ramieniem, nie próbowałam się od niego odsunąć, z żalem przyznałam, że jest mi po prostu dobrze. Czułam jego ciepło, które w nieokreślony sposób napawało mnie spokojem. Im bliżej mnie był, tym lepiej się czułam. Przez tą krótką, ulotną chwilę postanowiłam to wykorzystać. Oparłam głowę o jego ramię, a ręką objęłam go w pasie.

Mimowolnie pomyślałam o tym, że kobieta, która zostanie jego żoną będzie najszczęśliwszą istotą w Rhye. Na tę myśl poczułam w piersi silne ukłucie zazdrości i żalu, za co od razu się zganiłam.
Co też chodziło mi po głowie? Wiadome było, że Aren zasługuje na najwspanialszą kobietę Sześciu Królestw, istną królową Rhye.
Ja zaś byłam istotą z pogranicza, wiecznie balansującą pomiędzy dobrem a złem, wyklętą przez większość bogów, tak jak moja Pani, której przyrzekłam dozgonną wierność. 

Zbliżyliśmy się do zielonego skweru, o którym mówił Aren. Rozciągał się stąd piękny widok na rzekę i pałac, od strony, gdzie znajdowały się wspomniane wcześniej przez mojego towarzysza ogrody.

Weszliśmy pod drewnianą pergole obrośniętą wisterią. Jej ciężkie kwiatostany w kolorze fioletu zwisały ku ziemi niczym sople lodu z dachu Zamarzniętego Zamku.  
Idąc dalej, w głąb pergoli, dotarliśmy do fontanny. Miała okrągły kształt i wykonana była z białego kamienia. Jej centralną część stanowiła biała rzeźba przedstawiająca boginię Eukeladę w otoczeniu leśnych zwierząt. Wiewiórka siedziała na jej ramieniu, po prawej stronie stał lis, a po lewej zając. We włosach i na sukni bogini siedziały małe ptaszki. Niektóre przypominały sójki, inne słowiki i jemiołuszki. Duże ptaki, takie jak czaple, żurawie czy flamingi kojarzone były z naszą Panią i w związku z tym, rzadko przedstawiano ich podobizny.
Eukelada miała piękną, delikatną twarz, na której gościł łagodny uśmiech. Cała rzeźba była biała z wyjątkiem oczu bogini, które wykonane były z bladoniebieskiego, półprzezroczystego akwamarynu. Patrząc na nie przypomniały mi się słowa Samira i Miriany, które usłyszałam poprzedniego dnia. Według wierzeń, jeżeli spojrzało się w oczy bogini i wypowiedziało w myślach życzenie, a ona uznała, że duch proszącej osoby był czysty, dobry, pozbawiony ukrytych i niegodziwych pobudek, wtedy je spełniała.
W fontannie pływały sporych rozmiarów pomarańczowo-białe karasie. Jedna z ryb podpłynęła blisko powierzchni, by z głośnym pluskiem wynurzyć się na chwilę z wody.

Usiedliśmy na brzegu fontanny. Piękne otoczenie, ciepłe promienie słońca i kojąca bliskość Arena, która chyba po raz pierwszy, mnie nie peszyła, sprawiły, że poczułam się jak we śnie. Nie odsunęłam się od mojego towarzysza, choć nasze ciała stykały się ze sobą, a palce dłoni przypadkowo się splotły.

- Pewnie nie słyszałaś o tym, że fontanna może spełniać życzenia – Aren przerwał milczenie.

- Słyszałam, mówił mi o tym Samir. Bogini musi jednak uznać, że jest się godnym jej boskiej pomocy - najwidoczniej za bardzo podkreśliłam ostatnie słowa, ponieważ Aren zapytał:

- Myślisz, że w twoim wypadku mogłaby się wahać?

Wzruszyłam ramionami.

- Zależy jaką miarą mierzyć. Cale życie starałam się postępować słusznie, lecz co jest słuszne dla mnie, nie musi być słuszne dla innych. Choć wypełniłam wiele dobrych uczynków, na pewno mam też swoje na sumieniu. Mam nadzieję, że gdy nadejdzie ten dzień, osądzać mnie będzie Bezstronna Wszechmocna Siła Rządząca Wszechświatem.

Wypowiadając te słowa miałam na myśli zbliżającą się chwilę mojej śmierci i decyzję o tym, do jakiego wymiaru przeniesie się mój duch. Aren milczał, zapytałam więc:

- A ty jesteś pewien, że bogini spełni twoje życzenie, o ile jest coś czego sobie życzysz?

- Nie wiem, gdyby się nad tym zastanowić, za pewne każdy ma dylematy podobne do twoich. Czy mówiąc o Bezstronnej Wszechmocnej Sile, masz na myśli boga Aegona?

Dla ludzi zamieszkujących Ziemie Centralne najwyższym i niepodważalnym bóstwem był bóg Aegon.  Zgodnie z ich przekonaniami, to on decydował o tym, gdzie trafi duch po śmierci ciała. Dlatego nie zdziwiło mnie skojarzenie Arena.
- Nie, wolałabym aby Najwyższą, Niezawisłą Siłą Wszechświata nie był on.
- Dlaczego?
- Obawiam się, że twój bóg za mną nie przepada, tak jak ja za nim. - Odparłam szczerze.
Aren nie skomentował mojej wypowiedzi, wrócił do tematu bogini Eukelady i jej domniemanej mocy spełniania życzeń.
- Zróbmy mały eksperyment. Proponuję, aby każde z nas zwróciło się z jakąś prośbą do bogini. Przekonamy się czy jesteśmy godni, aby spełniła nasze życzenia.
- Jak chcesz - odparłam obojętnie, mimo wszystko nie do końca wierzyłam w te zabobony.

Zbyt często rozmawiałam twarzą w twarz z moją Panią aby wierzyć, że jakiś posąg ma boską moc. Tylko ze względu na Arena spojrzałam w bladoniebieskie oczy rzeźby i pomyślałam: „Najbardziej ze wszystkiego na świecie pragnę wrócić do domu. Czy pomożesz mi odnaleźć do niego drogę, Bogini Eukelado?”

Przeniosłam wzrok na mojego towarzysza. Nadal patrzył w oczy posągu, by po chwili spojrzeć na mnie. Żadne z nas się nie odzywało. W końcu postanowiłam przerwać milczenie:

- Czego sobie zażyczyłeś?

- Nie mogę ci powiedzieć, wtedy życzenie się nie spełni – Odrzekł Aren, a na jego ustach zagościł tajemniczy uśmiech.

Wzruszyłam ramionami.

- Jest takie stare porzekadło „uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni". A, jeśli chodzi o pieniądze - sięgnęłam do swojej sakiewki, wyjęłam z niej złotą monetę i podałam ją Arenowi. Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie zmieszane z rozbawieniem.

- Żartujesz sobie? - zapytał.

- Nie, oddaję ci pieniądze za moje zakupy. Tak się chyba robi?

- Nie musisz, mam wystarczająco dużo pieniędzy - odparł. W jego słowach nie było jednak pychy.

- Ja też - powiedziałam - wystarczy mi przynajmniej do Rhye... A później będę się martwić. - Zaśmiałam się.

- Tak? I co planujesz?

- Znajdę jakąś pracę, co innego mam robić.

- Na przykład jaką?

Westchnęłam, po czym rzekłam:

- Myślałam o bibliotece, albo antykwariacie, może przy przepisywaniu ksiąg, gdzieś gdzie miałabym dostęp do jak największej ich ilości - tłumaczyłam - gdybym mogła czytać, dowiedzieć się więcej o historii bóstw i całego Rhye, poprzedniej erze i Krainie Podziemi może łatwiej by mi było jak najszybciej odnaleźć tę przeklętą monetę i dowiedzieć się czy faktycznie jest cokolwiek warta.... - czy jednak moja bogini spisała mnie na straty... dodałam już w myślach.

- W Rhye jest dużo bibliotek, obawiam się jednak, że możesz mieć problem ze znalezieniem posady w którejś z nich. .

- Dlaczego? - spytałam zdziwiona.

- Ponieważ, uważa się tam, że księgi i praca przy ich pisaniu jest domeną mężczyzn. Niechętnie dopuszcza się do niej kobiety.

Spojrzałam na Arena szeroko otwartymi oczami. Sytuacja w Rhye najwidoczniej była gorsza, niż przypuszczałam. Pokręciłam głową  z dezaprobatą.

- I dziwicie się, że równowaga świata została zaburzona. Jeśli wszystkie istoty, niezależnie od gatunku, płci, zdolności magicznych, wiary czy jakichkolwiek innych preferencji nie zaczną być traktowane na równi, nigdy jej nie odzyskacie.

- Możesz być zdziwiona, ale też tak uważam, ciężko jest jednak zmienić coś co zakorzeniało się w naszym społeczeństwie przez lata. – Rzekł.

- Wiem, że tak uważasz ponieważ zdążyłam na tyle cię poznać. 
Rzeczywiście, ogarnęło mnie dziwne wrażenie jakbym znała go dużo dłużej, prawie od zawsze, jakby od kiedy tylko istniał mój duch, Aren był częścią mnie. To na pewno skutki magii - tłumaczyłam sobie.

**🌿🌺🌿**

RHYEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz