Rozdział sześćdziesiąty-pierwszy

10 2 0
                                    

Finlandia, Helsinki, 18 stycznia 2011 rok

Patrzyłem na mojego przyjaciela w kompletnym szoku. Ale po chwili na moich ustach wykwitł uśmiech.

Po raz pierwszy, choć wciąż nie osobiście, zobaczyłem Jamesa Walkera jako człowieka. I choć od jego powrotnej przemiany minęło trochę czasu, to dopiero teraz znaleźliśmy wolny moment, by ze sobą szczerze porozmawiać.

Między Barbarą, a pracą nie zawsze mogłem z nim pogadać. Dlatego cieszyłem się, że udało mi się wygospodarować dla niego, chociażby kilka minut między sesjami.

- Jak się czujesz? - zapytałem, ustawiając laptopa, by lepiej mu się przyjrzeć. I zdałem sobie sprawę, że niewiele się zmienił. Może wyglądał na trochę zmęczonego, ale wciąż był taki sam.

- Teraz świetnie. Z początku było dziwnie - zaśmiał się James. - A jednocześnie tak, jakbym w końcu stanął na własne nogi i obrał odpowiedni kierunek.

- Czyli na pewno...

- Fabian, naprawdę nic mi nie jest. Przemiana w człowieka nie była taka zła. Wszystko działo się w nocy, trochę bolało, ale gdy się obudziłem, poczułem się jak nowo narodzony. No i miałem ochotę coś przekąsić. Coś ludzkiego.

- Więc nie żałujesz tej decyzji?

- Zrobiłem to dla Magdy - przyznał. - I dla samego siebie. Nigdy nie było mi pisane bycie wampirem, przyjacielu. I cieszę się, że wróciłem do życia, jakie powinienem wieść. A jednocześnie nie żałuję, że przez dwadzieścia-siedem lat hasałem sobie po świecie jako wampir. Bo poznałem Alberto, Vicky, ciebie. I twoją porąbaną rodzinę.

- Uważaj, bo się wzruszę - zaśmiałem się. - Wyglądasz...

- Normalnie? Tak, to jeden z objawów przemiany w człowieka.

- Może zbyt wiele wymagałem - rzekłem. - Ale ważne, że ci się podoba. Bo, rozumiem, że przyzwyczaiłeś się już do śmiertelnego życia? Jakby nie patrzeć minął ponad miesiąc.

- Półtorej dokładnie. I nie wierzę, że dopiero teraz o tym gadamy. - pokręcił głową.

- Wybacz, stary.

- Nie przejmuj się. Też miałem swoje sprawy - wzruszył ramionami. - Teraz zostało mi tylko jedno.

- Zdobyć serce Magdy? - parsknąłem śmiechem.

- A to nie będzie łatwe - przyznał James. - Życz mi szczęścia, Fabian. Bo, cholera, będę go potrzebował. I to całkiem sporo.



Finlandia, Helsinki, 6 luty 2011 rok

Barbara wręcz naciskała, by spotkanie z rodziną odbyło się w eleganckiej restauracji.

Przystałem na tą propozycję. Lecz nie sądziłem, że zbierze się aż tyle osób.

I że większość z nich będzie raczej dalszą rodziną Barbary.

- A twoi rodzice? - zapytałem, nachylając się do Barbary, której bordowa sukienka kusząco uwydatniła kształty.

Wyglądała jak zawsze apetycznie. I nigdy nie miałem dość jej gorącego ciała.

- Nie mam z nimi dobrych stosunków, skarbie - posmutniała. - Nie zaprosiłam ich, bo ich znam. Wiem, że zniszczyliby to małe przyjęcie. Ale są tu inni, ci, którzy są mi bliżsi niż rodzice. I wszyscy chcą cię poznać.

Nie miałem wiele do powiedzenia. W sali zaczęli zbierać się goście, głównie od strony Barbary.

Kobieta ciągnęła mnie od jednego do drugiego. Poznałem wiele nowych twarzy, jednak niekoniecznie zapamiętałem imiona. Chwila rozmowy i kolejne oblicze. I tak przez jakiś czas.

Jego historia - tom 4 (seria: Sługi Szatana)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz