ROZDZIAŁ III

39 5 0
                                        

Obudziłam się i przypomniałam sobie, że muszę się dziś wybrać do szkoły. Nienawidziłam tego miejsca. To właśnie w szkole się to wszystko WTEDY wydarzyło. Z niechęcią zabrałam z szafy czarne spodnie z dziurami i szary crop top. Poszłam do łazienki, umyłam twarz i zęby. Przebrałam się w wybrane ubrania i rozczesałam moje długie blond włosy. Spojrzałam na swoje ręce i przypomniało mi się wczorajsze wyjście. Rozwinęłam stary bandaż i przemyłam rany wodą. Bardzo piekło, ale nie był to ból nie do zniesienia. Nałożyłam nowy opatrunek. Zabrałam zeszyty z pokoju, ubrałam na stopy moje czarne Vansy i opuściłam dom.

W szkole byłam po 15 minutach. Czułam na sobie wzrok tych wszystkich ludzi. Nie znoszę być w centrum uwagi. Ujrzałam Zack'a na końcu korytarza, który na mój widok był naprawdę zaskoczony.

-Abii! Czy ty się czasem nie zgubiłaś? – Zaśmiał się – Nie wiem czy wiesz, ale przebywasz aktualnie na terenie szkoły?

-Siedź cicho Evans, jeśli nie chcesz wąchać podłogi – Warknęłam.

Wiem, gdzie jestem i mi też się to nie podoba... Muszę coś zrobić, bo nie mam ochoty mieć rok w plecy. Zack pewnie dobrze wie co tu robię i się ze mną drażni. Tak. On to kocha.

-Ojj skarbie, nie denerwuj się – Odezwał się sarkastycznym tonem – Zgaduje, że szukasz Pani Wilson – Jest to nasza wychowawczyni. Starsza, niska, kobieta, która wydaje się być miłą osobą, ale co ja mogę wiedzieć. Widziałam ją może 5 razy a rozmawiałam z nią 2 – Jest u siebie i mam złą wiadomość. Wiem od Kevina, że Matt też tam jest – Powiedział, a na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.

Kiwnęłam głową na znak, że właśnie tej informacji potrzebowałam i udałam się do Sali numer 47. Tam chyba odbywają się zajęcia wychowawcze za chwilę. Musiałam przed lekcją porozmawiać z panią Wilson, by się przekonać, czy muszę to robić z Matt'em.

Zapukałam do drzwi i otworzyłam je, a przede mną ukazała się wielka sala z ławkami i biurkiem naprzeciwko drzwi, przy którym rozmawiała nauczycielka z chłopakiem. Szybki krokiem podeszłam do nich.

-Dzień dobry – przywitałam się – Ja w sprawie projektu na zaliczenie roku – Zapadła cisza i wychowawczyni razem z brunetem wpatrywali się we mnie, aż w końcu ktoś zdecydował się ją przerwać.

-Że niby z nią mam to robić? – Zapytał chłopak niezbyt zadowolony z tego faktu.

Spokojnie, ja też nie mam ochoty z tobą współpracować.

-Matt, to jest Abigail i ona również robi ten projekt. Przykro mi, ale musicie go zrobić razem i macie na to miesiąc. Po zakres materiału wybierzcie się do biblioteki, tam również znajdziecie pomoce i informacje na temat waszej pracy – Poinformowała nas.

Zmierzyłam wzrokiem Matt'a i rzuciły mi się w oczy jego włosy. Brązowe, bez błędnie postawione na żelu. Idealnie pasowały do jego zielonych oczu. Ubrany był w czarne spodnie, podkoszulek i fioletową koszulę. Nic dziwnego, że wszystkie dziewczyny biegały za nim tylko po to żeby się z nim przespać. Był taki podobny do NIEGO... Ale Evan to Evan. Nikt nie jest taki jak on. Był jedyny w swoim rodzaju... Był mój. Na wspomnienie tamtych czasów poczułam ogromną gule w gardle.

Nie możesz, nie tutaj, nikt nie może wiedzieć.

Udało mi się opanować płacz, ale nie na długo, bo gdy wleciałam do łazienki rozpłakałam się, jak małe dziecko. Wiedziałam, że jest pusta, bo wszystkie dziewczyny wyszły zaraz po dzwonku. Wszyscy w tej szkole boją się spóźnień. Podobno bardzo surowo za nie karają.

Gdy opanowałam płacz, udało mi się wrócić na lekcje bez zauważenie, że się spóźniłam. Lekcja strasznie mi się dłużyła. Już zapomniałam, jak to jest słuchać tego wszystkiego. Niewyobrażalna nuda. A nie chce sobie przypominać, że siedzę tu jeszcze 6 godzin. Będę musiała udać się do biblioteki po jakieś informacje, a potem ucieknę z reszty zajęć. Muszę się jeszcze dogadać z Matt'em co do naszego projektu.

Po usłyszeniu dzwonka na przerwę wyskoczyłam pierwsza z Sali i pobiegłam do biblioteki. Nie chciałam być w centrum uwagi kolejny raz, więc ominęłam stado uczniów wychodzących z sal.

Zgromadziłam potrzebne informacje na temat tej pracy i wychodząc zderzyłam się z czyimś torsem. Poczułam ukłucie w żołądku, gdy zauważyłam, że jest to mężczyzna z którym muszę robić projekt. Zapewne przyszedł tu po to co ja.

-Ah tak Rose, szukałem cię – On mnie szukał? Przecież oczywiste że tu byłam. Chciałam jak najszybciej wydostać się z tego więzienia, które nazywają szkołą.

-Więc mnie znalazłeś – mruknęłam i skierowałam wzrok na podłogę – Chcesz się dogadać jak z tym projektem?

-Może zacznijmy od tego że wpiszesz mi swój numer, żebyśmy się mogli kontaktować w związku z tą pracą? – Kiwnęłam głową i zabrałam telefon wpisując mu swój numer telefonu – Okej, skoro potrzebne informacje już masz, to może umówimy się w któryś dzień, żeby nad tym popracować? – Zapytał radośnie, co jest naprawdę dziwne. Miałam wrażenie, że w Sali pokazał niechęć do współpracy ze mną. A może to było zaskoczenie? Nie, na pewno bym się nie pomyliła. Udaje takiego miłego, żebym odwaliła za niego całą robotę. Nie, tak nie będzie. Pokaże mu, że nie mam ochoty robić tego robić a zwłaszcza z nim!

-Mhm, mam bardzo napięty grafik więc będziesz musiał się dostosować – Odpowiedziałam obojętnie.

-Czym napięty? Nie chodzeniem do szkoły? Bo ja w porównaniu do ciebie jestem tu co dzień, tylko mam problem z nauką – W bibliotece rozniósł się głośny śmiech bruneta. Byłam na niego wściekła. Zwrócił uwagę innych osób. Znów jestem w centrum uwagi. Jeszcze jego słowa? Nie wie co przeżyłam i mam swoje powody by nie odwiedzać tego miejsca za często.

Nawet na niego nie patrząc zabrałam się i wyszłam stamtąd. Usłyszałam za sobą tylko jego wołanie, ale nawet nie zareagowałam. Wybiegłam ze szkoły czując, jak na moich policzkach pojawiają się łzy. Gdy miałam już wyjść za teren szkoły znów dobiłam w kogoś.

Fajnie, dwie osoby w przeciągu 10 minut.

Udało mi się spojrzeć kogo tym razem zmiażdżyłam moim ciałem, przed oczami ukazała się Brooke z zaniepokojeniem na twarzy. Pewnie zauważyła, że płakałam. No nie. Ona nigdy nie widziała u mnie słabości. Tyle czasu maskowania moich uczuć i jeden dzień zniszczył dwu letnie starania.

Nienawidzę z dnia na dzień tego miejsca coraz bardziej.

-Abi? Co się stało? Pierwszy raz cię taką widzę, musiało się stać coś okropnego? – Coś okropnego to się stało 2 lata temu, teraz tylko jakiś irytujący dupek.

-Nie, no co ty Brooke... Po prostu... Rodzice pisali, że jest źle z ich firmą i bardzo się zmartwiłam... - Udało mi się wymyślić jakieś kłamstwo.

-No nie wiem, nigdy nie przejmowałaś się rodzicami, jesteś pewna, że to tylko to? – Słyszę w jej głosie niepokój. Najchętniej bym powiedziała jej wszystko, całą prawdę. Zaczęłabym się cieszyć z życia i wyłączyłabym tą barierę, którą zbudowałam, ale życie nie jest bajką, skoro ludzie raz mnie zranili, to zrobią to znów. To tylko kwestia czasu. Jakby tego nie zrobili, to by odeszli. Wychodzi na to samo bo zawsze się zawiedziesz.

-Tak! Jest już lepiej! – Uśmiechałam się największym uśmiechem, jakim byłam w stanie – Lecę do domu, bo czeka mnie dużo roboty i nauki! Do zobaczenia wieczorem, zaproś Zack'a! – Chyba ją przekonałam, bo jej twarz rozpromieniała i namalował się na niej uśmiech.

Wróciłam do domu. Zrzuciłam z siebie buty i rzuciłam się na łóżko.

To będzie długi miesiąc.

PlayerStories to obsess over. Discover now