Na ostatniej przerwie poszłam do biblioteki. Nie żebym uwielbiała książki. Nie są takie złe, ale wolę filmy. Chciałam po prostu posiedzieć chwilę w ciszy, a właśnie z tym kojarzyło mi się to miejsce. Wchodząc rozejrzałam się za jakimś stolikiem, ale większość biblioteki zasłaniał ogromny regał oddzielający część z wypożyczalnią od czytelni, a przynajmniej tego się spodziewałam. Przeszłam za niego i znieruchomiała. Lysander stał po jego drugiej stronie szukając czegoś na górnej półce.
Tylko spokojnie, po prostu podejdę i zagadam. To nie może być takie trudne powtarzałam sobie te dwa zdania, aż białowłosy nie sięgnął książki w niebieskiej okładce z najwyższej półki. Odwrócił się do wyjścia i zobaczył mnie. Wyglądał na zaskoczonego.
- Co nie spodziewałeś się, że się tu spotkamy? - spytałam.
- Rzadko ktoś tu przychodzi - odparł spokojnie.
- Dyplomatyczne wyjście z sytuacji - doprałam wpatrując się w jego cudne oczy.
- Czego szukasz? - spytał łagodnie.
Twojej uwagi odpowiedziała w myślach, a na głos odrzekłam odrobinę inaczej...
- Na pewno nie książki.
Uśmiechnął się minimalnie.
- Czego w takim razie szukasz?
- Czegoś, czego nie dostanę póki tu jesteś, czyli ciszy - odparłam, uświadamiając sobie dopiero po chwili, że brzmi to jakbym chciała, aby sobie poszedł. - Ale możesz mi troszkę w typ poprzeszkadzać.
Spojrzałam na starą książkę w mojej dłoni. Ciemna okładka z czarnym napisem. Sama pewnie bym jej nie wybrała.
- Nie gustuje w takich książkach, więc nie zdziw się jak nie doczytam do końca.
- Najważniejsze, że chociaż zaczniesz - odparł swoim cudownym głosem Lysander.
- Przygotuj się na narzekanie.
Zaśmiał się. Udało mi się go w końcu rozśmieszyć. Poczułam jak na moich ustach wyrasta szeroki uśmiech. W końcu moje uganianie się za nim, z czego wcale nie jestem dumna, dało jakiś rezultat. Malutki, ale jak na tyle, co robiłam musiało wystarczyć.
Zauważyłam jak na drugim końcu korytarza Amber zabija mnie wzrokiem.
Narobić sobie wrogów. Wykonane.
Założyłam nogę na nogę. Rozejrzałam się po gabinecie. Był taki babciny. Zresztą dyrektorkę młodą bym nie nazwała, więc pasowało do niej. Jakieś serwetki na biurku i segmencie. Figurki. Narzuty na krzesła, wyglądające jakby przeżyły niejedną osobę. Staroświeckie firanki oraz zasłony. Widząc ramkę ze zdjęciem psa, skrzywiłam się. Kobieta wyglądała na stuprocentową kociarę, a tu proszę. Nie trafiłam. Jak większość stereotypów.
- Co masz mi do powiedzenia? - spytała ostro.
Aha. Wchodzi na pierwszą lekcje, krzycząc że mam z nią iść i to ja mam wiedzieć, co ona tam ode mnie chce. Fajnie.
- Może i bym coś miała, gdyby powiedziała mi pani w czym rzecz.
Kobieta zrobiła się cała czerwona od buzującej w niej złości. Przypominała mi wówczas pomidora.
- Nie dość, że przyjęłam Cię pod dach szkoły, a ty dalej nie zachowujesz się jak na uczennicę przystało, to jeszcze jesteś taka bezczelna - syknęła, bijąc dłonią o blat biurka.
Ho ho. Nerwowa, pomyślałam, rozsiadając się wygodniej na krześle.
- Niech pani nazywa to jak chce - odparłam, wzruszając ramionami.
- Ta młodzież zrobiła się taka arogancka przez te ostatnie lata. Pomazałaś szafkę koleżanki z klasy! To już wandalizm!
- A udowodni mi to pani? - spytałam, podnosząc brwi.
- Uczniowie widzieli jak potraktowałaś Amber, wszyscy wiemy,że to ty- syknęła, zabijając mnie wzrokiem.
- To pani dowód? Dobrze, że nie została pani prawnikiem. Przegrałaby pani wszystkie sprawy- rzuciłam wstając i kierując się do drzwi.
- Szkoła jest monitorowana, nie wykręcisz się od odpowiedzialności! Jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz! - wrzasnęła, zanim zdążyłam zamknąć drzwi.
Wyszłam z gabinetu dyrektorki lekko poddenerwowana,czemu przeczyły moje dłonie. Zaciśnięte w pięści sugerowały raczej, że jestem mocno wkurzona. Dobra. Byłam wkurzona. Jakiś debil ozdobił sobie szafkę blond idiotki i kto oczywiście zostaje obwiniany? Ja. Raz szarpnęłam ją za włosy, wielkie mi halo. Jakbym była jedyną osobą o nie najlepszej opinii w tej szkole. Zwłaszcza, że z tego, co wiem to trudno znaleźć kogoś, komu Amber nie zalazła za skórę.
"Jeszcze jeden taki wybryk i wylatujesz". Traktowała mnie jakbym była odpowiedzialna za całe zło tego świata, a przynajmniej tej szkoły. Wściekłość malała, ale poczucie niesprawiedliwości nadal utrzymywało się na tym samym poziomie. Poszłam z zamiarem wygadania się komuś, kto może zrozumieć moją sytuację. Komuś, kto mógł być w identycznej sytuacji. Komuś, kto również nie posiadła dobrej reputacji u dyrektorki.
Moja relacja z Kastielem była znikoma. Kilka rozmów nic więcej, ale nie unikał mnie jak większość, więc miałam nadzieję, że i tym razem uda się nam zamienić pare słów. Stanęłam za czerwonowłosym, który właśnie wyrzucał z ręki niedopałek.
- Tak nie cierpisz szkoły, że nawet zatruwasz jej powietrze?
- Nie masz, co robić tylko ludzi się czepiać? Ogarnij się, albo zaraz ja cię ogarnę. Ty głupia... - przerwał, gdy odwrócił się i zobaczył z kim ma doczynienia.
- Nie potrzebnie tu przyszłam - mruknęłam, zdegustowana jego zachowaniem. Odwróciłam się na pięcie. Ruszyłam ku szkole.
- I co przyszłaś tylko po to, aby mnie powkurzać?
Mówił coś dalej, ale miałam już na niego zbyt wywalone, aby nadal słuchać.
Głupek.
- Izzy - powiedział Alexy zastępując mi drogę.
Spojrzałam na niego mrużąc oczy. Czego chciał?
- Może pójdziesz dziś ze mną na zakupy?
Aha. Najpierw mówi, że trzeba na mnie uważać, a później zaprasza mnie na wspólne wyjście. Rozdwojenie jaźni, czy co?
- Może być - odparłam z braku innych planów.
CZYTASZ
Ta druga
FanficPiękna, złotowłosa, nowa dziewczyna, do której chłopcy ustawiają się w kolejkę. Nie, to nie ja, ale moja siostra. Ja to ta druga bliźniaczka. Mam nie najlepszą opinię. Klasa raczej woli mnie unikać. Dyrka wydaje się czekać, aby mnie wyrzucić, a do t...
