Nawet po szkole jadąc swoim BMW miałam jakiś wyjatkowo dobry humor. Emmett także to dostrzegł. Alice i Jasper chichotali na tylnym siedzeniu jak para nastolatków, a z radia na full leciał jeden z kawałków Bon Joviego. Było naprawdę fajnie. Kiedy dojechaliśmy do domu nie potrafiłam rozstać się z tym świetnym kawałkiem ,,Always". Tak też od lat nie ruszane głośniki wieży zadudniły od dźwięków. Tańcząc z Alice piłyśmy czerwone wino, a Esme śmiejąc się czytała książkę w pokoju Edwarda, gdzie ściany nieco tłumiły dźwięki.
-Rose, siostro nie poznaję Cię, ale podobasz mi się w tej wersji- odparł z uśmiechem Jasper i ująwszy moją dłoń pocałował mnie w nią. Posłałam mu promienny uśmiech.
-Zawstydzasz mnie braciszku- odparłam zgodnie z prawdą, a wtedy Emmett wskoczył na stół i klęcząc u mych stóp zaczął całować moje uda.
-Chodź ze mną do sypialni i zróbmy to nawet przy You Give Love A Bad Name- zaśpiewał skrzecząc jak zażynany prosiak. Wybuchłam śmiechem i zaczęłam wlewać w siebie jeszcze więcej wina. -O tak kochana, pij, pij, będziesz łatwiejsza- odparł szepcząc mi to do ucha. Zeskoczyłam ze stołu tak jak Alice i objąłwszy wraz z nią Jaspera odparłam nieco wstawiona
-Zawsze byłam łatwa tylko z Ciebie taka dupa- odparłam, a Alice z Jasperem rykli śmiechem i również zaczęli się upijać.
Nie wiem nawet kiedy znalazłam się w ramionach Emmetta, a już tymbardziej jak trafiłam do naszego łóżka. Najwidoczniej nieco przesadziłam z alkoholem i urwał mi się film. Jak przez mgłę pamiętałam tylko jak Em kładł mnie w czystej pościeli i leżąc obok odgarniał włosy z mojej twarzy.
Gdy się obudziłam zbliżał się wieczór. Jak alkohol może oszukać organizm wampira. Jednak mimo wszystko było warto. Musiałam się trochę zabawić. Kiedy poprawiłam nieco swój wygląd zeszłam po schodach na dół skąd dochodziły gromkie okrzyki i śmiech Alice. Kiedy weszłam do salonu moim oczom ukazał się Emmett w towarzystwie pozostałej dwójki mojego rodzeństwa, którzy w najlepsze bawili się grając w chińczyka.
-Hej kochana, jak tam nastrój?-zapytała Al z promiennym uśmiechem.
-Jak dotąd świetnie, mogę się do Was przyłączyć?- zapytałam pochylając się nad Emmettem i całując go w policzek.
-Ja nie gram, on oszukuje- odparł Emmett i udał nadąsanego. Zmierzwiłam mu włosy i zaśmiałam się.
-To może zagramy w butelkę?- zaproponowałam, a Em uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Ale tą rozbieraną, prawda?- zapytał, a ja spojrzawszy na Al puściłam jej oczko, a ta uśmiechnęła się i skinęła głową.
Będzie wesoło- pomyślałam, gdy w pobliżu domu coś się poruszyło. Wszyscy natychmiast zawarczeliśmy i zbliżyliśmy się do drzwi wejściowych. Carlisle zdążył wrócić, gdy odpłynęłam i teraz wypadł z gabinetu jak poparzony. Doskonale to rozumiałam. Wszyscy czuliśmy tą woń. Wilki. Carlisle otworzył drzwi nieproszonym gościom jakimi byli Sam i Billy.
-Wybaczcie, że wkraczamy na wasze terytorium, ale musimy coś ustalić- odparł Billy, a Sam stał w pozycji bojowej, gotowy w każdej chwili skoczyć na nas w obronie starca. Czułam dziwny niepokój i jednocześnie strasznie drażnił mnie ich zapach.
-Proszę, słuchamy, o co chodzi?-odparł pełny opanowania Carlisle.
-W okolicy giną ludzie. Wszędzie stwierdza się atak zwierzęcia. Wiele osób zaginęło- zaczął Sam.
-Wiemy o tym, mamy telewizor- odparłam oschle. Wilk zmierzył mnie gniewnym spojrzeniem.
-Rosalie, zachowuj się- zwrócił mi uwagę Carlisle- Nadal nie rozumiem jaki jest powód waszej wizyty panowie- odparł zwracając się do indian.
CZYTASZ
Zimne serce
FanfictionNazywam się Rosalie Lilian Hale. Pewnie większość z Was- ludzi, ocenia mnie jako zimną i bezuczuciową kobietę. Macie rację, taka jestem, ale nie bez powodu. Pozwólcie, że opowiem Wam swoją historię.
