Zeszliśmy z dachu i usiedliśmy w salonie. Jednak zniszczyłam drzwi od pokoju Eda. Jakoś się tym nie przejął, więc ja też to olałam. Włączyłam telewizor, Edward usiadł obok mnie na kanapie i patrzył w ekran udając zainteresowanego. Zbyt łatwo można było odczytać z jego twarzy znudzenie. On raczej był typem wampira, który czyta mądre książki i słucha dobrej muzyki- Edwardzie- odezwała się Esme- Tak?- odparł- Czy masz już przyszykowany garnitur na ślub Carmen?- zapytała, a ja spojrzałam na niego pytająco. Ślub? Kto to jest Carmen?Czyżby do rodzinny należał ktoś jeszcze?- Tak mam- odparł szybko, a Esme uśmiechnęła się i poszła do Carlisla, który z tego co wiem jest lekarzem i to dobrym, ale ma zwykle mało czasu i dlatego papierkową robotę zabiera do domu.- Kto to jest Carmen?- zapytałam zaciekawiona- Moja przyjaciółka, można powiedzieć, że nawet bliska przyjaciółka- odparł- poznałem ją w Hiszpanii no i... było coś między nami na początku, ale potem ona przyszła do mnie ranna i umierała- tłumaczył, a ja patrzyłam na niego i od razu wszystkiego się domyśliłam- Przemieniłeś ją tak?- zapytałam dla pewności, a on skinął głową.- Tak i wyjechałem niedługo po tym jak się obudziła. Przez te dwa lata pisałem z nią i okazuje się, że świetnie sobie poradziła. Zakochała się i bierze ślub trzeciego maja...tak pomyślałem czy nie zechciałabyś... pójść ze mną?- jego propozycja trochę mnie zaskoczyła, ale uznałam, że trochę rozrywki i mi nie zaszkodzi. Uśmiechnęłam się do niego z sympatią i odparłam- Pewnie, że pójdę, przecież nie możesz pójść sam jak jakiś ponurak- skwitowałam na co on uśmiechnął się pokazując swoje lśniące, białe zęby- Ty to szczera jesteś- stwierdził - Ale wiesz co chyba za to cię kocham siostra- dodał, a mnie zatkało.
Czy on właśnie przyznał się, że mnie kocha? W sumie to ja też zdążyłam go pokochać, jak brata oczywiście. Spojrzał na mnie, jakoś tak niepewnie, więc uśmiechnęłam się do niego zwyczajnie - Ja też cię kocham, ty mój małomówny i dziwny bracie- przyznałam odrobinę sobie żartując. Nie wiem czy mi się zdawało, ale chyba w jego oczach zobaczyłam ulgę- No to postanowione idziesz ze mną, jutro pojedziemy do miasta kupić ci coś ładnego- odparł, a ona skinęłam głową i nagle wystraszona zapytałam- Jak ja mam pojechać do miasta?- nie mogłam przecież się pokazać ludziom z takimi oczami, a poza tym co jak kogoś zaatakuję?- Nie, ty zostaniesz w domu, dla bezpieczeństwa. Esme na pewno trafi w twoje gusta- pocieszył mnie, a ja tylko skinęłam głową i odparłam ciszej wypadając na pewien pomysł.- Pojadę z wami, ale zajrzę tylko dyskretnie do domu i coś zabiorę, dobrze?- zapytałam, a w myślach wręcz krzyczałam mając nadzieję, że ich słucha: Zgódź się, tylko wezmę suknię ślubną, a potem wracam do auta. Spojrzał na mnie i skinął głową. Nie był zbytnio przekonany- Ok- odparł i zaczął udawać, że ogląda telewizję.
Oglądanie filmów było nudne i wcale nie mogłam się na nich skupić. Poszłam więc do swojego pokoju. Usiadłam przy biurku i wyjęłam z szuflady kartkę papieru. Czas sporządzić listę tych, których spotka moja zemsta. Piórem zaczęłam wypisywać dużymi literami imiona i nazwiska.
1. Evan Miller
2. Michael Fendler
3. Charles Weston
4. Louis Hoven
5. Adam Newman
6. Royce King
Uznałam, że Royce zostanie mi na koniec. Na sto procent domyśli się, że to ja mszczę się na nich. Jeśli się nie domyśli to ja go zaskoczę. Będę z wierzchu słodka i delikatna jak wtedy, gdy mnie poznał, ale sprawię mu taki ból, jakiego nie poczuł żaden człowiek w swoim życiu i nie poczuje. To będzie moja zemsta. Mój popis. Byłam już przekonana do tego co chcę zrobić i nikt nie będzie w stanie mnie powstrzymać. - Pamiętaj, że jeśli ujawnisz swoją naturę przed ludźmi to narazisz nas wszystkich- powiedział Edward nagle stojąc za mną. Aż podskoczyłam na krześle.- Nie rób tak, to strasznie irytuje- powiedziałam, a on uśmiechnął się szelmowsko- Wybacz- odparł. - A co do tego- wskazałam na listę, której i tak pewnie zdążył już się przyjrzeć- Bez obaw, nie mam zamiaru robić szumu, ani ujawniać tego czym się stałam- odparłam szczerze. To kim teraz jestem było tylko małym bonusem, który umożliwiał mi zemstę na kiedyś silniejszych ode mnie mężczyznach. Nie miałam zamiaru narażać Carlisla, Esme czy Edwarda, bo oni przyjęli mnie do rodziny z otwartymi ramionami i wiele dla mnie zrobili.- W takim razie mogę mieć prośbę?- zapytał Edward, a ja skinęłam głową.- Pewnie, proś o co chcesz- odparłam- Wstrzymaj się z tym cyrkiem do czasu naszego wyjazdu na ślub, po powrocie masz wolną rękę, stoi?- zapytał, a ja niechętnie, ale jednak, skinęłam głową. Nie mogłam przecież zacząć zabijać, a potem zrobić sobie przerwę, bo Royce i jego koledzy, który jeszcze by żyli mogliby uciec, wyjechać i moja zemsta mogłaby się nie udać. - W sumie to lepiej- uznałam, a Edward uśmiechnął się do mnie, ale w jego oczach widziałam też niepokój. Wiedziałam, że martwi się tym, co zamierzam zrobić. Martwi o mnie. Jednak nie mogłam przestać myśleć o zemście, byłam zbyt skrzywdzona i zdesperowana. Plan zostanie spełniony i kropka.
CZYTASZ
Zimne serce
FanfictionNazywam się Rosalie Lilian Hale. Pewnie większość z Was- ludzi, ocenia mnie jako zimną i bezuczuciową kobietę. Macie rację, taka jestem, ale nie bez powodu. Pozwólcie, że opowiem Wam swoją historię.
