[Rozdziały miały być w sobotę i niedzielę, ale jako że w niedziele pewnie nie będę miała czasu, no to będzie rozdział dziś i jutro. No a później już pewnie na powrót jeden tygodniowo, bo mam małą blokadę twórczą i pisanie idzie mi ciężko, a muszę trochę nadgonić, bo mi się rozdziały, które napisałam do przodu powoli kończą . Głównie dlatego, że stanęłam w pewnym momencie z dwóch powodów:
A) Nie idzie mi opis "rozprawy sądowej".
B) Opisuję coś, co może (ale nie musi) mieć spory wpływ na końcową część opowiadania. A ja jeszcze nie wiem jak będzie wyglądał koniec tego opowiadania XD. Więc próbuję pisać tak bezpiecznie, żeby mieć otwartą furtkę, ale mi nie idzie. Się szarpnęłam z jakąś epopeją, zamiast pisać one-shoty albo fanfiki i teraz mam rozkminy (+_+)
W każdym razie... Miłego czytania ^^]
Postanowiłem, że jednak wykorzystam dzisiejszy dzień w stu procentach. To nie tak, że chciałem odciągnąć swoje myśli od słów Mammona. Zupełnie nie obchodziły mnie wyssane z palca teorie jakiegoś niewyżytego seksualnie upadłego, który pieprzyłby się częściej niż króliki. Co on tam niby może wiedzieć. Dlatego najlepiej wymazać sobie całą naszą ostatnią rozmowę z pamięci.
Zastanawiałem się, co powinienem teraz zrobić. W sumie nie miałem okazji zapytać o to, jak skończył się ten cały sąd czy jak oni to tam zwą. Skoro jednak nie usłyszałem żadnych ciekawych ploteczek, to zapewne nic ciekawego się nie stało. A więc wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Niestety.
Mógłbym więc wrócić teraz do swojego pokoju. Nie chciało mi się szukać któregoś z pozostałych upadłych. Jakoś tak mam ich wszystkich dość na dzisiaj. Miałem jednak jeszcze dobrą godzinę do zachodu słońca więc powiedzmy, że dzień był jeszcze młody.
Mogłem przez te kilka godzin zrobić coś wartościowego. No bo owszem zwalenie się na łóżko i granie w węża na mojej starej noki nie brzmi jak zły pomysł. Jednak jakoś tak naszło mnie na robienie rzeczy... pożytecznych.
Aż normalnie sam siebie nie poznaję. Skąd we mnie tyle chęci do działania? Raczej na nic związanego z wysiłkiem fizycznym nie miałem ochoty. Jednak można by się zająć czymś bardziej intelektualnym. Udałem się więc do biblioteki.
Postanowiłem także, że od dzisiaj porządnie biorę się za siebie. W końcu złożyłem komuś obietnicę i zamierzam jej dotrzymać. Skoro powiedziałem mojej matce, że dam z siebie wszystko to tak zrobię. A zaczynanie od jutra nie jest dobrym pomysłem. Bo od jutra to można zaczynać i z miesiąc. Dlatego właśnie zacznę dziś. A wiele mam do roboty.
Na pewno przydałoby się dowiedzieć czegoś o Niebie i Piekle. To w końcu świat, do którego teraz należę. A właściwie... światy. Znajomość historii może nie uratuje mi życia, ale na pewno pomoże mi nieco bardziej zrozumieć, dlaczego wszystko funkcjonuje tu tak, a nie inaczej. Jeśli chcę pomóc wprowadzać zmiany, moim obowiązkiem jest wiedzieć, dlaczego wcześniej tego nie zrobiono.
Nie mogę też zaniedbać treningów fizycznych. Nadal muszę pracować nad moją kondycją, a o technikach walki nawet nie wspomnę. To, że wiem, za który koniec miecza się trzyma, nie czyni mnie dobrym wojownikiem.
Co prawda już jakiś czas temu zorientowałem się, że raczej nie jestem typem wojownika. Starcia w zwarciu to raczej nie do końca mój konik. Wydaje mi się, że mam raczej predyspozycje do zostania magiem. To by się nawet zgadzało. W grach zawsze wybierałem magów. To musiał być jakiś znak.
YOU ARE READING
Alexis IV
FantasyKolejna część przygód Sky'a (pół anioła - pół upadłego) oraz jego 'anioła stróża' Ariela.
