Naprawdę nie byłem w stanie uwierzyć, że atmosfera tak się rozluźniła. Upadli i anioły zaczęli gadać ze sobą na najróżniejsze tematy. Śmiali się, żartowali. Nawet zaczęli popijać lucyferowe trunki. Co chwila wybuchali śmiechem, gdy ktoś powiedział coś zabawnego. Coś, czego ja zazwyczaj nie rozumiałem.
W pewnym momencie zaczęło mi być trochę słabo. Wypiłem dość sporo podczas gry i chyba zaczęło mnie to uderzać. Ponadto w pomieszczeniu było gorąco, bo w dużym kominku płonął ogień. Stwierdziłem, że potrzebuję odrobiny świeżego powietrza. Wstałem i ruszyłem do wyjścia. Jak można było się spodziewać, Ariel podążył za mną.
Gdy w końcu odetchnąłem, a zimny wiaterek ostudził moją skórę, od razu poczułem się lepiej.
- Dobrze się czujesz?
- Tak... było mi trochę słabo, ale już jest dobrze. Chyba... nie będę już pił. Mam wrażenie, że i tak wypiłem za dużo. Czuję, że moja twarz jest czerwona... Jest prawda?
Anioł spojrzał na mnie i uśmiechnął się z rozbawieniem.
- Odrobinkę.
- Czyli jestem czerwony jak pomidor. Bosko.
- Jest zaskakująco... miło, nie sądzisz?
- O tak. Jeszcze nikt nie został nawet ranny.
- Chcesz wrócić do środka?
- ... A może się przejdziemy?
- Oczywiście. Z chęcią rozprostuję kości.
- Jest w pobliżu coś ciekawego?
- O tej godzinie wszystko jest zamknięte, ale... możemy przejść się główną drogą. Nocą jest tu ładnie.
- Zawsze jest tu ładnie. Nocą jest pięknie. Prowadź.
Złapałem Ariela pod ramię i ruszyliśmy w dół ulicy gdzieś w kierunku piątego kręgu. Tak... Niebo jest olśniewające dniem i nocą, ale tylko nocą ten widok może mnie tak złapać za serce.
Szliśmy spokojnym, powolnym krokiem, mijając nielicznych przechodniów. Było już chyba koło pierwszej w nocy. Dlatego minęliśmy może ze dwie osoby. Sklepy i restauracje były już dawno pozamykane. To zazwyczaj pełne aniołów miejsce było puste. Wyglądało niemal jak miasto duchów.
Jeśli wybuchnie wojna domowa... ich życie zostanie wywrócone do góry nogami. Ile tych pięknych budynków może zostać zniszczone lub... zbrukane krwią. Te śnieżnobiałe ściany pokryte szkarłatem... Krew spływająca po jasnym bruku. Krzyki zamiast śmiechów.
Jakim potworem trzeba być, by posuwać się tak daleko dla osiągnięcia swoich celów. Przysłali tu demony. Urządzili tu rzeź. A takie szkody wyrządziło tylko kilka demonów. Dlaczego?
Dla władzy? Przecież w Niebie nie dzieje się źle. Obywatele są szczęśliwi. Po co to niszczyć. Rozumiem, że można się nie zgadzać z pewnymi postanowieniami Rady, ale... niszczyć ten spokój, by wzmocnić własną potęgę? Anioły i tak nie mają sobie równych. Jedynie upadli mogliby im jakoś zagrozić, ale... oni pragną tylko żyć w spokoju. To wszystko przez... przez te cholerne uprzedzenia.
- Sky... O czym myślisz?
- ... O tym, co stanie się z tym miejscem, jeśli naprawdę wybuchnie wojna domowa.
- To najczarniejszy scenariusz. Abaddon i pozostali nie mają tylu ludzi, by próbować dokonać przewrotu.
- Ale coś na pewno zrobią. Jeśli nie teraz to za rok. Jednak w końcu uderzą. Gdy ostatnio to zrobili, niewinni stracili życie. Dziecko straciło rodziców i... po co to wszystko?
YOU ARE READING
Alexis IV
FantasyKolejna część przygód Sky'a (pół anioła - pół upadłego) oraz jego 'anioła stróża' Ariela.
