Rozdział 63

1.4K 132 52
                                        


   Przeciągnąłem się i poczułem, jak Ariel mocniej mnie obejmuje. Otworzyłem oczy i widząc, jak jasno jest w pomieszczeniu, stwierdziłem, że chyba wystarczy spanka. Chociaż... W nocy za dużo nie spałem.

   Obróciłem się twarzą do anioła i delikatnie go pocałowałem. Ten na początku zmarszczył jedynie brwi, ale po chwili otworzył oczy i się uśmiechnął.

- Dzień dobry.

- Bardzo dobry.

   Ariel popatrzył na mnie jeszcze chwilę, po czym ponownie zamknął oczy i wtulił się we mnie tak mocno, że byłem już gotowy usłyszeć trzask pękających kości. Na szczęście nic takiego nie usłyszałem.

- Udusisz mnie.

- Daj się chwilę nacieszyć.

   Nie widział tego, ale przewróciłem oczami. Jednocześnie jednak przytuliłem się do niego.

- Która godzina?

- Nie mam pojęcia. Też się dopiero obudziłem. Czekaj chwilę...

   Wygramoliłem się nieco spod jego cielska i zerknąłem na zegar.

- Pierwsza.

- ... Po południu?

- Nie, w nocy. No chyba widzisz, że po południu.

- ... Trochę pospaliśmy.

- To twoja wina.

- ... Tak. Moja.

   Anioł uśmiechnął się bezczelnie, a ja zarumieniłem się na wspomnienie tego, na czym ta wina konkretnie polega. Wczoraj zostawiliśmy tamtą zgraję i wróciliśmy do Kapitolu a później... No nie żartował z tym, że będzie się tym rozkoszował... w sensie... Nie mam pojęcia, ile się ze mną judził, nim doszliśmy do sedna, ale dosłownie błagałem go, by w końcu dał mi dojść.

   Powinienem czuć się z tym źle? Bo jest wręcz odwrotnie. Jakby co zwalę wszystko na alkohol. Tak. To dobry pomysł.

- Ariel... jestem głodny. Przynieś mi coś do jedzenia.

- Życzysz sobie śniadanie do łóżka?

- Tak, bo nie dam rady się ruszyć. Gdybym był zwykłym człowiekiem to...

- To?

- To pewnie bym umarł.

   Ariel zaczął się głośno śmiać, a ja w odpowiedzi trzepnąłem go kilka razy w ramię.

- No i czego rżysz, mówię poważnie. Śmiejesz się, bo ty tylko pakujesz się do środka, a to ja się muszę martwić czy to fizycznie w ogóle możliwe.

- Będę delikatniejszy.

- No mam nadzieję...

- Później ci to wynagrodziłem.

- ... Zaliczyłem to jako przeprosiny, więc nie musisz klękać... chociaż możesz. Nie pogniewam się.

   W odpowiedzi szatyn poczochrał moje włosy i delikatnie pocałował mnie w czoło. Po chwili stwierdziłem, że jest coś, co mnie ciekawi dlatego wygrzebałem się spod jego ramienia i usiadłem, tak by być zwróconym w jego stronę.

   Miałem doskonały widok. Ariel wyglądał doprawdy cudnie, poczułem wręcz dumę z tego, że jest mój. Spoglądał na mnie tymi zielonymi oczami, jego długie włosy były rozsypane po poduszce i mogłem podziwiać umięśniony tors a pod cieniutką kołdrą kryła się... reszta. No, no... Ale o czym to ja... a no tak.

Alexis IVStories to obsess over. Discover now