45

61 5 0
                                        


Dorcas poproszona przez Aries, żeby zachowała dla siebie to co wydarzyło się po jej wyjściu z kantorka na miotły, oczywiście to uczyniła. Nie pisnęła ani słówka, za co Black była jej bardzo wdzięczna.

W Hogwarcie czas mijał bardzo szybko, bo zanim uczniowie się obejrzeli, musieli pakować się na powrót na tegoroczne ferie wiosenne do domów. W tym roku zaczynały się one dwunastego kwietnia.

Oczywiście, nie było wymogiem żeby uczniowie opuszczali zamek na czas wolny od lekcji, lecz cała grupa przyjaciół Aries w tym roku wyjeżdżała pociągiem do domów.

Nastolatka już nie mogła się doczekać, aż spotka się z rodzicami Jamesa, za którymi zdążyła mocno zatęsknić, mimo że nie znali się przecież nie wiadomo jak długo.

Bliźniacy stworzyli z rodzicami przyjaciela pewnego rodzaju więź, która dopiero się rozwijała, lecz była na tyle duża, że rodzeństwo zdążyło się w pewien sposób przywiązać do pary czarodziejów. Ta relacja oczywiście dopiero się rozwijała.

Aktualnie Aries stała nad otwartą walizką i sprawdzała czy na pewno wzięła wszystko co chciała ze sobą zabrać. Najbardziej skupiła się na zabraniu wszystkich podręczników, bo w przeciwieństwie do ferii świątecznych, nauczyciele bardziej naciskali na uczniów z nauką podczas przerwy wiosennej, zadając im mnóstwo prac domowych.

...od zielarstwa, od eliksirów, kosmetyczka, buty, pióra... - czytała sobie w myślach, spoglądając na trzymaną przez siebie kartkę z wypisanymi rzeczami, które chciała ze sobą zabrać i skreślając to co już zapakowała do walizki. - ...dobra czyli jeszcze...szczoteczka do zębów, ale ją zapakuję rano przed wyjazdem i szczotka do włosów... - odczytywanie listy przerwało jej pukanie do drzwi.

- Otwarte. – powiedziała, nie spuszczając wzroku z kartki.

- Sprawdzasz już tę listę z dziesiąty raz. – usłyszała męski głos, zaraz po tym jak drzwi zostały cicho zamknięte.

- Już nawet nie zapytam jak tutaj wszedłeś James. – powiedziała unosząc na sekundę swój wzrok z kartki na niego. – Lepiej mi się żyje bez tej wiedzy.

- I słusznie. – odpowiedział podchodząc do niej. – Daj już spokój tej kartce, jak czegoś nawet nie weźmiesz to nie jedziesz na pustynię, tylko do domu. Tam wszystko jest. – nie zwróciła na niego uwagi, a że James nie lubił gdy nie dawało się mu atencji, to szturchnął ją w ramię. Aries spojrzała na niego i zamrugała kilka razy oczami.

- No właśnie James, z tym jest pewien problem. – ucichła na moment, po czym dodała cichym głosem. – nie jest to mój dom, tylko twój i...

- Od Bożego Narodzenia jest to też i wasz dom. – przerwał jej – Rodzice nie mogą doczekać się aż nas zobaczą. Całą naszą trójkę. Nie masz się czym martwić.

I tak się martwiła, mimo że wiedziała, że zostaną przyjęci z otwartymi ramionami.

James przewrócił oczami na roztargnioną minę przyjaciółki i zabrał jej kartkę sprzed twarzy, po czym położył ją na jej łóżku.

- Daj już sobie spokój na dziś. – powiedział, a Aries cicho westchnęła.

- Masz rację, chyba za bardzo dramatyzuje. – westchnęła ze zmęczenia po chwili ciszy i odłożyła pióro na swoją szafkę nocną. – Muszę trochę się rozluźnić. – odpowiedziała, posyłając mu delikatny uśmiech co odwzajemnił.

- Chodź na dwór, prawie wszyscy tam siedzą. – powiedział i ruszył przed siebie, a dziewczyna poszła za nim.

- Jak to prawie wszyscy? – zapytała zdziwiona, przechodząc przez otwarte drzwi, w których przepuścił ją przyjaciel za co cicho podziękowała.

Nasza era - huncwoci - Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz