47

49 4 1
                                        


Dziewczyna siedziała z Remusem w swoim pokoju rozmawiając, grając w gry planszowe i śmiejąc się, przez cały wieczór, a żeby było im wygodniej rozmawiać dziewczyna zapaliła w pokoju trzy świece tworząc w nim przytulną, trochę senną atmosferę.

- Mówię ci, to jeden z lepszych romansów jakie czytałam. – mówiła poprawiając koc, którym miała przykryte swoje nogi. Lupin też miał swoje nakrycie, które dała mu Aries, on miał okryte nim i nogi i kawałek brzucha. – I nie śmiej się ze mnie, serio byli słodko opisani. – dodała widząc roześmianą twarz przyjaciela.

Siedzieli ramię w ramię, oparci o ścianę za łóżkiem i nie byli świadomi godziny jaka już zapanowała. Zbliżała się powoli pierwsza w nocy.

W końcu Aries zaczęła trochę przysypiać, ale starała się wytrzymać jak najdłużej bez spania bo dawno nie spędziła tak długiego i miłego wieczoru z Remusem.

Aż w końcu oboje zasnęli.

Niecelowo oczywiście, ale nie zmienia to faktu, że zasnęli. Zasnęli. Na. Jednym. Łóżku.

Nie mówiąc o tym, że Aries dostała kategoryczny zakaz od wszystkich domowników na spanie w jednym łóżku z kimkolwiek płci męskiej, podkreślając imiona zaczynające się literą „R" i nazwiska literą „L". Tym bardziej, że James listownie już dużo wcześniej zdążył zawiadomić rodziców o pewnych rzeczach. Tak, Rogacz opisał rodzicom zawiłą relację tej dwójki.

Euphemia widząc ich razem w jej pokoju, następnego dnia rano, złapała się za głowę i zaczęła wzywać najprawdopodobniej samego Merlina. Fleamont nie był gorszy. James z Syriuszem też nie byli.

Jednym słowem strach się bać.

A przecież oni tylko zasnęli rozmawiając ze sobą. Nic więcej. Słowo. Nawet leżeli pod innymi kocami.

Aries widząc wzrok rodziców Pottera, wiedziała że gdy tylko Lupin opuści ich posiadłość to czeka ją pogadanka. Oczywiście Remusowi przeszło to płazem, był przecież gościem.

Lupin wrócił tego dnia do swojego domu praktycznie od razu po obiedzie, odprowadzony przez trójkę przyjaciół do kominka znajdującego się w salonie.

Może Łapa i Rogacz nie byli najbardziej zadowoleni z tego co się stało w nocy, ale wciąż bądź co bądź Lunatyk to ich przyjaciel, więc pożegnali się z nim w miły sposób. Za to Aries oberwało się od tej dwójki krytycznymi spojrzeniami, a ta w odpowiedzi wywróciła oczami i zaczęła iść w stronę swojego pokoju.

- Aries, porozmawiajmy sobie trochę. – powiedziała Euphemia, zanim ta zdążyła w ogóle ustać obok wyjścia z salonu. Nie wyglądała na złą, tylko trochę... znerwicowaną. Pocieszające.

Dobrze, że nie jestem jej biologiczną córką, ani że nie znamy się aż tak długo żeby tak mnie traktowała. – pomyślała i to był błąd.

Aries poszła za Euphemią z powrotem w głąb salonu, gdzie na fotelu siedział już Fleamont. James z Syriuszem uciekli do siebie, widocznie wyczuwając delikatnie napiętą atmosferę.

- Jak to się stało? – zapytała kobieta, gdy obie usiadły na kanapie. Nastolatka podkuliła kolana do siebie i objęła nogi rękoma.

- Co się miało stać? – udawała głupią, ale gdy wymieniła spojrzenie z Fleamontem od razu odechciało jej się taką grać. – Niechcący. Tylko rozmawialiśmy, słowo. Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy. – Kobieta przejechała dłonią przez włosy i spojrzała na nastolatkę delikatnie załamana.

- Niechcący? – zapytał krytycznie tata Jamesa. O wiele bardziej wolała gdy był uległy dla niej.

- Tak, niechcący. – odpowiedziała pewnie. – Byliśmy zmęczeni i zasnęliśmy.

Nasza era - huncwoci - Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz