- Aries? Wieczorem idziesz pouczyć się ze mną do biblioteki? - zapytał Remus Aries po ostatniej lekcji tego dnia. - Jutro mamy ten sprawdzian z obrony przed czarną magią.
- Tak, jasne. - odpowiedziała posyłając przyjacielowi uśmiech, na co ten odpowiedział tym samym.
Jak powiedzieli, tak też zrobili. Wieczorem, około godziny osiemnastej, wyszli razem z pokoju wspólnego z potrzebnym rzeczami.
W bibliotece zajęli swoje standardowe miejsce przy oknie, na końcu biblioteki.
- Dobra, to od czego zaczynamy? - zapytała Aries, rozkładając swoje przybory i otwierając podręcznik na właściwej stronie, co uczynił także Remus.
Nauka przebiegała im dość mozolnie. Oboje nie mieli ochoty na naukę, tym bardziej, że za oknami o tej porze było ciemno, a sam nastrój nie pomagał w skupieniu się.
Aries starała się zapamiętać jak najwięcej z książki i notatek, która robiła wspólnie z przyjacielem.
Po około godzinie czasu, obojgu przeszły całkowicie chęci do nauki, a tematy ich rozmów z obrony przed czarną magią przeszły na rozmowy o ,,wszystkim i o niczym".
- Tak w ogóle to dlaczego Syriusz, James i Peter nazywają cię lunatyk? Lunatykujesz w nocy? - zapytała dziewczyna po pewnym czasie rozmów.
- Zdarza mi się. - skłamał.
- Zrobiłeś kiedyś coś śmiesznego przez sen?
- Raczej nie. - odpowiedział pokrótce.
Nie wiedział co miał jej innego odpowiedzieć, a mówiąc to co powiedział nie skłamał - nie licząc kawałów, które robił razem z huncwotami.
- A ty kiedyś zrobiłaś coś śmiesznego przez sen? - zapytał dziewczynę, żeby zejść z tematu dotyczących jego nocnych zachowań.
- Raczej też jestem spokojna. Syriusz mówi, że czasami coś pogadam sama do siebie. - odpowiedziała. - Remus, ta cała nasza nauka nie ma sensu. - stwierdziła na co oboje się zaśmiali.
- Fakt, połowę czasu przegadaliśmy. - odpowiedział. Dziewczyna szybko zapakowała swoje przybory do torby, co uczynił także chłopak.
Oboje wstali od stołu i udali się w stronę pokoju wspólnego.
- Jakie macie plany na wakacje? - zapytał Remus Aries.
- Myśleliśmy o ucieczce. - szepnęła. - tylko, nie wiem co potem. Gdzie pójdziemy...
- Ja, James, Peter czy Dorcas, a nawet Lily z chęcią was przyjmiemy. - stwierdził na co dziewczyna uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Dziękuję Remus. Jesteście najlepsi. - powiedziała przytulając się do chłopaka, co nieśmiało odwzajemnił opierając swoją brodę na jej głowie.
*****
Święta zbliżały się nieubłaganie szybko. Z dnia na dzień coraz więcej duchów śpiewało kolędy, nauczyciele trochę zwolnili z nauką, Hogwart został pięknie przystrojony pięknie ubranymi choinkami, a największa z nich stała w wielkiej sali - za stołem nauczycielskim - ubrana w kolory każdego z domów. Gdy przechodziło się obok zbroi, śpiewały kolędy i świąteczne piosenki. Świąteczny nastrój udzielił się również obrazom wiszących na ścianach szkoły, a cały ten klimat dopełniała gruba warstwa śniegu przykrywająca hogwardzkie błonia.
Za to pośród tych wszystkich uczniów było kilka, którzy nie chcieli świąt, między innymi bliźniacy Black.
- Ar, idziesz ze mną do kuchni? - zapytała Dorcas. Obje leżały na łóżku Meadowes w ich wspólnym dormitorium. Lily z Marleną były w tym czasie w bibliotece.
CZYTASZ
Nasza era - huncwoci - Remus Lupin
AventureNa podstawie opowiadań J.K. Rowling - seria ,,Harry Potter" Początkowe rozdziały są do poprawy, ale im dalej tym lepiej. Wszystkie podobieństwa do innych utworów są przypadkowe. TW: - atak/i paniki, - przemoc w rodzinie. Wyższe notowania: #4 dorcasm...
