46

42 4 0
                                        


Aries obudziła się następnego ranka, pełna energii i z planem całego dnia w głowie. Chciała zacząć odrabiać prace domowe zadane przez profesorów na czas przerwy wiosennej. Planowała też spacer. Chciała rozejrzeć się po okolicy i zobaczyć jak ogród wygląda wiosną – do tej pory widziała go tylko zimą.

Wstała z łóżka i wyjrzała przez okno otwierając je, a potem jej wzrok padł na nierozpakowaną walizkę stojącą obok szafki. Machnęła na nią dłonią w myślach dopisując sobie w planach rozpakowanie jej. Strasznie nie lubiła się rozpakowywać.

Wyciągnęła z szafki pierwsze lepsze spodnie i koszulkę, a z walizki wyjęła kosmetyczkę, po czym udała się do łazienki, która była wolna.

Szybko ogarnęła swoją poranną rutynę i udała się do kuchni na śniadanie. Na jej szczęście nikogo w niej nie było. Nie czułaby się komfortowo przeglądając szafki pomieszczenia i robiąc sobie jedzenie w obecności państwa Potter pomimo zapewnień małżeństwa, żeby niczym się nie stresowali. Miała nadzieje, że szybko jej to przejdzie.

Zjadła szybko zrobione śniadanie i udała się do swojego pokoju. Wyjęła z walizki podręczniki (dalej do końca nie rozpakowując torby) i położyła je na łóżko, dzieląc książki na trzy kupki – jedna do odrabiania lekcji, druga do nauki, trzecia ani bez zadań domowych, ani bez nauki.

Popatrzyła na trzecią kupkę, na której leżały tylko dwie książki. Jedna od zielarstwa, a druga od historii magii. Spojrzała krytycznie na kupkę z zadaniami do odrobienia i cicho westchnęła na ich sporą ilość.

Złapała za pierwszy podręcznik – od eliksirów – i zaczęła odrabiać zadanie. Zrobiła je całe, ale stwierdziła, że dość się napracowała na dziś i może wieczorem jeszcze coś zrobi. Podkreślając słowo może.

Schowała podręcznik od eliksirów, zielarstwa i historii magi do szafki, a resztę książek położyła na nią. Chciała mieć je na wierzchu, żeby nie zapomnieć zrobić zadań.

- Wstałaś Aries? – zapytał Syriusz otwierając drzwi do jej pokoju nawet nie pukając.

- Tak, jakąś godzinę temu. – spojrzała na niego i wstała na równe nogi. – A co?

- Nic. – powiedział, po czym dodał. – Idziemy z Jamesem pograć w quidditcha, w sensie wiesz, w jego ubogą wersję bez mioteł i tylko z kaflem. Chcesz iść z nami?

Aries zastanowiła się chwilę. W sumie to i tak chciałam iść na dwór, więc co mi szkodzi iść z nimi.

Pokiwała głową, zgadzając się na propozycję Syriusza. Brat wyszedł z jej pokoju, oznajmiając że wychodzą za piętnaście minut.

Aries złapała za szmacianą torbę i wrzuciła do niej książkę do czytania oraz mini krzesełko, które po rozłożenia powiększało się i zmieniało w leżak. Po dłuższym zastanowieniu się zapakowała także podręcznik od transmutacji wraz z pergaminem, piórem i kałamarzem. Narzuciła też na siebie lekką, rozpinaną bluzę.

Spojrzała na swój strój i wyszła z pokoju w salonie witając się z Euphemią i Fleamontem.

- James i Syriusz jeszcze nie zeszli? – zapytała ich, siadając obok nich na fotelu.

- Wychodzicie gdzieś? – zapytała Euphemia.

- Tak, chłopcy chcą pograć w coś i zaproponowali mi wyjście z nimi. Zrobię sobie spacerek, poczytam książkę. – odpowiedziała, a kobieta uśmiechnęła się i pokiwała głową, wracając do szydełkowania serwetki.

Chłopcy nie kazali jej długo na nią czekać, bo weszli do korytarza po chwili, a Aries szybko do nich dołączyła.

Jak się okazało, około pięć minut drogi lasem za domem Jamesa była spora polana. Dziewczyna wyciągnęła rozkładane krzesełko z torebki i ustawiła je obok siebie siadając na nim. Musiała przyznać, że jak na kwiecień było naprawdę ciepło.

Nasza era - huncwoci - Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz