51

76 6 13
                                        


- Gdzie byłaś? – zapytał James, gdy ta weszła po cichu do ich dormitorium nie chcąc pukać w razie gdyby spali.

Oczywiście, że nie spali. Syriusz siedział na łóżku Pottera plecami do drwi z kartami w rękach, a Peter przyglądał się ze swojego łóżka grze przyjaciół, rozmawiając z nimi. Remus za to czytał książkę na swoim łóżku, udając że Aries nie istnieje, co mocno zakuło dziewczynę w serce.

Nie zauważyła tylko rozłożonej mapy huncwotów obok Syriusza.

- W sowiarni. – odpowiedziała szczerze, a brat spojrzał na nią przez ramię dziwnym wzrokiem.

- Po co? – ciągnął Potter, a ta spojrzała na niego z niedowierzaniem.

- No nie wiem James? Może żeby wysłać list? – odpowiedziała unosząc brew.

- Nie spotkałaś tam się z kimś czasami? – zapytał Syriusz i nawet Remus na sekundę zerknął w jej stronę.

- Co? To jakieś przesłuchanie czy o co wam chodzi? – była zszokowana zachowaniem przyjaciół i brata.

- Odpowiedź. – powiedział dosadnie James.

- Siedziałam w sowiarni i przyszedł Rosier, ale po chwili stamtąd wyszłam. – odpowiedziała zgodnie z prawdą.

- Rozmawiałaś z nim? – dopytywał Syriusz.

- Jajku o co wam chodzi? Co? – zapytała zdenerwowana natłokiem pytań. – Podejrzewacie mnie o bratanie się ze ślizgonami czy co?

- Wiesz siostra, to już drugi raz jak z nim rozmawiasz. – powiedział Syriusz, a ta zdębiała i otworzyła szeroko oczy.

- Śledzicie mnie? – zapytała zdezorientowana. – Nie ufacie mi? – spojrzała bratu głęboko w oczy, a ten wytrzymał jej spojrzenie.

- Nie rozumiemy co się dzieje. – odpowiedział szczerze James.

- Dlatego od razu zakładacie najgorsze, tak? – prychnęła i wepchnęła Potterowi pelerynę w dłoń. – Dziękuję za nią, dobranoc. – odpowiedziała dobitnie wychodząc i zatrzaskując za sobą dość głośno drzwi. James z Syriuszem wymienili zmartwione spojrzenia, a Remus ze smutkiem w oczach patrzył na zamknięte za dziewczyną drzwi.

Aries nie dowierzała. Posądzać ją o takie coś? To że rozmawiała z Rosierem dwa razy o niczym nie świadczy. Nie wiedziała, czy ma śmiać się, czy płakać z tego wszystkiego. To będzie chyba najgorsze zakończenie roku szkolnego, jakie do tej pory miała.

Wróciła szybko do swojego dormitorium, w którym Lily i Marlena już spały, a Dorcas była w łazience. Podeszła do łóżka i położyła się w nim cicho zasuwając kotary chcąc zasnąć. Nie mogła.

Nie potrafiła zasnąć. Wszystko znowu się kumulowało. Likantropia Remusa i kłótnia z nim, sprawa Regulusa, a teraz podejrzewają ją o nie wiadomo co.

Schowała twarz w poduszkę i zaczęła płakać. Znowu.

Udało jej się zasnąć, dopiero nad razem gdy niebo zaczynało powoli jaśnieć.

Następnego dnia, gdy zeszła na śniadanie usiadła najdalej jak się da od huncwotów, pokazując im dostanie, że się na nich obraziła i nie zamierza z nimi rozmawiać.

Czuła na sobie ich spojrzenia – no może oprócz tego Remusa – ale nie zwracała na nich uwagi.

Grzebała widelcem z niesmakiem w swojej porcji jedzenia, tak długo aż na jej talerz nie upadł list, a raczej krótka notatka. Od razu odłożyła sztuciec na bok, chwyciła za kartkę rozkładając ją i czytając jej zawartość.

Nasza era - huncwoci - Remus LupinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz