Kuro obudziła się kilka minut przed pobudką.
Jak zwykle.
Przez chwilę leżała nieruchomo, wpatrując się w ciemny sufit baraku. Wiatr szarpał czymś luźnym przy jednym z okien. Gdzieś po lewej jedna z dziewczyn chrapała z uporem człowieka, którego nie obudziłby nawet atak tytanów, druga mamrotała coś przez sen. Na końcu sali ktoś przewrócił się na drugi bok tak gwałtownie, że rama łóżka jęknęła pod ciężarem.
Za kilka minut wszystko miało się skończyć.
Trzy lata pobudek, ćwiczeń, błota, wrzasków, egzaminów i ludzi, których zdążyła mieć serdecznie dość.
Dzwon rozdarł ciszę.
— Pobudka!
Barak natychmiast ożył.
— Ja pierdolę... — wymamrotała dziewczyna z łóżka obok, naciągając koc na głowę. — Jeszcze pięć minut.
Kuro usiadła i sięgnęła po przygotowany wieczorem mundur.
Zanim tamta ponownie wystawiła głowę spod koca, Kuro zdążyła już wsunąć koszulę w spodnie.
— Ty jesteś nienormalna.
Zapięła ostatni guzik.
Wokół trzaskały wieka skrzyń. Ktoś szukał drugiego buta, ktoś inny klął, bo pasek od munduru najwyraźniej zniknął w nocy i należało oskarżyć o to pół baraku. Jedna z dziewczyn niemal przewróciła się, próbując jednocześnie założyć spodnie i zapleść włosy.
Kuro związała swoje, zacisnęła pasek i sprawdziła zawartość skrzyni.
Nic nie zostało.
Dobrze.
Ostatniego dnia nie miała zamiaru wracać po zapomniane skarpety.
Po śniadaniu cały rocznik zebrał się na placu przed budynkiem administracyjnym. W nocy padało i choć teraz między chmurami pojawiały się jaśniejsze skrawki nieba, ziemia nadal była miękka. Błoto oblepiało podeszwy, wiatr wciskał się pod kołnierze i co jakiś czas porywał strzępy rozmów z jednego końca placu na drugi.
Kuro stała mniej więcej w środku jednego z szeregów.
Wokół niej po raz kolejny odbywały się te same dyskusje.
Garnizon był rozsądny.
Żandarmeria była najlepsza.
Zwiadowcy byli dla samobójców.
Ktoś twierdził, że jego kuzyn służył przy Murze Rose i właściwie nic tam nie robił. Ktoś inny słyszał od brata znajomego, że w Żandarmerii można przez miesiąc nie dotknąć sprzętu manewrowego. Dwóch chłopaków kilka miejsc dalej porównywało swoje wyniki, jakby od kolejności na liście zależało, kto pierwszy otrzyma prawo do zostania nieznośnym.
Kuro przestała ich słuchać. Swoją decyzję podjęła dawno temu.
Przy stołach ustawionych pod zadaszeniem siedzieli oficerowie z dokumentami. Kilku należało do Korpusu Treningowego, pozostali przyjechali po nowych ludzi. Shadis stał nieco z boku, z rękami splecionymi za plecami. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że raz przesunął wzrokiem po szeregu, a głośniejsze rozmowy ucichły.
Nazwiska wyczytywano jedno po drugim. Kadeci podchodzili, potwierdzali dane, wysłuchiwali krótkiej informacji o wynikach i deklarowali korpus. Ci, którzy mieli możliwość ubiegania się o Żandarmerię, kierowani byli później do osobnego oficera.
— Evora, Haro!
Haro wyszedł z szeregu.
Kuro obserwowała plac przed sobą.
CZYTASZ
Bez uczuć
FanfictionŻycie Kuro to ciągła walka, nawet ze samą sobą. Kiedy pojawia się nowa ścieżka, którą może podążyć poświęca jej nawet własne życie. W końcu nie ma innego wyboru. Rewrite. Dotarło do mnie, że tak na prawdę nie skończyłam a miałam wiele olanow. Sprawd...
