XI

2.3K 164 23
                                        

Trasa z siedziby Korpusu Treningowego nie była długa. Siedziba zwiadowców znajdowała się również za murem Rose, poza dystryktem. Trasa i tak wydała się Kuro dość męcząca. Pozostali kadeci, którzy również wybrali Zwiadowców nie potrafili się zamknąć nawet na chwilę. Nie znała ich w ogóle, ponieważ nie należeli do jej wcześniejszego oddziału.

Nie bardzo widziała ich twarze, ale podróżowało z nią troje dziewczyn i ośmiu chłopaków. Oprócz tego na czele pochodu na koniu siedział Shadis oraz Smith. Rozmawiali o czymś cicho, jakby starali się z tym usilnie ukryć. Aż nazbyt usilnie. Kuro zainteresowanie podskoczyło, jednak nie chodziło wcale o temat ich rozmowy, a cel i sposób w jaki ją prowadzili.

Jadąc na końcu i tak niewiele by wywnioskowała. Tuż obok niej był jakiś chłopak. Jemu też się nie przyjrzała, wyczuwała jednak napięcie. Coś chodziło mu po głowie, niemal słyszała przeskakujące koła zębate w jego mózgu. Miała ochotę kazać mu się w końcu wysłowić, szybko zrezygnowała z tej myśli, gdy usłyszała jak chłopak cicho nabiera powietrza do płuc. 

- Nie jestem zainteresowana- powiedziała chłodno, zanim zdążył powiedzieć to co miał w zamiarze. Przyspieszyła nieco konia by dać mu chwilę na zebranie myśli. Sobie też musiała dać czas, żeby nie rzucić kolejnym tekstem, w jego stronę. Niestety musiała się z nim męczyć do siedziby. Jechali dwójkami, gęsiego para za parą. Wąską drogą, oświeconą co kilka metrów małymi lampionami z naftą.

Reszta kadetów była tak podekscytowana, że nie zwracała uwagi na to co działo się wokół nich. Rozmawiali głośno, śmiali się jakby jutra nie było. Wycieczka dla dzieci, a nie wyprawa do siedziby wojskowej. Większość z nich miała prawdopodobnie po 15 lat, ale Kuro odniosła wrażenie, że nie to jest powodem ich zachowania.

Nim chłopak do którego się odezwała do niej dołączył, popatrzyła w ciemność. Gdyby miała zaplanować atak, właśnie taką porę i miejsce by wybrała. Dokoła ni żywej duszy. Zabrałaby kilku szybkich ludzi, ubrała się lekko i na czarno. Nikt by jej nie widział, ani nie słyszał. Kilka dni uczyłaby się jak wygląda teren, niemal każdą gałąź na tym pustkowiu, każdy kamień narysowałaby w pamięci. W pobliżu drogi nie było drzew, tylko trawa. Ucieczka zatem byłaby niemożliwa, musiałaby wszystkich zabić, żeby nie ściągnąć na siebie stacjonarnych później. Chociaż gdyby zakryła twarz, przeżycie ofiar i tak nie miałoby znaczenia. Brak twarzy do rozpoznania. Tylko głos. W czasie ucieczki też by była narażona gdyby się okazało, że ktoś z poszkodowanych ma broń palną. Jednak wszyscy musieliby zginąć. Zannen*

Nie był to jednak szlak, którym przemieszczali się handlarze. Chyba, że dostarczali Zwiadowcom. Im jednak się nikt nie "narzucał". Można się było spodziewać za to wysokich kar. Droga zatem miała być nudna do samego jej końca.

#

 Na miejscu dostali rozkaz o umieszczeniu koni w stajni, następnie zakwaterowaniu w dwóch przydzielonych pokojach. Jeden na dziewczyny i oczywiście drugi dla chłopaków. Decyzja nastąpiła natychmiast, mniejszy przypadł Kuro i reszcie. Nim którakolwiek z pozostałych dziewczyn wzięła się za wybieranie pryczy Kuro położyła się na łóżku najbliżej okna, w samym kącie pomieszczenia.

- Z samego rana macie się stawić przed głównymi drzwiami siedziby. Wtedy dostaniecie najpotrzebniejsze informację. Kładźcie się spać kadeci- powiedział Erwin uśmiechając się nieznacznie. Zamknął drzwi z cichym kliknięciem, a jego kroki po chwili ucichły.

Kuro oczywiście nie liczyła tej nocy na nawet godzinę snu. Zmiana miejsca zawsze tak na nią działała. Ciągle doszukiwała się różnych niebezpieczeństw, a myśli krążyły po jej głowie nieustannie. Patrzyła zatem bezmyślnie w sufit i czekała na wschód słońca.

W którymś momencie musiała zasnąć bo obudziła się zrywając do pozycji siedzącej. Rozejrzała się po pokoju szukając powodu tak gwałtownej pobudki, szybko jednak się zreflektowała i uspokoiła oddech. Wyjrzała jeszcze za okno, po czym wstała i ubrała się w brudny już mundur. Po kilku minutach siedziała na ławeczce postawionej tuż obok wyznaczonych przez Smitha drzwi siedziby.

Plac był ogromny, ze sporym lasem w oddali, niemal całkowicie ogrodzony. Za Kuro postawiony był największy budynek, z lewej i prawej przyłączone na jego końcach mniejsze. Wielka misa z żarciem dla tytanów, jak skojarzyła. Bez sprzętu do manewru byłby problem z ucieczką z siedziby.

Drzwi otworzyły się, a zza nich wyłonił się jakiś chłopak. Po sekundzie namysłu usiadł obok niej zostawiając zaledwie kilka centymetrów odstępu od jej ciała.

- Nie jesteś zbyt rozmowna co?- spytał markotnie.

- Niezwykle spostrzegawcze stwierdzenie- odpowiedziała obojętnie.  Był jednym z kadetów, którzy dopiero ukończyli korpus treningowy. Tyle była pewna.

- Wczoraj też wyszedł z ciebie taki pocisk- westchnął.- Jestem Haro Evora. Byłaś w innym oddziale, ale widziałem cie parę razy. Wczoraj byłaś na językach wszystkich, nawet dowódców.

- Czegoś ciekawego się dowiedziałeś?

- Nic nowego.- Dopiero po chwili Haro kontynuował wątek.- Nikt nie ma pojęcia skąd jesteś, ile masz lat. Pewne jest tylko jedno- twoje imię Kuro.

Nie podobał jej się kierunek, w jakim zmierzała ta rozmowa. Zerknęła w jego stronę. Duże niebieskie oczy przyglądały jej się z zainteresowaniem. Westchnęła i wzruszyła ramionami. Nie miała za bardzo o czym mówić.

- Rozumiem, czyli nie podzielisz się ze mną tymi ciekawostkami.- Oparł głowę o ścianę i spojrzał w niebo.- Jakbyś zmieniła zdanie jestem do usług- uśmiechnął się łobuzersko pod nosem.

Wątpiła żeby naszła ją ochota na zwierzenia.

Przyjrzała mu się jeszcze raz. Krótkie brązowe włosy sterczały mu pod każdym kątem, jakby dopiero się obudził i nawet nie spojrzał w lustro. Mundur też miał poprzekrzywiany. Śpieszyło mu się. 

Czyżby usłyszał, jak Kuro wychodzi z pokoju i pospieszył za nią?

- Wyglądasz niczym siedem nieszczęść, ogarnij się trochę.

-Hm?- wymruczał z zamkniętymi oczami, jakby rozkoszował się powiewem rześkiego powietrza z samego rana, a jakaś upierdliwa mucha zawracała mu głowę. 

- Mówię, że mundur i twoje włosy wymagają kilku poprawek- powtórzyła spokojnie, patrząc jak powoli otwiera oczy.

- Doprawdy?- zainteresował się.- Nie jestem w stanie stwierdzić co jest nie w porządku. Musisz mi pomóc- dodał z delikatnie wyzywającym uśmiechem odpychając się od ściany.

Przez chwilę patrzyła mu w oczy próbując zrozumieć motywy Haro, ale niczego się nie doszukała. Najwidoczniej chciał się z nią zakolegować, choć myśl ta dla Kuro wydawała się wysoce abstrakcyjna. Z koleżeństwa z nią nie będzie miał przecież żadnych korzyści.

Zrozumiała, że przez ostatnią minutę patrzyła na niego bezmyślnie, kontemplując w głowie jego cele, a jego uśmiech z każdą chwilą się powiększał i stawał cieplejszy. Zreflektowała się i poprawiła mu koszulę. Musiała odpiąć kilka guzików i przesunąć materiał. Pasy do trójwymiarowego na klatce piersiowej były luźne, więc ściągnęła je mocniej, na końcu przeczesała palcami brązowe włosy Haro. Wiedziała, że cały ten czas nie spuszczał wzroku z jej twarzy. Kiedy skończyła, odsunął się nieco i znów oparł ścianę. 

- Jesteś starsza ode mnie- stwierdził nagle. Wydawał się być zawiedziony.

- Złapana na gorącym uczynku- odpowiedziała, z nutą rozbawienia. Nie uśmiechała się jednak. Kuro czuła, że go nie doceniła. Był inteligentny, dobrze czytał ludzi. Zapomniała jaka była w jego wieku. 

-------------------------------------

Zannen- nieszczęście, rozczarowanie

Bez uczućOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz