16

25.1K 611 126
                                        

Iskra

Kiedy obie skończyłyśmy jeść rogaliki ze sklepu obok szkoły i popijać czekoladę z automatu, do sali zaczęły zbierać się inne cheerleaderki i drużyna koszykarzy. Nelly nie należy do cheerleaderek, ale lubi sobie popatrzeć i na koszykarzy i na moje nowe koleżanki z drużyny.

Jako przewodnicząca szkoły ma do tego prawo.

- Cześć, Iskro! - nasza kapitanka podeszła do mnie i mnie przytuliła.

- Hej - odpowiedziałam grzecznie.

- Są już wszystkie dziewczynki? - spytała, na co kiwnęłam głową. - W takim razie zaczynamy trening, kochane! - krzyknęła, klaszcząc w dłonie.

- Bez trenerki? - dopytywały.

- Trenerki dzisiaj nie będzie - z pokoju dla nauczycieli wf-u wyłonił się trener chłopaków.

- Jak to? - Tiana spytała.

- Chore dziecko - odpowiedział i zagwizdał. - Panowie zbierać się! Dwadzieścia okrążeń na początek. Dawać! Dawać! Do meczu zostało sześć godzin, a wy potrzebujecie zagrać rundkę przed meczem i zjeść porządny obiad!

- On tak zawsze? - spytałam.

- Tylko w trakcie sezonu. To co najpierw, krążenia ramion?

***

Już godzinę przed meczem, na sali znalazło się dużo osób. Jak i z mojej obecnej, jak i ze starej szkoły.

Nie chciałam, abym dzisiaj spotkała jedną osobę. Najlepiej, żeby miała złamaną nogę czy coś.

- Bella!* - o nie.

Odwróciłam się w stronę osoby, która wypowiedziała moją starą ksywkę.

- Que pasa contigo?* - spytał i chciał mnie przytulić, lecz się odsunęłam. Czyżby już zapomniał, że ze sobą nie rozmawiamy przez jego głupotę?

- Nie odpowiem na twoje pytanie. W ogóle nie będę z tobą rozmawiać, tu pene*.

- Woah, co tak ostro, bebé*? - mój były chłopak, dalej nie dawał za wygraną.

- Powiedziałam, że nie będę z tobą rozmawiać.

- Ale daj mi wszystko wyjaśnić, Bella - przewróciłam na niego oczami, kiedy składał ręce jak do modlitwy.

- Nie - odwróciłam się na pięcie i chciałam ruszyć dalej, ale jego ręka mi na to nie pozwoliła. - Puść mnie. Już nie musisz mi wszystkiego wyjaśniać. Wszystko wiem. Wiem, że byłam pieprzoną zdobyczą.

- Bella - ciągnął dalej.

- Za mały łomot mój brat ci spuścił ostatnio, idiota*? Nie rozumiesz, że nie chcę z tobą rozmawiać? Jesteś u mnie skreślony po całości.

Wyszarpałam się z jego uścisku i podbiegłam do dziewczyn.

- Co to za ciacho z tobą rozmawiało? - Nelly znalazła się po chwili obok mnie z popcornem, który co chwilę ładowała sobie do buzi.

- Nikt ważny - chciałam aby odpuściła.

- Składał ręce do modlitwy, więc coś musiało być na rzeczy - ciągnęła dalej, a ja westchnęłam z bezradności. Mam nadzieję, że mało osób zwróciło na nas uwagę.

- Dobra, powiem ci po meczu.

- W takim razie nocujesz u mnie - posłała mi uśmiech. Załatwię nam zaraz piwo - powiedziała i zniknęła gdzieś.

Dziewczyny właśnie plotkowały, a ja zaczęłam rozglądać się po trybunach. Mój wzrok zatrzymał się na panu Styles'ie, który na mnie spoglądał. Jednak przerwał to bo, zauważył moją rodzicielkę razem z tatą i rodzeństwem. Super, wszyscy przybyli.

Zajebiście.

Brakuje tu jeszcze tylko mojego byłego przyjaciela i mamy komplet.

Od wróciłam wzrok od trybun i pognałam nim po drużynie przeciwnej. Jednak numer siedemnasty na zielonym stroju rzucił mi się w oczy.

Jednak mamy komplet.

***

*Bella - Piękna

*Que pasa contigo? - Co tam u ciebie?

*tu pene - ty kutasie

*bebé  - kochanie

*idiota - debil

Jak tam sylwester?

White wine / Harry StylesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz