42

136 7 0
                                    

                              1/4
                                           
       ******* Karol ******

Gdy Wera zasnęła wziąłem ją na ręce w style panny młodej i zaniosłam ją do jej mieszkania. Po przekroczeniu drzwi wejściowych zobaczyłem coś a raczej kogoś kogo się nie spodziewałem.

- co ty tu robisz?

Zapytałem zdziwiony. Adam spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się do mnie.

- Wera powiedziała że musi z tobą pogadać i że jak chce to mogę poczekać albo iść do siebie

- to czemu nie wróciłeś?

- miała dość roztrzęsiony i niepewny głos więc wolałem zostać żeby w razie potrzeby pocieszyć ją jak wróci

I tymi słowami zdobył u mnie większy szacunek niż mógł sobie wyobrazić. Siedziałem u mnie z Werą chyba z godzinę a on pomimo tego czasu ciągle tu siedział i na nią czekał.

- jest już późno może lepiej idź spać bo jutro szkoła

- spokojnie dam radę. A co z nią?

- wszystko dobrze. Położę ją i niech się wyśpi. Miała dzisiaj ciężki dzień

Mówiąc to położyłem ją na kanapie w salonie przykrywając szczelni kocem bo wiedziałem że nigdy nie śpi pod kołdrą. Wstałem i odwróciłem się by podziękować Adamowi że na nią czekał lecz w chwili w której otworzyłem usta Wera zaczęła się kręcić na fotelu mówiąc ,,nie" płaczliwym głosem. Kurwa tylko nie teraz!

- kurwa

Mruknąłem pod nosem i kucnąłem przy dziewczynie. Nie mogłem jej teraz obudzić bo przez następne godziny byłaby w tamtym świecie. Nie mogłem jej pomóc. Musiałem czekać aż sama się obudzi i być w gotowości by ją wesprzeć.

- obudź ją przecież ma koszmar

Adam wydawał się zdezorientowany tym co się tu dzieje a ja wcale mu się nie dziwiłem.

- nie mogę ona musi sama się obudzić bo inaczej będzie tylko gorzej...

                                            ******* Weronika *******

                                                ******* sen Weroniki ******** 

Znowu jestem w tym miejscu. Znowu siedzę za automatem w szkole chowając się przed całym światem. I znowu mi się to nie udało...

- nie

Szepnęłam czując napływające mi do oczu łzy. Już nie mam siły by zatrzymać te łzy. One już lecą.

- no proszę proszę... tu się chowała nasza zguba

Spojrzałam na chłopaka który powiedział te słowa błagalnym wzrokiem lecz to nic nie da. Oni nie mają litości

- dobra małpo chodź albo cię stąd wyniesiemy siłą

Dla swojego dobra wstałam i poszłam za nimi. Raz im się postawiłam... i o raz za dużo. Wróciłam w tedy do domu cała w siniakach i krwawiących ranach. Rodzice nie wiedzą co się dzieje bo nigdy im tego nie mówiłam. Bałam się im powiedzieć...

- no to teraz się zabawimy 

No i się zaczyna. Nawet nie wiem kiedy wyszliśmy poza teren szkoły. Najpierw zabrali mi wszystkie pieniądze jakie miałam a później wepchnęli mnie do rowu po czym odeszli śmiejąc się. Nie było aż tak źle. Pewnie dzisiaj mieli dobry dzień. I z tą myślą wróciłam do domu płacząc z bezsilności. Nie mam nikogo komu mogę zaufać i się wygadać. Muszę trzymać w sobie wszystko bo nie mam komu ufać. Po przekroczeniu drzwi mieszkania poszłam do toalety rzucając plecak gdzieś w kąt pokoju i zaczęłam przemywać rany wywołane bliskim spotkaniem z ziemią. Zapomniałam że w tym rowie były łodygi róż które miały kolce. Pewnie je tam wcześniej wrzucili. Spojrzałam na swoją rękę która byłą cała poraniona przez kolce. Po ogarnięciu się poszłam do pokoju i wyciągnęłam z jednej z szafek żyletkę. wróciłam do łazienki i stanęłam z żyletką przyłożoną na żyły. Już nie mam na to wszystko siły... nie mam siły by żyć. Już miałam zrobić jeden ruch który przesądziłby o moim życiu lecz w mojej głowie pojawiły się słowa jednego z dobrze znanych mi youtuberów. Od zawsze lubiłam youtuba i był on jedyną rzeczą dzięki której jeszcze się uśmiechałam. I to tak naprawdę a nie tak sztucznie żeby nikt nie zauważył. Po chwili odłożyłam żyletkę na półkę i zaniosłam się głośnym płaczem.

Naruciak? [w trakcie poprawy]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz