Rozdział 69

1.1K 146 8
                                    

Lauren's POV:

Ubrałam buty, siedząc na sedesie, po czym wstałam i podniosłam z ziemi ręcznik. Wyszłam z toalety i podeszłam po resztę moich rzeczy do umywalki.

Nagle usłyszałam dziwny huk w kabinie, do której niedawno weszła Camila. Położyłam wszystkie rzeczy i szybko podbiegłam do zasłony.

- Camila, wszystko w porządku? - zapytałam, po czym poczekałam pięć sekund.

Nie dostałam żadnej odpowiedzi, więc złapałam stanowczo za zasłonę i odsunęłam ją lekko, zaglądając do środka. Woda była odkręcona i ciekła na podłogę, na której leżała znajoma sylwetka.

- Camila! - pisnęłam, po czym nie zważając na to, że jestem w ubraniach, weszłam pod strumień wody, bym mogła przekręcić kurek. Szybko to zrobiłam, po czym przykucnęłam przed ciałem starszej. 

Brunetka miała przymknięte powieki i uchylone usta. 

Tym razem nie zaczęłam wołać pomocy, tylko szybko przyłożyłam dwa palce do szyi, sprawdzając tętno. Było wyczuwalne i chyba w miarę normalne.

Westchnęłam, starając się wymyślić jakieś szybkie rozwiązanie tej sytuacji. 

Wyszłam na chwilę z kabiny, by chwycić za biały ręcznik i wrócić z powrotem do nieprzytomnej kobiety. Owinęłam mało dokładnie ręcznik, aby zasłaniał on jej biustonosz i dolną bieliznę. Następnie przysunęłam się do Camili i położyłam jej rękę na plecach. Drugą rękę włożyłam pod uda kobiety. Wciągnęłam sporą ilość powietrza, po czym wyprostowałam nogi, z brunetką na moich rękach. Była ona cięższa niż się mogło wydawać. Odwróciłam się i zaczęłam robić kroki poza kabinę, modląc się w myślach, bym się nie wywróciła. 

Wyszłam na szczęście bez szwanku, trzymając Camilę w stylu panny młodej. A gdy tylko przekroczyłam zasłonę, to kilka kobiet spojrzało się na mnie pytająco.

- Pomogłaby mi jakaś w przeniesieniu jej rzeczy do pokoju? - zapytałam, patrząc się smutnym wzrokiem na więźniarki.

- Jasne. - mruknęły jednocześnie dwie osoby. Podeszły one pod kabinę i zabrały uniform, skarpetki, kule i metalowy usztywniacz. Tak to się nazywa? Usztywniacz. Dziwna nazwa.

Zaczęłam iść wolnym krokiem przez łazienkę, uważając, by nie wypuścić z rąk brązowookiej. Gdy znalazłam się na korytarzu, to Clarke rzuciła mi pytające spojrzenie.

- Co się tu wydarzyło? - zapytała, a westchnęłam.

- Nie wiem. - wydyszałam, poprawiając Camilę na rękach. - Pewnie się wywróciła. - wyjaśniłam, patrząc się na jej twarz.

- Pomóc w czymś? - kolejne pytanie szybko wyszło z ust funkcjonariuszki.

- Nie. Raczej nie. - mruknęłam, po czym szybko wyminęłam kobietę, bo Camila z czasem wydawała się coraz cięższa. Przeszłam przez korytarz i szybko weszłam do naszego pokoju. Podeszłam z nią do naszej pryczy, a następnie rzuciłam ją na nią, czując straszy ból w przedramieniu. - Ciężka jesteś. - wydyszałam.

Po chwili w pomieszczeniu pojawiły się dwie więźniarki i włożyły rzeczy Camili do szafki, a kule oparły o ścianę. Potem wyszły nic nie mówiąc.

Spojrzałam się smutno na Camilę, owiniętą niedokładnie w ręcznik. Spojrzałam się na jej nogi. Prawa kończyna wyglądała znacznie lepiej od drugiej, gdyż lewa posiadała dużo siniaków i wydawała się szczuplejsza. Westchnęłam, siadając bokiem na pryczy brunetki i dotykając opuszkami palców jej siniaków na nodze. 

- Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam te słowa bardziej do siebie niż do Camili. - Obiecuję.

Przysunęłam się bliżej do twarzy brunetki i dotknęłam dłonią jej policzek. Był zimny.

- Camila, obudź się. - mruknęłam cicho. - Proszę. - dodałam, ale brązowooka wciąż leżała z przymkniętymi oczami. Jej klatka piersiowa unosiła się równomiernie, co było raczej dobrym znakiem. 

Wstałam z pryczy i podeszłam do mojej szafki. Wyjęłam z niej moją kartę i szybko wybiegłam z pokoju, gnając w stronę sklepu. Gdy tylko znalazłam się na miejscu, to uśmiechnęłam się, widząc małą kolejkę. 

Kobiety szybko kupiły to, co potrzebowały i przyszedł czas na mnie. Oparłam się łokciami o blat i powiedziałam cicho.

- Macie jakieś tabletki przeciwbólowe? - zapytałam, a więźniarka pokręciła przecząco głową. - To poproszę sok pomarańczowy w kartoniku. A właściwie do dwa. - dodałam, podając kobiecie kartę. 

Szybko otrzymałam dwa napoje i moją kartę z powrotem, po czym przybiegłam w dość szybkim tempie do mojego pokoju. 

Miałam nadzieję, że Camila się już obudziła. Niestety ta wciąż leżała z przymkniętymi oczami. Położyłam obydwa kartoniki na rogu łóżka i podeszłam do szafki brązowookiej. Zauważyłam, że więźniarki z łazienki przyniosły tutaj też brudne ubrania, więc szybko je rzuciłam na podłogę i wzięłam do rąk czystą odzież. Podeszłam do pryczy i usiadłam na niej przyglądając się spokojnej twarzy kobiety. Położyłam odzież obok Camili, zostawiając w dłoni tylko parę białych skarpetek. Przysunęłam się do stóp brązowookiej, po czym sprawnie okryłam je jasnym materiałem. Złapałam następnie za spodnie i wsunęłam je do kolana na jej nogi. 

- Proszę nie budź się teraz, bo wprawisz mnie w zakłopotanie. - błagałam cicho, po czym uniosłam nogi brunetki, ustawiając się za nimi. Zaczęłam opuszczać dolną część uniformu, starając się nie patrzeć na kształtne pośladki starszej. Spodnie były w ewidentnie złym rozmiarze, bo wciskanie ich na jej uda, szło mi bardzo opornie. - Kurwa. - mruknęłam, mocno napierając na materiał, by szedł na dół. 

- Co robisz? - do pomieszczenia weszła współlokatorka znad mojej pryczy. 

- Ubieram nieprzytomną kobietę, a na co to wygląda? - powiedziałam lekko zdyszana.

- A czemu moja szafka jest otwarta? - zapytała, wskazując na mebel, z którego wzięłam ubrania dla Cabello.

- To twoja szafka? - zapytałam, puszczając nogi brunetki, by upadły one swobodnie na kołdrę. 

- Tak. - powiedziała, podchodząc do niej i zaglądając do środka.

Westchnęłam chowając głowę w dłonie.

^^^^^^^^^

1/3

DUИGЕОИ | CamrenOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz