Podziemia
Ocknęłam się pełna paniki. Poderwałam się gwałtownie, lecz szarpnięcie kajdanek przytwierdziło mnie z powrotem do łóżka.
- Proszę, proszę. - Usłyszałam i dopiero wtedy spostrzegłam lumpa numer trzy siedzącego na stołku obok łóżka. Swoim niechlujnym wyglądem ani trochę nie odbiegał od pozostałej dwójki.
Taaa, lumpiarstwo mnożyło się niczym grzyby po deszczu. Nie żeby mnie to niepokoiło. No może trochę. Okej, bałam się. Ta sytuacja była dla mnie nowa, a wiedza zdobyta w akademii służb specjalnych, okazała się niewystarczająca. Nie znałam schematu, według którego należałoby postąpić w takich określonych warunkach. W świecie, który znałam, na powierzchni, nikt nikogo nie porywał, nie więził, nie strzelano do nikogo Jeśli ktoś wykazywał podobne aberracje i znaleziono u niego odpowiedzialne za to geny, trafiał na terapię. Ci tutaj ewidentnie nie przeszli przesiewowych badań genetycznych. Miałam zatem do czynienia z ludźmi zwichniętymi genetycznie i mogłam się po nich spodziewać wszystkiego co najgorsze. Byłabym głupia gdybym nie czuła strachu.
- A ty to kto? - zapytał nieznajomy, znacząco zerkając na kajdanki. - Nie wyglądasz groźnie, jesteś niewolnikiem, więźniem czy nowym zleceniem?
- Niewolnikiem? Pogięło cię? Przecież to niezgodne z prawem - oburzyłam się.
- Prawem? Czyim? Tutaj albo masz szczęście jak niewielu i jesteś wolnym człowiekiem, albo pozostaje ci jeden z następujących scenariuszy: kończysz jako niewolnik, przystawka dla dzikich lub ubezwłasnowolniony wyznawca różowego penisa. Więc kim zatem jesteś? - zapytał.
Przyjrzałam mu się uważnie. Nie widziałam go wcześniej. Brunatne plamy na ubraniach, podbite oko i zaschnięta krew w lewym kąciku pełnych ust świadczyły, iż facet miał pełen przygód dzień i niekoniecznie były to wesołe przygody. Brązowe, kędzierzawe włosy, podobnie jak u pozostałej dwójki jego kolegów, których zdążyłam już poznać, domagały się gruntownego szorowania i kto wie, może odwszawiania. Twarz miał tak umorusaną, że trudno było dostrzec jej rysy.
- Jestem funkcjonariuszką służb specjalnych policji. – Po raz kolejny podjęłam próbę wyjaśnienia. - Prowadzę dochodzenie w sprawie morderstwa. To poważna sprawa więc byłabym wdzięczna gdybyś mnie rozkuł.
- Fiu fiu. Co za fantazja. - Zagwizdał wesoło. - Myślę, że jesteś trupem. Przykro mi. - Rozłożył ręce w geście bezradności.
- Jeszcze oddycham - zauważyłam.
- To nie potrwa długo. – oznajmił, nagle poważniejąc.
- Grozisz mi?
- Nic z tych rzeczy. Po prostu bezbłędnie przewiduję przyszłość. Nie odbieraj tego jako osobistej wycieczki. Nie ty jedna szybko kopniesz w kalendarz. Wszystkim nam wróżę rychłą śmierć. Coś nas w końcu dopadnie. Głód, choroba popromienna lub dzicy.
Na chudego bociana! Najwyraźniej po wybuchu w fabryce, który przyczynił się do jej zamknięcia, pracownicy musieli zejść do podziemi, wierząc, że eksplozja zniszczyła środowisko. Ktoś musiał ich oświecić. Może chociaż ten miał dodatnie IQ.
- Posłuchaj – zaczęłam tłumaczyć cierpliwie, niczym dziecku. - Cokolwiek się tutaj wydarzyło, nie unicestwiło życia na powierzchni. Nie wiem, co wam powiedziano i dlaczego, ale tam na górze naprawdę istnieje realny świat. Proponuję wyjść na powierzchnię i się przekonać.
- Właśnie stamtąd wracam. Jest tak samo do dupy jak dwa dni temu, jeśli nie gorzej. Poza tym widzę, ę właśnie potarłaś prawą ręką kark. To naprawdę źle wróży.
Już miałam go oświecić, że ścierpła mi szyja gdy w drzwiach pojawiło się dwóch pozostałych włóczęgów.
- Mel, widzę, że poznałeś już waćpannę - odezwał się niebieskooki. - Będziesz miał okazję dłużej z nią porozmawiać. Widzisz waćpanna nie chce podzielić się z nami wiedzą nader istotną, a mianowicie skąd u licha ciężkiego wzięła całą torbę leków, które potrafiłyby wyrwać z grobu zmarłego. Kto wie, może gdy z nią grzecznie porozmawiasz zdradzi ci sekret nieśmiertelności.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasíaNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
