Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

47. Coś poszło nie tak

122 21 2
                                        


Moje buty rozchlapywały błoto, kwaśny smród wdzierał się do nozdrzy przyprawiając mnie o mdłości. Nie żebym się spodziewała, że w kanałach może być inaczej. Tego jednak nie przewidziałam. Z sekundy na sekundę wody przybywało. Na górze musiało padać i to nieźle.

- Mają go! - usłyszałam zduszony głos Mela w słuchawce. - Dorwali Hardego!

Biegałam ile sił w nogach, moje płuca płonęły żywym ogniem, zipałam niczym stara lokomotywa, a tym co mnie napędzało były strach i adrenalina śpiewająca w żyłach. Teraz jednak słysząc te słowa wyhamowałam gwałtownie. Spuściłam głowę i oparłam ręce na udach. Musiałam coś źle usłyszeć.

- Powtórz - wysapałam.

- Mają Hardego!

Kurwa, kurwa, kurwa. Przecież wiedziałam, że go stracę, że nastąpi taki moment, ale w żadnym razie nie byłam gotowa na coś takiego. W teorii rozstanie wydawało się bolesne, ale do przeżycia, ale teraz, gdy straciłam go tak nagle, miałam wrażenie, że wyrwano mi serce. Bałam się nawet przez chwilę pomyśleć, co go teraz czeka, jak potraktują go ludzie Kapelusznika. Będą go torturować czy może okażą litość i od razu zabiją? Żadnej z tych możliwości mój umysł nie mógł przyswoić. Nie to w ogóle nie wchodziło w grę. Oni nie mogli go tak po prostu zabrać. Stłumiłam kiełkujące we mnie uczucie paniki.

- Wracam po niego! - Przewiesiłam sobie skradzioną tubę przez plecy i wykonałam obrót na pięcie.

- Stój idiotko! Wsadzili go do wozu! Pojadę za nimi, a ty stamtąd spieprzaj! Działaj zgodnie z planem. – napomniał mnie Mel.

- Jakim planem? Plan się spierdolił w momencie, w którym dorwali Hardego! - wrzasnęłam.

- Kurwa, to wymyśl plan B! Ponoć ty tu jesteś mózgiem operacji!-Ja go sprowadzę.- No proszę pod powłoką wiecznego pesymizmu tliła się w nim jednak iskierka nadziei. - Albo czeka nas wersja bardzo pesymistyczna .- rzucił i rozłączył się.

Stałam w ciemnym kanale, moje wysokie trapery grzęzły w wodzie, jedyne źródło światła stanowiła czołowa lampka, której promień skakał teraz od prawej do lewej zgodnie z ruchami mojej głowy.

- Nie, nie, nie - powtarzałam jak nakręcona. W moich oczach zaszkliły się łzy, emocje sączyły się wszystkimi porami skóry. - Co poszło nie tak? Czego do cholery nie przewidzieliśmy?

24 godziny wcześniej

Siedzieliśmy w bunkrze Gotfryda, chociaż nie byłam przekonana czy jest to konieczne. Wszak Tom już wiedział, gdzie jesteśmy, a skoro nie miał skrupułów zniszczyć Terry, równie dobrze mógłby wrócić tu z całymi oddziałami Kapelusznika i spróbować nas stąd wypłoszyć, a później wytłuc. Z drugiej strony, to był Tom, do niedawna mój najlepszy przyjaciel. Czy istniała szansa, że ta nikła więź, która jeszcze do niedawna nas łączyła powstrzymałaby go przed wydaniem nas w ręce wroga? A może sama ją zerwałam odrzucając jego pomoc?

- Nie mamy czasu - powiedziałam. - Musimy działać. Musimy...

- Chwila - przerwał mi Got i zapatrzył się w tablet trzymany w dłoni. - Ktoś się zbliża. - Poderwał się z miejsca, a my razem z nim.

Po chwili kłębiliśmy się w niewielkim pomieszczeniu stanowiącym podziemne centrum dowodzenia, wpatrując się w jeden z wielu monitorów. Moje serce tłukło się w piersi. Złapałam się na tym, że zaciskam palce na oparciu krzesła tak mocno, że za chwilę je połamię. Byłam nie tyle zdenerwowana, co przerażona faktem, że sprawy potoczyły się zbyt szybko, a to przecież ja miałam powstrzymać Burmistrza, nie on mnie. Spięłam się cała, a wszystko we mnie wrzeszczało.

DYSHARMONIAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz