Sky!Sky!
Najpierw był to cichy nawołujący głos, może instynktu przetrwania, ale z czasem stawał się coraz bardziej realny i jakby docierał, gdzieś spoza mnie. Nie chciałam się mu poddać, ponieważ błoga nieświadomość była o niebo lepsza niż pełna bólu rzeczywistość. Ale ten upierdliwy głos nie dawał za wygraną.
- Ocknij się - powtarzał w kółko, aż wreszcie otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam to niebieskie tęczówki Hardego wpatrujące się we mnie intensywnie. Po chwili, gdzieś między jednym bolesnym oddechem, a drugim zarejestrowałam resztę; przyprószone kurzem rzęsy, ściągnięte brwi i rozczochrane włosy, również pokryte pyłem. I fakt, że wisiał na linie tuż obok mnie. W następnej chwili jego umorusaną twarz rozjaśnił tak bardzo znajomy uśmiech.
- No wreszcie, waćpanno - powiedział Hardy - bo już myślałem, że zamierzasz tu wisieć i powiewać jak flaga narodowa.
- Wróciłeś po mnie - wychrypiałam, czując jak w kącikach moich oczu zbierają się łzy. - Dziękuję.
Pojawienie się Hardego mogło śmiało konkurować z najpiękniejszym i najlepszym prezentem na świecie. Uczucia i emocje zaczęły mnie zalewać i niemal obezwładniać. Nad głową usłyszałam jakiś rumor i gdy nieznacznie, żeby tylko nie wprawić w ruch łańcucha, zadarłam głowę do góry, ujrzałam Mela oraz doktorka Westa, chociaż tego drugiego trudno było rozpoznać, bo w obsypanych pyłem włosach wyglądał jak siwy staruszek.
- Gotowi czy chcecie sobie jeszcze trochę powisieć? - zapytał doktorek West.
Łykałam słone łzy, a w gardle wielka gula ściskała mi krtań, więc zamiast odpowiedzieć, pokiwałam tylko głową.
- Na moje - zaczął Mel - to bezowocna strata energii, bo i tak tu zginiemy.
Miałam ochotę go zapytać jak brzmi wersja pesymistyczna.
- Waćpanno - Hardy przykuł moją uwagę - obejmij mnie nogami. Spróbuję trochę poluzować twój łańcuch. Podniosę cię do góry żeby odciążyć bark i rękę. - To powiedziawszy objął mnie w pasie obiema rękoma i uniósł nieco w górę.
Zakołysało nami więc szybko oplotłam go nogami w pasie. Naprężone ogniwa łańcucha, wreszcie puściły i moja ręka opadła swobodnie na ramię Hardego. Niemal w tej samej chwili poczułam jak West i Mel wciągają linę na górę. Wtuliłam twarz w szyję niebieskookiego i zagryzłam zęby. Mogłam wytrzymać ten ból. Później rozsypiesz się na kawałki, Sky, teraz bądź twarda, nakazałam sobie.
Po chwili, która dla mnie trwała całą wieczność znaleźliśmy się przy krawędzi połamanej podłogi. Ostre zakończenia desek, metalowe pręty i mnóstwo części zrujnowanego budynku, wystające niczym las dzid, stanowiły nie lada przeszkodę. Hardy odepchnął się od fragmentu ściany i przytrzymał nas w bezpiecznej odległości, tak, żeby Mel i West mogli nas wciągnąć. Mel pochylił się nad krawędzią, złapał mnie pod pachy i ból dosłownie we mnie eksplodował. W tym momencie musiałam stracić przytomność. Odzyskałam ją ponownie gdy moja głowa uderzyła o kamienną ścianę.
Siedziałam w ciemnym korytarzu, dziwnie przekrzywiona w lewą stronę, wpatrując się w trzech lumpów. Z oddali docierały przytłumione serie wystrzałów. Gdzieś tam nadal trwała ostra jatka. Ludzie zabijali się z powodu głupiej cysterny. Co za rzeź.
- Umieram? - zapytałam, bo po pierwsze tak się czułam, a po drugie miny mieli nietęgie.
Nie musiałam patrzeć na Mela, gdyż w jego przypadku odpowiedź była aż nadto oczywista. Skupiłam się zatem na doktorku jako tym rozsądnym i obiektywnym, pozbawionym skrywanych antagonizmów. Zanim udzielił mi odpowiedzi odchrząknął i przetarł umorusaną twarz z pyłu.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasíaNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
