Podziemia
To była jedna z tych cudownych chwil, kiedy budzisz się rano wypoczęta i wyspana. Nie nakłania cię do tego natarczywy dźwięk budzika, wiercenie partnera czy alarm zaparkowanego pod oknem samochodu.
Zanim otworzyłam oczy, przeciągnęłam się, wydając przy tym pomruk rozkoszy. Uchyliłam powieki i... o mało nie dostałam zawału. Mój nieco jeszcze zaspany wzrok napotkał kawał męskiego, nagiego, niesamowicie wyrzeźbionego, gładkiego torsu. Przyjemnie zaskoczona widokiem rozpoczęłam wędrówkę wzrokiem w dół tego apetycznego kąska, chłonąc muskulaturę i zatrzymując się na wypukłości bokserek o wiele za długo. Nagle odniosłam wrażenie, że w ustach mam odrobinę za dużo śliny. Na chudego bociana, to było zdecydowanie silniejsze ode mnie. Czułam się jak ktoś, kto znajduje w kuchni na stole wspaniały prezent, otwiera go bez namysłu, podziwia, cieszy się jak dziecko, a dopiero później dociera do niego fakt, że ktoś włamał się do jego domu, żeby zostawić ową niespodziankę.
W jednej chwili odzyskałam jasność umysłu. Powróciły koszmarne wspomnienia wczorajszego dnia i, choć z niemałym trudem, odwróciłam wzrok od apetycznego ciała. Ku swojej rozpaczy zaczęłam rejestrować przerażające elementy otoczenia. Stara tapeta w motyle, rdzewiejący kaloryfer, brudny materac, trzy dogasające świeczki na stole. O żesz! Powróciłam wzrokiem do mężczyzny, który leżał obok mnie. Na szeleszczące liście, kim on był? Towarzyszem niedoli? Przyjrzałam się jego spokojnej twarzy, ale niewielka ilość światła sprawiła, że tożsamość faceta wciąż stanowiła zagadkę. Pocieszał mnie jedynie fakt, iż nie śmierdział, jak niemyte lumpiarstwo, co stwierdziłam, zaciągając się ostrożnie.
Następnie zerknęłam w górę na łańcuch, którego jeden koniec przytwierdzony był do kaloryfera, a drugi do kajdanek oplatających jedną z moich dłoni. Niech to wszystko szlag jasny trafi! Gość obok mnie zdecydowanie wyglądał na silnego. Może moglibyśmy pomóc sobie nawzajem? Z dogasającej świecy musiał spłynąć nadmiar wosku i ogień błysnął jasnym płomieniem. Utkwiłam wzrok z powrotem w śpiącym mężczyźnie i zachłysnęłam się powietrzem. W świetle ujrzałam, że wpatrują się we mnie niebieskie oczy lumpa. Na jego twarzy odmalował się wyraz zadowolenia, a usta rozciągnęły w ironiczny uśmieszek. Zalała mnie fala wściekłości a frustracja osiągnęła apogeum. Moje ciało zareagowało, zanim pomyślałam. Wolna ręka wystrzeliła błyskawicznie, wyprowadzając cios. Coś chrupnęło.
- Kurwa - zaklął niebieskooki, przetaczając się z boku na plecy i odchylając głowę do tyłu.
Widziałam jak spod przytkniętych do nosa dłoni cieknie krew. Nie czekałam na odwet. Działałam. Przeturlałam się siadając na facecie okrakiem. Łańcuch napiął się, ale był na tyle długi, że zdołałam obiema rękoma złapać za odsłoniętą szyję mężczyzny i zaczęłam go dusić. Nie chciałam go zabić, tylko pozbawić na chwilę przytomności. Niebieskooki błyskawicznie chwycił mnie za nadgarstki i, zdawać by się mogło, bez najmniejszego trudu oderwał moje dłonie od swojej szyi.
- Jesteś beznadziejna - stwierdził. A później nawet nie wiem kiedy znalazłam się pod nim, z rękoma unieruchomionymi nad głową.
Z twarzą umazaną posoką, oczyma ciskającymi we mnie piorunami i naprężonymi muskułami wyglądał przerażająco. Pochylił się nade mną i wyszeptał zajadle:
- Na twoim miejscu, waćpanno oszczędzałbym siły na później. - Skrzywiłam się. - Co? Zabijam oddechem? - zapytał poirytowany.
- Brudzisz mnie krwią - syknęłam.
- Och waćpanna wybaczy - Błysk w jego oczach nie licował z charakterem wypowiedzi, mimo wszystko przytrzymał moje nadgarstki jedną ręką, a drugą chwycił za skotłowane prześcieradło i otarł nim twarz.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasyNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
