- Widzisz to co ja? - zapytałam Hardego, mając na myśli znak odwróconej ósemki na T-Shircie sklepikarza.
- Owszem, ale czy to o czymś świadczy? Gotfryd mu chyba ufa.
- Ja też ufałam Tomowi, a teraz, gdy wiem, że w sprawę są zamieszani politycy, policjanci i nawet mój szef, mam niemal stuprocentową pewność, że to jego spotkałam w trzydziestym korytarzu w Dark Point. Zdradził mnie. Ten tutaj - skinęłam głową w stronę podążającego w naszym kierunku faceta. - również może należeć do ich szajki.
- Może masz rację, ale on raczej nie wie, że my stoimy po przeciwnej stronie barykady. Myślisz, że wysłano za nami listy gończe?
Dobre pytanie.
- Nie mam pojęcia, na wszelki wypadek udawajmy, że jesteśmy rodziną Gotfryda. Możesz być jego kuzynem, a ja twoją żoną.
- Udawanie małżeństwa akurat dobrze nam wychodzi, waćpanno. Mówiłem ci już, że seksownie wyglądasz w tej kiecce? - Objął mnie szczerząc się głupkowato.
- Ten moherowy sweterek też dodaje ci uroku - odgryzłam się i przywołałam uśmiech na twarz, bo właśnie Penn podszedł do drzwi i je otworzył.
- No cholibka, a was co sprowadza o tej porze? - zapytał, wyraźnie zasapany.
- Cześć Penn, przyjechaliśmy na kilka dni do kuzyna Gotfryda. Ja i mój mąż pakowaliśmy się w takim pośpiechu, że nie zabraliśmy ze sobą kilku najpotrzebniejszych rzeczy. Goti powiedział, że nam pomożesz i prosił, by ci przekazać ten list. - Sięgnęłam do bocznej kieszeni plecaka i wyciągnęłam kartkę z zaszyfrowanym tekstem.
Facet przyjrzał nam się z jawną podejrzliwością, ale wyciągnął papier z mojej ręki i rozłożył. Im dłużej czytał tym większe robiły się jego oczy.
- Czy ja aby na pewno dobrze zrozumiałem kolegę Gotfryda? - zapytał oniemiały. Uniósł do góry brwi, a na jego czole utworzyła się pięciolinia fałdów skórnych. Nadmiar skóry opadał mu na oczy i jedynym ratunkiem było stałe podnoszenie brwi, żeby cokolwiek widział. Jego obwisła twarz przywodziła mi na myśle psa rasy basset.
Cholera wie, co Got mu nabazgrał w tej zaszyfrowanej wiadomości, ale jeśli nie ściemniał, to podarował Penn'emu Puchar Przeznaczenia.
- Jest twój - powiedziałam z mocą - w zamian za zakupy. Widzisz wszystko zostawiliśmy w domu, nie mam nawet szkła, żeby zapłacić. Możemy zrobić zakupy?
- Ma się rozumieć - odparł Penn. - Bierzcie co chcecie. To - pomachał do nas kartką - jest warte fortunę. - Aż podskoczył z radości. Nagle jednak mina mu zrzedła, a on stał się na powrót podejrzliwy. - Dlaczego oddaje mi coś tak cennego? - Zmrużył oczy.
Milczący do tej pory Hardy rzekł:
- Stary bierz jak dają.
- Nie, nie - Penn pokręcił głową. - Coś tu jest nie tak. Skoro Got trzydzieści trzy - domyśliłam, się, że to jego nick z gry - oddaje mi coś takiego, to znaczy, że albo umiera, albo jest mu mnie żal, bo zdobył...- No cholibka! A niech mnie! - wykrzyknął i przygryzł swoją pięść. - Czyżby miał Pałkę Pojednania? Ale jak mu się udało? Naprawdę ją zdobył?
Zerknęłam na Hardego, a on na mnie ledwie powstrzymując parsknięcie.
- Stary nic więcej nie możemy zdradzić. Wpuścisz nas?
Cóż, nie wyprowadziliśmy Penna z błędu, a ten święcie przekonany, że Got zdobył jakąś tam pałkę, pognał na zaplecze pewnie zalogować się do sieci. My tymczasem rozpoczęliśmy buszowanie po markecie. W pierwszej kolejności udaliśmy się na dział odzieżowy. Hardy wyglądał na porażonego ogromem towaru, użył nawet słów: „Co za przepych". Nie zamierzałam mu tłumaczyć, że z przepychem to nie ma nic wspólnego. Ciuchy, owszem były ekologiczne i uszyte znajlepszych materiałów, ale dawno wyszły już z mody, chociaż nie tak dawno jak te, które mieliśmy aktualnie na sobie.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasyNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
