44. Zakupowe szaleństwo

145 24 4
                                        


- Widzisz to co ja? - zapytałam Hardego, mając na myśli znak odwróconej ósemki na T-Shircie sklepikarza.

- Owszem, ale czy to o czymś świadczy? Gotfryd mu chyba ufa.

- Ja też ufałam Tomowi, a teraz, gdy wiem, że w sprawę są zamieszani politycy, policjanci i nawet mój szef, mam niemal stuprocentową pewność, że to jego spotkałam w trzydziestym korytarzu w Dark Point. Zdradził mnie. Ten tutaj - skinęłam głową w stronę podążającego w naszym kierunku faceta. - również może należeć do ich szajki.

- Może masz rację, ale on raczej nie wie, że my stoimy po przeciwnej stronie barykady. Myślisz, że wysłano za nami listy gończe?

Dobre pytanie.

- Nie mam pojęcia, na wszelki wypadek udawajmy, że jesteśmy rodziną Gotfryda. Możesz być jego kuzynem, a ja twoją żoną.

- Udawanie małżeństwa akurat dobrze nam wychodzi, waćpanno. Mówiłem ci już, że seksownie wyglądasz w tej kiecce? - Objął mnie szczerząc się głupkowato.

- Ten moherowy sweterek też dodaje ci uroku - odgryzłam się i przywołałam uśmiech na twarz, bo właśnie Penn podszedł do drzwi i je otworzył.

- No cholibka, a was co sprowadza o tej porze? - zapytał, wyraźnie zasapany.

- Cześć Penn, przyjechaliśmy na kilka dni do kuzyna Gotfryda. Ja i mój mąż pakowaliśmy się w takim pośpiechu, że nie zabraliśmy ze sobą kilku najpotrzebniejszych rzeczy. Goti powiedział, że nam pomożesz i prosił, by ci przekazać ten list. - Sięgnęłam do bocznej kieszeni plecaka i wyciągnęłam kartkę z zaszyfrowanym tekstem.

Facet przyjrzał nam się z jawną podejrzliwością, ale wyciągnął papier z mojej ręki i rozłożył. Im dłużej czytał tym większe robiły się jego oczy.

- Czy ja aby na pewno dobrze zrozumiałem kolegę Gotfryda? - zapytał oniemiały. Uniósł do góry brwi, a na jego czole utworzyła się pięciolinia fałdów skórnych. Nadmiar skóry opadał mu na oczy i jedynym ratunkiem było stałe podnoszenie brwi, żeby cokolwiek widział. Jego obwisła twarz przywodziła mi na myśle psa rasy basset.

Cholera wie, co Got mu nabazgrał w tej zaszyfrowanej wiadomości, ale jeśli nie ściemniał, to podarował Penn'emu Puchar Przeznaczenia.

- Jest twój - powiedziałam z mocą - w zamian za zakupy. Widzisz wszystko zostawiliśmy w domu, nie mam nawet szkła, żeby zapłacić. Możemy zrobić zakupy?

- Ma się rozumieć - odparł Penn. - Bierzcie co chcecie. To - pomachał do nas kartką - jest warte fortunę. - Aż podskoczył z radości. Nagle jednak mina mu zrzedła, a on stał się na powrót podejrzliwy. - Dlaczego oddaje mi coś tak cennego? - Zmrużył oczy.

Milczący do tej pory Hardy rzekł:

- Stary bierz jak dają.

- Nie, nie - Penn pokręcił głową. - Coś tu jest nie tak. Skoro Got trzydzieści trzy - domyśliłam, się, że to jego nick z gry - oddaje mi coś takiego, to znaczy, że albo umiera, albo jest mu mnie żal, bo zdobył...- No cholibka! A niech mnie! - wykrzyknął i przygryzł swoją pięść. - Czyżby miał Pałkę Pojednania? Ale jak mu się udało? Naprawdę ją zdobył?

Zerknęłam na Hardego, a on na mnie ledwie powstrzymując parsknięcie.

- Stary nic więcej nie możemy zdradzić. Wpuścisz nas?

Cóż, nie wyprowadziliśmy Penna z błędu, a ten święcie przekonany, że Got zdobył jakąś tam pałkę, pognał na zaplecze pewnie zalogować się do sieci. My tymczasem rozpoczęliśmy buszowanie po markecie. W pierwszej kolejności udaliśmy się na dział odzieżowy. Hardy wyglądał na porażonego ogromem towaru, użył nawet słów: „Co za przepych". Nie zamierzałam mu tłumaczyć, że z przepychem to nie ma nic wspólnego. Ciuchy, owszem były ekologiczne i uszyte znajlepszych materiałów, ale dawno wyszły już z mody, chociaż nie tak dawno jak te, które mieliśmy aktualnie na sobie.

DYSHARMONIAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz