1. Lumpiarstwo

454 24 14
                                        

No to zaczynamy. Przed wami 1 rozdział nowego opo. Przyzwyczaiłam was do długich rozdziałów, ale te w Dysharmonii bedą krótsze. Może nie tak krótkie jak ten pierwszy, lecz zdecydowanie krótsze niż w Comie :)




Podziemia

Coś było nie tak! Miałam wrażenie jakby ktoś próbował zmiażdżyć mi głowę, a później drutem kolczastym przeorał całą moją twarz. Bliżej niezidentyfikowany, chropowaty, wilgotny i z całą pewnością obleśny obiekt dotykał moich ust. Poczułam jakby wsypano mi gruz do gardła, albo wlano w nie żrący kwas. I jeszcze ten zapach... Przyprawiający o mdłości odór padliny lub sfermentowanego śledzia. Gdyby nie fakt, że ledwie łapałam powietrze i płuca paliły niemiłosiernie z pewnością nie powstrzymałabym wymiotów. Bardziej jednak niż smród czy nawet ból tak silny, że niemal pozbawiający przytomności, doskwierał mi strach. Skyler Fules bywała wkurzona, mogła być zaniepokojona, ale nigdy, przenigdy nie panikowała. A teraz nie mogłam nad sobą zapanować, nie wiedziałam co się dzieje.

Nad głową słyszałam sapanie, które bardziej przypominało dyszenie dzikiego zwierza niż człowieka, ale to musiał być człowiek. Mówił do mnie, tego byłam pewna, choć nie wiedzieć czemu, nie potrafiłam zrozumieć sensu jego słów. Jakimś cudem trwałam na granicy jawy i snu. Strzępki z trudem zachowywanej świadomości podpowiadały mi, że trzeba wstać, otworzyć oczy, ale z jakiegoś powodu moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Pierwszy raz w życiu nie byłam w stanie utrzymać kontroli, nie tylko nad swoimi odruchami, ale też emocjami.

„Oddycha?", kilka razy usłyszałam to pytanie. Pojęcia nie miałam kto je zadał. Ten dyszący człowiek nade mną? A może tylko pojawiło się w mojej głowie, niczym ulotna myśl?

I znowu ten smród, jakby ktoś zafundował mi inhalację z wyrzyganych przez wieloryba resztek. Uśpione ciało wreszcie zaczęło się bronić. Z wnętrza moich płuc wydobyło się kaszlnięcie, raniąc krtań niczym odłamki pokruszonego szkła. Oczy otworzyły się szeroko, a światło niemal wypaliło w nich dziurę. Na ułamek sekundy krew stężała mi w żyłach, a te skurczyły się do rozmiaru ludzkiego włosa. Byłam pewna, że właśnie umarłam, lecz wtedy ból uderzył ze zdwojoną siłą, wyciskając spod powiek łzy. Zamrugałam, próbując odzyskać ostrość widzenia.

Świat jawił się jako niewyraźne impresjonistyczne dzieło, błękitna plama, która po chwili przybrała znaną formę. Patrzyły na mnie niebieskie oczy jakiegoś starca. Miały niepowtarzalny kolor, jakiego do tej pory jeszcze u nikogo nie widziałam. W tamtej chwili wydały mi się najpiękniejsze na świecie, ale zapewne moje odczucia zostały zniekształcone sporą dawką bólu.

- Hej, pomożemy ci! - powiedział starzec.

Musiał być jakimś bezdomnym włóczęgą. Jego twarz pokrywały brudne, gęste wąsy i ohydna broda wyglądająca niczym przyklejony do twarzy zdechły szczur. Włosy tłustymi, pozlepianymi strąkami opadały w dół, zasłaniając czoło oraz policzki, tworząc coś w rodzaju oślizgłego czepka.

- Jesteś ranna – powiedział mężczyzna, a ja znowu poczułam smród sfermentowanych śledzi, dobywający się z jego ust. - Musimy zabrać cię w bezpieczne miejsce, inaczej umrzesz.

Zemdliło mnie, żółć podeszła do gardła. Na chudego bociana, zaklinałam, by już więcej się do mnie nie odzywał.

- Za... za... - próbowałam wydusić z siebie te kilka słów.

- Jasne, zabierzemy cię stąd.

- Za... zab...- dukałam.

- Tak zabierzemy cię stąd – uparcie powtarzał mężczyzna.

DYSHARMONIAOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz