Powoli, wystudiowanym ruchem Hardy podał mi rękę. Jego palce silnie zacisnęły się na mojej dłoni i w tym momencie ciężar spadł mi z serca. Oczywiście, wiedziałam, że kiedyś nastanie taki dzień, w którym będę musiała pożegnać Niebieskookiego, ale jeszcze nie teraz. Odwlekliśmy tylko w czasie nieuniknione.
Gdy znaleźliśmy się w samochodzie wydałam kilka komend do komputera pokładowego. Dygotałam z zimna, które przenikało tę deszczową noc.
- Silnik: start, włącz autopilota, cel trasy: dom, ogrzewanie dwadzieścia stopni. - Oparłam głowę o zagłówek i chociaż rzadko to robiłam, pozwoliłam pojazdowi prowadzić za mnie.
Ruszyliśmy do domu, a ja miałam wrażenie, że zanurzyliśmy się w mrok nocy. Ogarnęło mnie przemożne uczucie, że coś jest nie tak. Mogłam mieć tylko nadzieję, że to skutek moich nadszarpniętych nerwów i przeczucie okaże się zupełnie nieuzasadnione. W końcu Hardy był cały i zdrowy.
- Wiesz co, waćpanno. Nic dziwnego, że nie wiesz jak obsługiwać normalny pojazd, skoro samochód wszystko robi za ciebie - odezwał się Niebieskooki.
- Tylko dzisiaj - odparłam, otwierając oczy i zerkając na niego. - Nie mam do tego głowy.
To były jedyne słowa, które padły z naszych ust podczas podróży do mojego mieszkania. Chciałam tyle powiedzieć, wyrzucić z siebie cały ten zlepek uczuć, ale tak dobrze milczało mi się w towarzystwie tego mężczyzny. Wystarczyło, że po prostu był obok, cichy i niezmienny. Ogarniał mnie wówczas spokój i poczucie bezpieczeństwa, a krępująca cisza czy dyskomfort były mi zupełnie obce.
Samochód zawiózł nas do podziemnego parkingu i zaparkował w wyznaczonym dla mnie miejscu. Dopiero gdy silnik się wyłączył otworzyłam oczy i pozwoliłam sobie spojrzeć na Niebieskookiego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, była jakby wykuta z kamienia. On sam rozglądał się ciekawie po podziemnym miejscu postoju.
- Chodźmy, tutaj mieszkam - wyjaśniłam.
- Dlaczego nie pojechaliśmy do Gota?
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami. - Po prostu to miejsce wydało mi się lepszym pomysłem- odparłam, a Hardemu wystarczyła taka odpowiedź.
Wysiadłszy z pojazdu przecięliśmy duży plac pełen równo zaparkowanych samochodów sąsiadów i udaliśmy się prosto do wind. Większość czekała w gotowości na poziomie zero, tylko jedna trzymała wartę na dole. Metalowe drzwi otworzyły się przed nami zalewając nas jaskrawym, białym światłem. Lustra uwidoczniły nasze twarze, do tej pory tak skrzętnie skrywane w mroku nocy. Na mojej odmalowało się przeraźliwe zmęczenie, Hardego przypominała obity owoc. W tym świetle wszystko było wyraźne, dokładne i totalnie dobijające.
- Dobry wieczór, które piętro? - zapytał automatyczny głos windy.
- Dwudzieste pierwsze - odpowiedziałam i nim zdążyłam zdjąć z siebie mokry kask, dźwig już zwalniał zbliżając się do wybranego piętra. Drzwi windy rozchyliły się przed nami usłużnie i wyszliśmy na korytarz, którego podłogę wyściełała posadzka z białej żywicy. Szłam przodem, a Hardy podążał pół kroku za mną, nadal milczący. Moje mieszkanie stanęło dla nas otworem, gdy przyłożyłam swój palec wskazujący do czytnika, by otworzyć zamek. Weszłam pierwsza, od progu zdjęłam kopniakiem buty, posyłając je w kąt. Skarpetki na szczęście były suche, kask zaś wylądował na wieszaku.
- Wejdź - powiedziałam, gdy Niebieskooki nie ruszył się z miejsca. - Śmiało, nie musisz ściągać butów jeśli nie chcesz.
Zdjął je mimo to i udał się za mną do salonu.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasyNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
