Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

59. Wysadźmy wszystko w pizdu!

97 20 0
                                        


Wrzucam rozdział bez korekty, więc na pewno finalnie będzie wyglądał trochę lepiej. Wiem, że niektóre zdania nie brzmią stylistycznie i może was atakować całe stado literówek, ale nie mam czasu na poprawianie w tej chwili, a chcę już zakończyć tę historię :)

Biegłam ile sił w nogach, a stukot moich butów odbijał się echem od pustych ścian korytarza. Serce waliło mi jak oszalałe, jakby zawładnęły nim jakieś trudne do sprecyzowania uczucia. Może strachu, może zakłopotania.

- Hardy!- krzyknęłam niemal go doganiając. - Zaczekaj!

Ale ani myślał się zatrzymać, a to przecież ja się na niego złościłam. To on mnie okłamał, zdradził i opuścił, więc dlaczego czułam się winna? W końcu go dogoniłam i zastąpiłam mu drogę.

- Poczekaj chwilę. - Spojrzałam na niego, ale wyglądał fatalnie. Ogromny wysiłek, nieprzespana noc i nie wiem co jeszcze, odcisnęło się na jego przystojnej twarzy.

- Niepotrzebnie sobie przerywałaś - powiedział zupełnie spokojnie, bez emocji.

- Co? Tamto? To on mnie pocałował. - Hardy uniósł wysoko brwi i ruszył wymijając mnie. Poczłapałam zza nim, dotrzymując mu kroku. - Oddałam pocałunek, żeby się upewnić czy coś jeszcze do niego czuję - próbowałam się usprawiedliwić.

- Rozumiem - mruknął pod nosem.

- Co rozumiesz? - Nie wytrzymałam

- Że wciąż go kochasz. Wracaj do niego i chociaż tym razem rozstańmy się bez kłótni.

No to mnie wpienił. Zagrdziłam mu drogę własnym ciałem.

- Po pierwsze to go nie kocham, głupku tylko ciebie. Po drugie to ty te kłótnie wywołujesz. Najpierw mnie okłamujesz, zdradzasz moje zaufanie, później twierdzisz, że wracasz opiekować się Bunią, a tymczasem ty sobie wyruszasz na jakąś misję, bo brakuje ci wrażeń. Trzeba było powiedzieć, że zwyczajnie masz mnie gdzieś. Wiesz co? Ja też mam już to wszystko gdzieś. - Zazgrzytałam zębami, zacisnęłam gniewnie pięści i odwróciłam się na pięcie wściekła jak nigdy. Tylko w zasadzie na co lub na kogo?

Mocne szarpnięcie zatrzymało mnie w miejscu. Palce Hardego zacisnęły się na przegubie mojej dłoni. Obróciło mnie o sto osiemdziesiąt stopni.

- Hej - warknęłam, wykonując zgrabny piruet i lądując w objęciach Hardego. - Co robisz?

- W tym rzecz, że nie wiem co robię. Zachowuję się jak idiota.

- No chociaż w tym jednym się zgadzamy.

- Nie tylko w tym.

- Czyżby?- Uniosłam brwi.

-Widzisz waćpanno... - obdarzył mnie głębokim spojrzeniem. - Ja też cię kocham.

Hmm. Zmrużyłam oczy, próbując sobie przypomnieć kiedy mu to do cholery powiedziałam i to w dodatku pierwsza.

- Może także musisz się przekonać, czy wciąż coś do mnie czujesz? - Przyciągnął mnie do siebie, objął w pasie, a mi chyba odcięło dopływ neuronów do mózgu. Czas mojej reakcji spowolnił na tyle, że gdy usta Hardego przywarły do moich, ja wciąż stałam jak słup soli, próbując przyswoić co on właściwie powiedział. Gdy wreszcie po mozolnej pracy umysłowej koła maszyny zatrybiły, objęłam go mocno.

- No wreszcie - szepnął w moje usta. - Bo poprzez moment bałem się że uszkodziłaś sobie mózg ,waćpanno, albo, że się przesłyszałem.

- Masz szczęście że mnie kochasz ...

DYSHARMONIAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz