57 Pamiętnik Spidermana

131 20 1
                                        


Odbijało mi się grillowaną cukinią i papryką, może dlatego, że trochę za bardzo ją przypaliliśmy, ziemniaki za to były cudowne. Zapomniałam już jak wspaniale wypełniają żołądek dając poczucie szczęścia i sytości. Hana z rozmarzoną miną pierwszy raz próbowała cukinii, papryki, bakłażana, nie mówiąc o przyprawach. Jedzenie wreszcie miało smak. Lumpiarstwu chyba też przypadło do gustu bardziej niż spaghetti Buni ze znoszonych sznurówek.

Siedzieliśmy na ganku. Na niebie znowu zaczęły się gromadzić burzowe chmury. Świat przybrał barwę złowrogiego granatu. Ten mrok wydawał się być zwiastunem grozy i nadchodzącego zła, jakby apokalipsa czaiła się tuż z progiem. Poczułam strach, że nie zdążymy jej zapobiec, że każda minuta jest na wagę złota. Czarne niebo rozjaśnił nagły błysk. Got podniósł się na nogi.

- Idę odczytać dysk babci - oznajmił, a ja odniosłam wrażenie, że przestraszył się nadciągającej burzy.

- Idę z tobą - rzucił Mel, którym kierowały chyba inne pobudki. - Nie rób takiej przestraszonej miny - rzekł, wstając. - Przecież powiedziałem ci, że to nie nastąpi dzisiaj, tylko dopiero za trzy dni. Chyba, że chcesz dzisiaj? - Błysnął zębami

- Idę z wami - zdecydowałam ku niezadowoleniu lumpa i wyraźnej uldze Gota.

Usiedliśmy we trójkę w schronie, cisnąc się przed panelem. Chciałam ulokować się pomiędzy kolegami, ale Mel mnie ubiegł. Got podpiął dysk do urządzenia, które zbudował razem z Ewą.

- Gotowi? - zapytał. - To odpalam.

Panel wypełnił obraz dobrze nam znanego pomieszczenia, które dekadę, temu wyglądało dokładnie tak samo jak teraz. Salon mieszczący się piętro wyżej, ta sama sofa, tylko w nieco lepszym stanie, ta sama tapeta i reszta mebli. Po chwili na sofie usiadła kobieta w czarnym szlafroku obdarzona pokaźną posturą i jak się okazało tubalnym głosem - babcia Felicita aka Ptasznik. W mojej skromnej opinii bliżej jej było do ptasznika niż babuni Feli.

- Cześć Gociu, kochanie moje - zaczęła babcia Ptasznik. - Skoro tego słuchasz, ja zapewne już dawno przewracam się w grobie. Mam nadzieję, że świat jeszcze istnieje, a apokalipsa nie nastąpiła. Domyślam się Gociu, że mi nie uwierzyłeś. Sama zresztą nie wierzyłam, gdy pewien mężczyzna opowiedział mi historię swoją i pewnego dziecka. Przez wiele dni nurtowało mnie jedno pytanie. Czy mówił prawdę? Pewnie zastanawiasz się teraz, co sprawiło, że twoja pragmatyczna do szpiku kości babcia uwierzyła w tego typu dyrdymały. Otóż Gociu, po niezliczonych rozmowach z dziadziem Tygrysem, zdecydowaliśmy, że należy wiedzę zgłębić empirycznie i, w rzeczy samej, doświadczyliśmy podróży do świata równoległego. Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, niestety jest najprawdziwszą prawdą. Granicę między światami przekroczyliśmy tylko raz, za pomocą niewielkiego urządzenia otworzyliśmy przejście. - Od razu pomyslałam o przedmiocie spoczywającym w moim plecaku. - To wystarczyło abym uwierzyła we wszystko, co mówił tamten człowiek. Ta wyprawa zmieniła całe nasze życie, nadała mu sens i stała się podwaliną pod wszystkie następne działania. Tego domu nie wybraliśmy przypadkiem. W piwnicy- wskazała palcem na podłogę - znajduje się schron przeciwatomowy. Dziadzio Tygrys go zbudował. - Nie wierzę. Babcia ptasznik, dziadek tygrys. Ale zoo. - Zhakowałam rządową bazę danych i ściągnęłam, a w zasadzie skopiowałam wszystko na dysk komputera w schronie, w tym dane, które później zostały z bazy usunięte, aby nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wiem, bo gdy próbowałam sprawdzić czy dodali coś nowego, już ich tam nie było. Tylko ty posiadasz teraz ich kopię. W twoich rękach spoczywa jedyny dowód na to, co tam się wyprawia. Tam, w drugim świecie. Wiem, że to brzmi zupełnie fantastycznie, Gociu, ale uwierz babci. Być może zbyt wiele kładę na twoje barki, ale musisz zgłębić te dane i zapobiec apokalipsie. Nikomu tego nie pokazywałam, ponieważ nie wiem do końca komu mogę ufać. Wiem, że są zwolennicy Dysharmonii jak i jej przeciwnicy, ale jedni przeciągają drugich na swoją stronę. Możliwe, że będziesz w tym wszystkim osamotniony jak ja i dziadzio Tygrys. Kiedyś podjęliśmy się wyprawy do pewnego miejsca, żeby ocalić kobietę, która może zapobiec wszystkiemu, ale nie byliśmy przygotowani na to, co nas spotkało i wstyd się przyznać, ponieśliśmy sromotną klęskę. To tam, w tamtym świecie zachorowałam. Jak wiesz odmówiłam przyjmowania regenerującego serum, gdy dowiedziałam się w jak okrutny i nieludzki sposób jest produkowane. Wiem, że jeszcze nie potrafisz tego zrozumieć, ale musisz odszukać pliki „Vivien Bruneau - Tajne", a wszystko stanie się jasne. Obiecuję. - Ptasznik zaniosła się kaszlem. Kątem oka dostrzegłam, że Got zacisnął pięści tak mocno aż pobielały mu kostki. - Choroba postępuje i to, co mnie czeka jest nieuniknione, Gociu. Prędzej czy później śmierć weźmie w ramiona każdego z nas. Żałuję tylko, że nie zobaczę jakim wspaniałym mężczyzną się stałeś. Gdy to nagrywam jesteś jeszcze dzieckiem. Celowo użyłam archaicznego dysku, żebyś nie mógł odczytać go od razu. Wiem, że zajmie ci to kilka dobrych lat, ale w końcu skonstruujesz odpowiedni komputer. Będziesz wtedy dojrzalszy i liczę, że udźwigniesz ciężar wiedzy jaki pozostawiam. Mam też niesłabnącą nadzieję, że zagłada nie nastąpi nim staniesz się dorosły i zdolny do ocalenia światów. I pamiętaj Gociu, bądź zawsze sobą, rób to co czujesz, a nie to co każą ci inni. Zawsze będą duchem przy tobie. Kocham cię i pozdrowię od ciebie dziadzia Tygrysa.

DYSHARMONIAOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz