Siedziałam na kamieniu cierpliwie czekając na nadejście świtu. Nie wiem dlaczego, ale łudziłam się, że ujrzę pierwsze promienie słońca. Marzyłam, by ogrzać twarz w ich ciepłym świetle, zamiast tego w oddali szarzejące niebo rozjaśniła błyskawica. Z wnętrza jaskini docierał płacz małej Ameliki. Hana musiała ją jeszcze nakarmić po czym mieliśmy ruszyć w drogę, niestety trasą dłuższą i według mnie bardziej niebezpieczną. Gdyby lumpiarstwo zaufało mojej kobiecej intuicji, drogę przez dolinę do miejsca, w którym zostałam znaleziona pokonalibyśmy dwa razy szybciej. Istniało duże prawdopodobieństwo, że stamtąd mogłabym dostać się do domu. Na samą myśl o tym czułam dziwne podekscytowanie, ale i pewne obawy. Bynajmniej, trzy trolle uparły się, że jestem pechowa. Osobiście uważałam, że moja skromna obecność nie mogła niczego zmienić, a już tym bardziej zaważyć na losach naszej misji.
Mel przysiadł obok mnie.
- I jak tam, waćpanno? Gotowa do drogi?
- Bardziej już chyba nie mogę. Kiedy dotrzemy na miejsce?
- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to za kilka dni, ale mogę cię zapewnić, że nie pójdzie.
- Świetnie.
Po niespełna pół godzinie udało nam się opuścić jaskinię. Hardy szedł na przedzie, za nim Hana i West, który zobowiązał się nieść maleństwo. W tym celu przywiązał sobie koc termiczny i zrobił z niego coś w rodzaju nosidełka. Mel dźwigał torbę Hany, która ponoć zawierała wiele niezbędnych dla dziecka przedmiotów. Jakieś śmieszne ustniki, kilka szmat, które, jak twierdzili żarliwie miały być pieluchami tetro coś tam, ale obok pieluchy to to w ogóle chyba nigdy nie leżało. Cała czwórka musiałaby zobaczyć, pampersy, które aplikowało się na pupcię bobasów w Terze. Cudowne, mięciutkie, nieprzemakające i nie powodujące odparzeń cudeńka. Gdy zapytałam, co zamierzają zrobić, gdy dzidziuś narobi w tę szmatę, wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że wymienić, a tamtą wyprać. O zgrozo! Torba Hany zawierała również białą posypkę, którą młoda mama dość obficie skąpała niemowlęce pośladki córeczki. Wszystko to było bardzo dziwne i zyskałam niemal stuprocentowa pewność, że jak nic maleństwo nam się pochoruje.
Szliśmy wąwozem, otaczały nas wysokie skalne ściany. Co jakiś czas robiliśmy przerwę, by Hana mogła odpocząć, bo biedna w połogu musiała czuć się fatalnie. Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Że też Hardy podał mi ten lek. Ponadto, co trzy godziny mała Amelika musiała zjeść, a karmienie przeciągało się nie raz do godziny, takie to dziecko było żarłoczne. Nam wystarczyła jedna tabletka sycąca. Mel zdołał przefiltrować całkiem sporo deszczówki. Miałam pewne obawy jeśli chodzi o jej picie, wszak wypaliła mi pokaźne dziury w skórze. Na szczęście proces filtracji pozbawiał ją żrących właściwości o czym przekonałam się wylewając odrobinę cieczy na dłoń. Mieliśmy zatem wodę. I tyle jeśli chodzi o dobre wiadomości.
Niestety im bardziej zapuszczaliśmy się w góry tym robiło się zimniej. Gdzieniegdzie pojawiały się łaty śniegu. Moje usta już od jakiegoś czasu opuszczała biała mgiełka powietrza. Doktorek pożyczył Hanie swoje spodnie, oczywiście zapasowe, które upchnął wcześniej do bagażu. Były co prawda o wiele za duże, ale wystarczyło podwinąć parę razy nogawki, obwiązać je w pasie liną i voila, dziewczyna nie marzła w tej swojej sukni. Nie wiedziałam tylko na jak długo to wystarczy. Miałam bowiem niesłabnące przeczucie, że jak nic zabłądzimy. Wąwóz od jakiegoś czasu przybrał kształt skalnego labiryntu i tylko niewielkie, bardzo archaiczne urządzenie zwane kompasem wskazywało nam prawidłowy kierunek. Na chudego bociana czy nikt tu nie słyszał o GPS?
Podczas kolejnego postoju ulokowaliśmy się pod wielkim głazem, na skrzyżowaniu kilku korytarzy. Mel wyciągnął ze swojego plecaka dwa czarne futra. Jedno podał Hanie mówiąc: „Załóż, za chwilę zrobi się zimno", a drugie wcisnął mnie.
CZYTASZ
DYSHARMONIA
FantasíaNiedoszła policjantka, seksowny lump, melodramatyczny wróżbita, stary psychiatryk, martwa pacjentka, zapomniana przez wszystkich, skrywająca tajemnicę fabryka, wyznawcy Różowego Penisa i miejsce, które rzekomo nie istnieje. Jedna noc, jedna z poz...
