45. Coś bardzo złego

744 40 34
                                        

Następny dzień upłynął im głównie na usiłowaniu wprowadzenia swoich postanowień w życie. Theo za wszelką cenę starał się sprawiać, aby Liam czuł się tak komfortowo, jak to tylko możliwe, natomiast Dunbar próbował po prostu zachowywać się normalnie i właściwie całkiem dobrze mu to szło. W rezultacie Raeken traktował swojego chłopaka, jakby był ze szkła i mógł się zaraz rozkruszyć, a Liam nie do końca rozumiał, co się dzieje. Przecież nieźle szło mu ukrywanie tego, jak bardzo się boi, więc dlaczego Theo tak wokół niego skakał? Odpowiedź była całkiem prosta. Raeken po prostu domyślał się, że spokój i pewność jego chłopaka są udawane... I może gdyby z nim o tym porozmawiał, zamiast iść w zaparte i kontynuować swój plan, wszystko potoczyłoby się inaczej...

Przełom nastąpił bardzo szybko, bo już tego samego wieczora, kiedy podczas luźnej rozmowy Dunbar przypadkowo oznajmił, że następnego dnia zamierza pójść na trening lacrosse. W jednej chwili wyraz twarzy Raekena zmienił się z beztroskiego i zrelaksowanego na zaskoczony i przestraszony. Spodziewał się, że jego chłopak odpuści sobie trenowanie dopóki sytuacja z łowcami się nie wyjaśni i sądził, że byłoby to wyjątkowo rozsądne rozwiązanie. Bądź co bądź podczas gry Liam był szczególnie narażony na atak ze strony innych chłopaków z drużyny, którzy chcieliby go skrzywdzić. W dodatku nie miał przy sobie swojej kotwicy – nawet, jeśli Theo towarzyszyłby mu siedząc na trybunach, to nie był w stanie kontrolować go w pełni. Nie wydawało mu się, żeby udział w treningach był najmądrzejszym pomysłem w obecnej sytuacji i to właśnie powiedział Dunbarowi, ten jednak nie wydawał się rozumieć jego punktu widzenia.

– Sam mówiłeś, że za dużo się przejmuję – przypomniał – A teraz, kiedy staram się żyć normalnie, to nagle masz jakiś problem i skaczesz wokół mnie, jakbym miał się rozbić. Nie jestem ze szkła, Theo. I nie jestem taki słaby, jak może się wydawać.

– O co... – zaczął Raeken, jednak w ostatniej chwili ugryzł się w język. Wiedział, że nie powinien dolewać oliwy do ognia, więc, zamiast dokończyć to pytanie, zaczął jeszcze raz – Nie uważam, że jesteś słaby. Po prostu nie powinieneś się narażać bardziej, niż to konieczne. Treningi nie są bezpieczne, jesteś na nich łatwym celem.

– Corey i Nolan chodzą – upierał się chłopak – A ja mam tchórzyć? Już i tak za dużo to robiłem, opuszczałem szkołę, uciekałem... Nie mogę więcej, zrozum.

Po jego twarzy widać było, że z całej siły próbuje być opanowany, ale nie trzeba było żadnych nadprzyrodzonych mocy aby stwierdzić, że jest wściekły. Niewiele było potrzeba, żeby go zezłościć, zwłaszcza ostatnimi czasy...

– Nie rozumiem, bo wiem, że tego nie chcesz – odparł Theo, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie zaraz przekroczy granicę – Boisz się i to jest w porządku, wiesz o tym, więc... Czemu się zmuszasz? Komu i co próbujesz udowodnić?

Jeszcze zanim skończył mówić, zobaczył, że dłonie Liama zaciskają się w pięści.

– Sobie i tobie, że nie jestem tchórzem – odpowiedział przez zaciśnięte zęby. Raeken westchnął ciężko.

– Wiem, że nie jesteś – zapewnił – Ale... Ta sytuacja cię przerasta, więc nie musisz udawać, że świetnie sobie radzisz.

– Nie udaję – warknął Dunbar – Próbuję naprawdę sobie radzić, ale ty mi nie pozwalasz i pieścisz się ze mną jak z małym dzieckiem.

– Po prostu się troszczę – poprawił Theo.

– To przestań, bo ci nie wychodzi – oburknął Liam – Jakoś nie czuję się lepiej, kiedy na każdym kroku mi przypominasz, jak bardzo sobie nie radzę.

Zabolało. Oboje doskonale wiedzieli, że chłopak właśnie uderzył Raekena w najbardziej czuły punkt, ale Dunbara w tej chwili to nie obchodziło. Kiedy wpadał w złość, nie liczyły się dla niego uczucia innych, nie potrafił nawet o nich pomyśleć, więc zdawał się w ogólnie nie zauważać tego, jak Theo spiął się na jego słowa. Dla niego właśnie stało się coś strasznego – w jego mniemaniu zawiódł jako chłopak i jako kotwica. Powinien sprawiać, że Liam będzie czuł się dobrze, bezpiecznie i komfortowo, a nie przypominać mu o wszystkim, co złe... Jak zwykle, nie potrafił przemówić sobie, że to nie jego wina, że pomyłki się zdarzają, a on przecież nie siedzi w głowie swojego chłopaka i nie może wiedzieć, czego dokładnie potrzebuje. Sam nie mógł do tego dojść – potrzebował kogoś, kto by mu to powiedział. Zazwyczaj za takie sprawy był odpowiedzialny Dunbar, jednak tym razem Theo zdecydowanie nie mógł na niego liczyć. Dlatego spuścił głowę, biorąc całą winę na siebie... Tak zawsze było łatwiej.

Rules (Thiam)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz