49. Stłuczona szklanka

651 37 56
                                        

Jako pierwsza odezwała się Jenna, a jej ton, ku uciesze Theo, był pełen rozbawienia.

– No i co teraz? Taki zapominalski jesteś, że musimy przenieść świętowanie na następny dzień. Dobrze, że Stiles i Scott akurat przyjechali, bo inaczej byśmy się dowiedzieli za miesiąc.

To mówiąc podeszła bliżej do chłopaka i zanim ten w ogóle zdążył się zorientować, co się dzieje, przytulała go już mocno, szepcząc mu życzenia. Zaraz potem w jej ślady poszedł David, który nie zapomniał również, aby życzyć Raekenowi dostania się na biotechnologię. Chłopak nie sądził, że ten wieczór może być bardziej idealny, ale proste gesty państwa Geyer właśnie takim go uczyniły. Uśmiechnął się do nich z wdzięcznością.

– Tak się złożyło, że kupiłam kurczaczki i frytki, więc mogę zrobić dobrą kolację – poinformowała Jenna, sprawiając, że Theo zrobiło się jeszcze cieplej na sercu przez to, że pamiętała o jego ulubionym jedzeniu – Ale na prezent będziesz musiał do jutra poczekać. Ale myślę, że wytrzymasz.

Ostatnie zdania wypowiedziała żartobliwym tonem, jednak chłopakowi nie do końca było do śmiechu. Wiedział, że to zupełnie naturalne, że państwo Geyer chcą mu kupić prezent na urodziny, w końcu tak to działało w normalnych rodzinach, jednak nadal trudno było mu się do tego przyzwyczaić. Przecież i tak tyle im zawdzięczał. Przygarnęli go do siebie mimo jego przeszłości, pomagali mu, byli jak rodzice, których dawno stracił... Po co do tego prezent? Wspólna kolacja i miło spędzony dzień zdecydowanie wystarczyły.

Wiedział, że tymi słowami wywoła burzę, ale nie potrafił się powstrzymać.

– Ale... Nie musicie mi kupować prezentu. Wystarczy mi, że z wami mieszkam, nic więcej nie potrzebuję.

Tak jak się spodziewał, David i Jenna spojrzeli po sobie w zbolały sposób. Pani Geyer westchnęła ciężko, zanim ponownie się odezwała.

– Słonko... – zaczęła – Co ci ostatnio mówiłam o zachowywaniu się jak rodzina?

Theo doskonale pamiętał całą wczorajszą rozmowę, która wynikła z jego ochoty na słodycze, ale nie uważał, że może porównywać te dwie sytuacje. Prezent urodzinowy bądź co bądź był droższy niż czekolada... Nadal nie umiał przemówić sobie, że państwo Geyer traktują go jak syna i po prostu nie wyobrażają sobie mu czegoś nie dać, bez względu na cenę. Nawet jeśli wiedział, że są raczej zamożni i utrzymywanie go nie robi im żadnej różnicy, czuł się jakby ich wykorzystywał. A przecież jeszcze nawet oficjalnie się nie wprowadził.

– Pamiętam, ale ja naprawdę nic nie potrzebuję – powiedział, starając się brzmieć wiarygodnie, choć było to oczywiste kłamstwo – Nawet jakby nikt się nie dowiedział, to to i tak są moje najlepsze urodziny od dziesięciu lat.

– I bardzo dobrze. Dlatego powinniśmy zrobić coś, żeby były jeszcze trochę lepsze – stwierdził David. Theo przygryzł wargę, a doktor Geyer na ten widok odezwał się ponownie, kładąc mu rękę na ramieniu – Dzieciaku... Przestań chrzanić, że nic nie potrzebujesz, bo i tak dobrze wiemy, dlaczego nie chcesz prezentu. Ale musisz zrozumieć, że po prostu nie ma opcji, żebyś go nie dostał, jasne?

Raeken westchnął boleśnie, ale wiedział, że nie ma szans wygrać na argumenty z Davidem. Tym bardziej, że mężczyzna ewidentnie miał rację, a przez niego przemawiały jedynie stare, niezabliźnione rany, które utrudniały mu logiczne myślenie. Pokiwał głową, zgadzając się w milczeniu. Doktor Geyer z zadowoleniem poklepał go po plecach.

– No i to rozumiem – stwierdził – A co do tego, co powiedziałeś wcześniej, że wystarczy ci, że z nami mieszkasz... To przypominam, że jeszcze się nawet nie wprowadziłeś. Może najwyższa pora coś z tym zrobić?

Rules (Thiam)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz