wiedźma zen

80 4 0
                                        

Dla Klausa najgorsze było czekanie. Wendy po prostu leżała. Bardzo długo. Nie ruszała się. Wyglądała jakby była martwa. Nienawidził tego. Pod tym względem był słaby, ale nie mógłby przestać się o nią martwić. Za bardzo ją kochał. Coraz trudniej było mu trzymać się na dystans. Ona jednak nie zachowywała się jakby chciała przekroczyć pewną granicę. Wpatrywał się w nią już od dłuższej chwili. Była dobra, delikatna, ale potrafiła zaleźć za skórę, opiekuńcza i przede wszystkim twarda. Nie pozwalała nikomu przekroczyć mostu, który prowadził do poznania jej.  Nie stał daleko od niej więc kiedy ta bardzo gwałtownie podniosła się do siadu od razu znalazł się przy niej.

- Hej cukiereczku. Już dobrze. - miała rozbiegany wzrok, przyspieszony oddech i gwałtowne ruchy. - Wendy jak się czujesz ?

- Co z Haeley ? Klaus co z Haeley ? - spojrzała na niego wystraszona.

- Jest cała. Dzięki tobie. Dziękuję. - uśmiechnął się do niej. Ona również się uśmiechnęła wiedząc, że nic jej nie jest. - A jak z tobą ?

- Ja ? Ja mam się super. - była blada, ale jak zwykle grała dobrą minę do złej gry. - Idę do domu. - odparła i od razu chciała wstać. Klaus jednak ją przytrzymał i nie pozwolił wstać. - Co robisz ?

- Masz odpoczywać, a nie się nadwyrężać. - chciał ją mieć na oku. Gdyby poszła do domu musiałby iść z nią. Mimo wszystko wolał mieć zarówno jak i Wendy, tak i Haeley pod jednym dachem.

- Przecież mi nic nie jest. - powiedziała od razu. - Idę do domu. - powiedziała stanowczo. Znowu ją powstrzymał. - Możesz przestać ?! - zapytała podirytowana.

- Nie zamierzam ci pozwolić wstać od razu po tym kiedy obudziłaś się po kilku godzinach nieprzytomności. - zaśmiała się prześmiewczo.

- Proszę cię. Takie coś to nic takiego. Naprawdę. - zarzekała się. Tak właściwie to chciała być w domu i się popłakać. Wciąż nie mogła dojść do siebie po tym co się stało. Ojciec Klausa chciał zabić własnego wnuka. To było chore. Przynajmniej nie chciał go wykorzystać żeby zyskać siłę. Widział co się dzieje. 

- Myślisz, że nie widzę, że chce ci się płakać ? - zapytał całkiem spokojnie. 

- Ja nie.... - warga jej zadrżała. Była wystraszona. Nie chciała żeby to widział. Jak się rozpada. Po raz kolejny tak właściwie. Kilka łez spłynęło po jej policzkach. Mężczyzna ją przytulił. Oddała uścisk niemal od razu. 

- Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczny cukiereczku. Ocaliłaś moje dziecko i jego matkę. Dziękuję. - pogłaskał ją po głowie trzymając ją w uścisku. - Będzie dobrze. Damy sobie radę.

↢        ↣

Minęło już sporo czasu od tamtej sytuacji. Wendy zdarzało się coraz częściej spać w posiadłości. Czuła się tam bardziej bezpiecznie. Ostatnio też jej samopoczucie się poprawiło i wyglądała o wiele lepiej. Ukradkowe spojrzenia pomiędzy Klausem a Wendy zmieniły się do przeciągłych spojrzeń i dodatkowo coraz więcej fantazji z tym drugim. Uczucia w nich wrzały, ale żadne nic z tym nie robiło. Wszyscy, którzy byli dookoła nich byli poirytowani ich zachowaniem, które przypominało nastolatków, którzy są napaleni na siebie i udają, że jedno nie zna drugiego. Dzisiaj jednak spała u siebie. Kiedy więc przyszła do posiadłości i zastała Klausa i Genevieve w jednym pomieszczeniu oczywiście, że była zazdrosna, ale nie chciała tego pokazać. 

- Dzień dobry. Mam nadzieję. - powiedziała. Oczy pierwotnego od razu padły w jej stronę i zaczęły błyszczeć. Uśmiechnął się krótko i wrócił spojrzeniem na stół. - Co tam macie ?

- Zaklęcie. Twoja matka stworzyła bardzo wyrafinowane zaklęcie.- białowłosa od razu się skrzywiła kiedy to usłyszała. Podeszła bliżej i spojrzała zza oparcia krzesła po przeciwnej stronie od Mikaelsona. - Była bardzo zdolną wiedźmą.

tylko tyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz