narodziny

94 7 0
                                        

Klaus i Wendy szli do jadalni, w której to Genevieve przygotowywała zaklęcie.  Mężczyzna widział, że białowłosej coś ciśnie się na język. W końcu się zatrzymał, a tym samym kobieta również.

- Powiedz co chcesz powiedzieć. - odparł zirytowany.

- Sądzę, że to beznadziejny pomysł. - mieszaniec przewrócił na to oczami.

- Wendy, rozmawialiśmy już o tym. - powiedział z uśmieszkiem. - Oni wszyscy będą nam potrzebni.

- Nie mówię, że nie. Chodzi mi bardziej o osobę, która wykonuje zaklęcie. Ja jej wciąż nie ufam.

- Wiem cukiereczku. - położył jej dłonie na ramionach. - Nigdy nie powiedziałem, że ja też jej ufam w pełni, ale ona jest jedyną wiedźmą, która może to zrobić. - westchnęła głęboko i spojrzała na niego niepewnie. - Nieważne co się wydarzy to damy sobie radę.

- No niech ci już będzie. - minęła go i obejrzała się szybko - Ale jak coś się stanie to powiem coś co cię z pewnością wkurzy. - uśmiechnęła sięszeroko.

- Co takiego ? - odwzajemnił jej uśmiech.

- A nie mówiłam. - tym razem zaśmiał się w głos. Ich dobre humory trochę zelżały kiedy weszli już do miejsca, w którym wiedźma stała przy stole nad rozłożonymi kamieniami i kartkami z zaklęciami.

- Wierzę, że wszystko gotowe. - powiedział mężczyzna na wstępie.

- Prawie. Ostatni składnik jest dość kłopotliwy. Zaklęcie ma kontrolować przemianę. Potrzebuję krwi wilkołaka, który się nie przemieni podczas pełni. Pomyślałam o Haeley bo jest w ciąży.. 

- Wykluczone. - przerwał jej od razu Klaus. - Nie narażę matki mojego dziecka na efekt uboczny czarów. Jestem pół wilkołakiem. Kontroluję przemiany. Weź moją krew. - wystawił swój nadgarstek w stronę czarownicy.  Wendy niezbyt się to wszystko podobało, ale ufała, że hybryda wie co robi. Kiedy czarownica wzięła nóż do ręki, pierwotny z wyraźną groźbą powiedział. - Jeżeli nie dotrzymasz umowy skutki będą katastroficzne.

- Potrafisz oczarować kobietę. - odpowiedziała na co białowłosa przewróciła oczami. Nacięła wewnętrzną część jego dłoni, a ten ścisnął ranę, a krople krwi opadły na kamienie. Poczekali trochę na Haeley i Elijah, którzy do nich dołączyli. Wiedźma wymawiała teraz jakieś zaklęcie. Nagle weszła do pomieszczenia Francesca.

- Moi ludzie powiedzieli, że Marcel coś szykuje i nie będzie sam. - Klaus westchnął i powiedział do brata.

- Zajmij się Haeley. - posłał spojrzenie Millrace i wyszedł. Straszy Mikaelson od razu ruszył.

- Chodź ze mną. - zwrócił się do wilkołaczycy.

- Nie. Ktoś musi jej pilnować. - wskazała głową na wiedźmę.

- Wesprzyj Klausa. - zaczęła Francesca. - Moi bracia nie poradzą sobie z armią wampirów. - Wendy spojrzała na nią podejrzliwie. Coś jej nie pasowało. - Zostanę z Haeley. Może ty też powinnaś...

- Podziękuję. - przeszkodziła od razu białowłosa. - Ona ma rację. Pilnuj żeby nie zrobił nic głupiego. - ciężarna podeszła do Elijah, a Wendy usłyszała jak ta powiedziała do niego.

- Nie miej skrupułów. - białowłosa zauważyła jakie spojrzenia wzajemnie sobie posyłali. Domyśliła się, że coś zaszło między nimi i to całkiem niedawno. Słyszała z dołu odgłosy walki. Martwiła się. Jak zwykle zresztą. Do pomieszczenia wszedł jakiś facet i zwrócił się do Francesci.

- Pani Correa, pora uciekać. Pani bracia się wycofują.

- Nie. Jeszcze nie. - telefon Haeley zadzwonił jednak ta od razu odrzuciła połączenie. Genevieve przestała wymawiać zaklęcia i wzięła jeden z kamieni do ręki.

tylko tyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz