Droga jeszcze trochę im zajęła. Dla Wendy się ona strasznie dłużyła. Między mężczyznami nie padły żadne słowa, natomiast kobieta co jakiś czas rozmawiała to z jednym to z drugim. Nie do końca rozumiała dlaczego zależy jej na aprobacie biologicznego ojca Klausa, ale tak było i nic nie mogła na to poradzić. Cała trójka dotarła do wysokiego, wręcz ogromnego drzewa. Tuż przy jego rozgałęzieniu znajdowały się kwiaty. Problem jednak było to, że dookoła drzewa rosła werbena. Dosłownie wszędzie.
- Werbena. Jest wszędzie. - warknął Klaus. - Bezwzględna matka zastawiła pułapkę.
- Zdobędę dla ciebie Marlog. - oznajmił Ansel.
- Za jaką cenę ? - zapytał Klaus, a jego ojciec od razu się odwrócił z wyraźnym niezadowoleniem. Rzucił nożem o ziemię i zbliżył się do Mikaelsona.
- Użyj wampirzych zdolności, przejrzyj mój umysł, a zobaczysz, że nie spiskuję z twoją matką. - powiedział ze złością.
- Nie chcę wiedzieć co się roi w twojej głowie. - mieszaniec był przy tym bardzo spokojny, ale jednocześnie sarkastyczny.
- Jestem zaskoczony twoim tchórzostwem. Trzęsiesz się ze strachu, a tymczasem twój brat cierpi. - Wendy patrzyła pomiędzy tą dwójką.
- Mam was powoli dość. - wyszeptała pod nosem.
- Zbierz storczyki. - bardziej zażądał niż poprosił Klaus, po czym odszedł.
- Nik zapomniał dodać proszę. - od razu dodała białowłosa.
- Wcale nie! - odkrzyknął jej.
- Cicho! - warknęła na niego i odetchnęła. Miała dość nerwów, a oni obaj jeszcze jej dodatkowych przysparzali. Nadszedł wieczór, a cała trójka siedziała przy rozpalonym ognisku. Wendy obok Klausa, a Ansel na przeciwko nich. Obrabiał kwiaty, żeby można ich było użyć.
- Ostrza można użyć do różnych celów. - zaczął o dziwo mieszaniec.
- Mikael nauczył cię zabijać, ale urodziłeś się żeby tworzyć. - odpowiedział mu ojciec. - Pogodzenie się ze swoją naturą daje siłę.
- Powinienem przyjąć propozycję matki i poświęcić mój wampiryzm, a co potem ? Zostać florystą ? - Ansel zaśmiał się na żart Niklausa, co zrobiła i kobieta.
- Niczego byś nie poświęcił. Jako wilk mógłbyś być królem całego gatunku. Zaznałbyś prawdziwego spokoju. - na chwilę zamilkli. - Byłbyś lepszym ojcem.
- Nie jestem już ojcem. - powiedział ciszej. Wendy złapała ukochanego pod ramię i splotła przy tym ich palce głaszcząc kciukiem zewnętrzną część jego dłoni. Klaus jednak wstał po chwili i odszedł od nich dwa kroki. Kobieta zacisnęła usta w wąską linię.
- Wiesz, w zwierzęcej formie jesteśmy bardziej wyczuleni. Gdy byłeś mały po każdej pełni budziłem się coraz bliżej twojej wioski. - zaczął opowiadać. - Jakbyś mnie przyciągał. Tutaj gdy się przemieniam budzę się coraz dalej od Nowego Orleanu. - z twarzy białowłosej dało się wyczytać, że ona już wie. Ona wie, że on wie. - Jakby mnie wzywał twój potomek.
- Nik tylko spokojnie... - powiedziała Wendy widząc jak ten się obraca.
- Wiem, że twoje dziecko żyje. - chwila ciszy nastała, a po niej Ansel wstał i podał Klausowi ścierkę, na której były korzenie. - To pomoże Elijah.
- Ansel... - zwrócił jego uwagę Klaus. - Skłamałbym gdybym powiedział, że twoja propozycja nie była kusząca. Nie sądziłem, że rodzic może być tak życzliwy. - nagle niedaleko nich usłyszeli szelest. Wendy wstała i zrobiła kilka kroków w tamtą stronę.
CZYTASZ
tylko ty
Romancedobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
