Obecnie relacja Wendy i Klausa się ociepliła. Chemia między nimi szalała, ale ani jedno ani drugie nie robiło żadnych kroków w przód. W ostatnim czasie białowłosa bardziej skupiła się na studiach, a hybryda również była zajęta swoimi sprawami. Dla dziewczyny właśnie kończył się okres, w którym jedyne co robiła to się uczyła i starała się odwiedzać Haeley i bracia Mikaelsonów kiedy miała na to czas. Teraz mogła z stoickim spokojem porzucić tryb nauka i przerzucić się na tryb oaza spokoju. Co prawda przy rodzinie takiej jak Mikaelsonowie nie było to raczej możliwe. Przyszła do posiadłości w zadziwiająco dobrym humorze. Po tym co się stało z Siomonem dziewczyna była raczej przygaszona. Nadal tak było, ale teraz już było znacznie lepiej.
- Czego tak szukasz ? - zapytała, kiedy weszła do pokoju, w którym Klaus przerzucał książki nie martwiąc się o to czy się zniszczą.
- To pytanie, na które chętnie usłyszałbym odpowiedź. Może mógłbym pomóc ? - zapytał Elijah kiedy stanął obok białowłosej w progu drzwi.
- Tak, faktycznie, wierzę, że jesteś w stanie pomóc. Szukam pewnej książki... tej wielkości... - podniósł książkę wielkości bloku A4 - w której znajdę wszystkie bardzo potężne zaklęcia naszej matki. - Millrace na te słowa od razu przewróciła oczami. - Wydaje się, że jest nie na swoim miejscu.
- Jak bardzo tajemniczo. - powiedział znudzony Elijah i usiadł do biurka, a Wendy w fotelu.
- Istotnie. Na początku myślałem, że wiedźmom się udało, a ich wysiłki nie poszły na marne, ale biorąc pod uwagę ich ostatnią próbę, kiedy to jakże wyrozumiale potraktowałem rękę wytatuowanego mężczyzny, zacząłem się zastanawiać nie był trochę bliżej domu. - Kalus spojrzał znacząco na brata. Ten wyczuł jego spojrzenie i zwrócił swój wzrok na niego. Dosłownie na chwilę. Cały czas siedział w jakiś papierach. Klaus zrobił kilka kroków w stronę biurka.
- Nie czyń tego trudniejszym niż jest w rzeczywistości bracie.
- Trzeba przyznać, że miałem wątpliwości bracie i teorie, że twoje zachowanie i nagłe zainteresowanie księgą zaklęć naszej matki jest związane, z jakąś głupotą, a ty prowadziłeś się z wilkami półksiężyca. - odpowiedział starzy z braci. - Dlatego też wziąłem to ze sobą w bezpieczne miejsce. Takie, w którym małe niebezpieczne i ciekawskie palce go nie dosięgną.
- A ja myślałem, że to ty ze wszystkich ludzi, zrozumiesz, że staram się pomóc wilkom. Gra samarytanina to przesada. Mistrz do słabeusza, że tak powiem. - powiedział młodszy Mikaelson przechadzając się po pokoju.
- Jak szlachetnie z twojej strony. - odpowiedział Elijah z wyraźnym wydźwiękiem sarkazmu.
- Czy kiedykolwiek zauważyłeś, że zarówno ja, ty i Wendy staramy się zapewnić Haeley bezpieczeństwo, za pomocą magii naszej matki, by jej ludzie byli zdolni ją chronić ?
- Tak oczywiście. - przyznał Klausowi Elijah. - Oczywiście o ile nie planują odwetu za lata spędzone na wygnaniu, a Haeley nie znajdzie się w samym środku powstania, które będzie prowokować nas do interwencji i dalszego korzystania z przemocy. Widzisz bracie, dużo ryzykujesz kierując Nowy Orlean w kierunku wojny. Nie mogę pozwolić żeby to się stało.
- Bębny wojny biły na długo przed naszym powrotem. Sugeruję byś zaczął więcej używać tego tego... - zrobił ruch ręką pokazujący gadanie po czym wskazał swoje uszy... - mniej tego. - mieszaniec rozsiadł się na kanapie, która była na przeciwko fotela Wendy. Spojrzał na nią uważnie. Widział już jak weszła, że trochę odżyła. To był dobry znak.
- Wendy co ty sądzisz o tym pomyśle ? - zapytał ją starszy pierwotny. Poprawiła się w fotelu i nie musiała się zastanawiać nad odpowiedzią.
- Uważam, że korzystanie z pomocy waszej matki to najgłupszy pomysł pod słońcem. Jednak, ja jej po prostu nie cierpię. Sam pomysł z wilkołakami nie jest głupi. Patrząc, na to że Jackson przewodzi nie myślę, że będzie chciał zemsty. - wyraziła swoje zdanie.
CZYTASZ
tylko ty
Romansadobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
