- Szybko złapał trop. - stwierdziła Haeley kiedy szły za wilkiem.
- Każdy z moich duchów jest w tym dobry. - westchnęła krótko. - Po tym co się wtedy stało moje wyostrzone zmysły trochę zwietrzały, że tak to ujmę. - szły chwilę w ciszy. Marshall od dawna chciała porozmawiać z kobietą, ale nie potrafiła spojrzeć jej w oczy. Wendy Millrace robiła wszystko żeby ta poczuła się lepiej. Widziała to i bardzo doceniała. Byłaby głupia gdyby tak nie było. Prawdą było jednak to, że ona sama nigdy jej za to nie podziękowała.
- Wendy... - zaczęła cicho. Ponieważ wcześniej się białowłosa wyprzedziła hybrydę musiała teraz przystanąć. Odwróciła się w jej stronę. - Dziękuję. Jestem ci cholernie wdzięczna bo gdyby nie ty to myślę, że każdy z nas skończyłby na padole. - musiała przyznać, że trochę zmieszała się na jej słowa.
- Ale wiesz, że nie masz za co, prawda ? Poza tym Elijah też bar...
- Nie. Nie zgodzę się z tobą. - zamrugała w niezrozumieniu i zmarszczyła brwi przypatrując się ciemnowłosej. - Elijah robi wszystko żebyśmy nie stali się pozbawionymi uczuć mieszańcami. Ty robisz wszystko żebyśmy byli tym kim byliśmy dotychczas i nie pozwalasz nam się rozpaść na kawałki. - Haeley myślała teraz jeszcze o czymś innym. Tak wiele słów cisnęło jej się teraz na język. - Cholera spójrz na to. Nie zliczę ile razy uratowałaś mnie. A oni ? Nawet nie wiedzą co musiałaś poświęcić.
- Haeley wystarczy. - powiedziała stanowczo. - Kocham was. Każdego po kolei. Jesteście moją rodziną i nie mogę was tracić bo wtedy... - zastanowiła się czy powinna to powiedzieć, ale zdecydowała się, że to zrobi. - wtedy ja stracę sens życia. Nie będę mogła żyć wiedząc, że straciłam rodzinę po raz drugi. Już wtedy.... - ugryzła się w język. Nie przekraczaj granicy. Przeszło jej przez myśli.
- Wendy... - nie wiedziała co powinna powiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że białowłosa kobieta miała cholernie trudne życie. To było bardziej niż pewne zwłaszcza, że miała problem z mówieniem o rodzinie. Nikt nie wiedział jak jej życie wyglądało, ani co się w nim wydarzyło. - Nam też na tobie zależy i dlatego chcemy o ciebie zadbać, ale musisz nam mówić co się dzieje.
- Nie ja jestem teraz najważniejsza. I nie będę. Hay jestem nomadem, który przeżył śmiertelny dla mojego gatunku cios. Mam umiejętności, które przewyższają innych. Musimy obecnie zająć się innym problemem. - zauważyła jak wilk zaczyna się kulić bliżej ziemi i podchodzić jakby czaił się na swoją ofiarę. Wskazała palcem na ducha i przyspieszyła kroku, a hybryda, która została z tyłu powiedziała pod nosem..
- I tak wrócimy do tej rozmowy... - wyszeptała do siebie i ostrożnie podeszła do białowłosej. Niedaleko ku zejściu ze wysokiego zbocza był rozbity jedno osobowy obóz. Przy ognisku, które rozpalił łowca leżało kilka ciał. - Niektórzy z nich to czarownice. - wyszeptała do białowłosej. - Dlaczego ich zabija ?
- Bo uważa, że powinien. Chce zabić samego siebie kiedy zabije wszystkie nadprzyrodzone istoty. - Haeley spojrzała na nią w szoku. Wendy miała rację. Koleś był pieprznięty. Mężczyzna wyszedł z namiotu, a Wendy pokazała ciemnowłosej dłonią, że jedna pójdzie w tę stronę, a druga w przeciwną. Zachodziły więc łowcę z dwóch różnych stron, a pozostałe pilnowały duchy dziewczyny. Wtedy też niespodziewanie w stronę Marshall czarownik wystrzelił pociski z pistoletu. Trafiły, a krótki krzyk opuścił usta hybrydy.
- Myślałaś, że się nie domyślę, że będziesz chciała mnie zabić?! - wykrzyknął wyraźnie rozbawiony sytuacją. Kiedy kierował się w stronę ciemnowłosej Wendy wyszła do niego z dłońmi uniesionymi w górze. - A tu się księżniczka schowała. Nie sądzisz, że czas już umierać ?
- Zdajesz sobie sprawę, że jesteś śmieciem? - wskazała martwe ciała palcem. - Nie każdy z nich był zły.
- Co z tego. Każdy z was powinien zdechnąć. - uśmiechnął się i wycelował w kobietę. - Będziesz następna. Najpierw wyciągnę z ciebie jak bez kołka zabić pierwotnych, a potem się zabawię patrząc na, że mnie zamordowałaś. - prychnął. Wendy wdziała jak Haeley chce go zajść od tyłu, ale wtedy w ułamku sekundy mężczyzna się odwrócił i przy pomocy magii odepchnął ją na drzewo, a ona straciła przytomność.
CZYTASZ
tylko ty
Dragostedobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
