Obaj bracia Mikaelson znaleźli się w jednym z grobowców. Nie znaleźli tam jednak nic poza masą świec. Starszy z nich wydał z siebie zrezygnowany wdech.
- Przechodzimy tędy kolejny raz. Kończy nam się czas. - powiedział Elijah po czym kopnął stojak na świece.
- Użyjmy mocy. - odparł wściekły Klaus.
- Lub sprytu. - na dźwięk jej głosu oboje się odwrócili. Do grobowca weszła wilkołaczyca.
- Haeley... - powiedział ledwo wampir. Jego serce zabiło szybciej. Zrobił kilka kroków w jej stronę, a kiedy był wystarczająco blisko podniósł dłonie i złapał nimi za jej twarz. Dokładnie od góry do dołu przeskanował ją wzrokiem. - Skąd się tu wzięłaś ?
- Ocknęłam się w kościele. Poczułam głód. - odpowiedziała cicho. - Wiem czego potrzebuję. Czuję ją. Jest tutaj. Wyczuwam moją córkę.
- Zmarłaś mając krew dziecka krwiobiegu. Przechodzi przemianę. - wyjaśniła hybryda.
- Musi wypić krew córki by przeżyć.
- I odrodzić się jako hybryda. - dokończył za brata Klaus.
- Nie obchodzi mnie mój los. - zaczęła Haeley. - Chcę odnaleźć córkę i chcę pomścić Wendy. - cała trójka w tej sytuacji była bardzo zgodna. Dzięki wilkołaczycy szybko udało im się odnaleźć wiedźmy. Na jednym z pomników leżało małe zawiniątko, a nad nim stały wiedźmy. Ubrane w białe sukienki. Genevieve trzymała sztylet w krwi z serca Wendy. Tuż nad dzieckiem. - Nie !! - krzyknęła zrozpaczona. Elijah od razu zareagował i rzucił dużym glinianym wazonem w wiedźmy. Wytrącił tym samym sztylet. Wywołało to płacz dziecka i stało się bodźcem dla wiedźm, aby zacząć działać. Młode czarownice chwyciły się za dłonie, a starszyzna pomogła im odepchnąć całą trójkę. Nie musieli wkładać w to najmniejszego wysiłku.
- Głupcy. - zaczęła Monique. - Stajecie przeciwko nam, w naszej świątyni. W dodatku w godzinę naszej potęgi. Jest nas więcej. Musicie stawić czoło wszystkim. - powoli wstali. Z ledwością. Jednak to zrobili i się rozproszyli. Haeley ruszyła w jedną, Klaus w drugą, a Elijah próbował się przebić od frontu. Kiedy Marshall dotarła do miejsca, w które spadł sztylet Genevieve akurat go podnosiła. Ciemnowłosa kopnęła ją w dłoń tym samym wytrącając broń, po czym uderzyła ją w twarz. Kolejne uderzenie sprawiło, że ta upadła. Klaus próbując dotrzeć do córki natarł na przeszkodę w postaci synów Papy Tunde. Kiedy chciał zawrócić pojawili się przed nim. Przy pomocy magii rzucili nim o jeden z grobowców, a ten rozpadł się na kawałki.
Kiedy Haeley chciała ruszyć do dziecka leżąca na ziemi rudowłosa zatrzymała ją za pomocą magii sprawiając jej ogromny ból. Kobieta upadła na kolana. Elijah wciąż nie mógł się podnieść mimo wielokrotnych prób. Klaus natomiast wydostał się z gruzów i wściekłość nim zapanowała. Oderwał od płotu jeden z metalowych prętów i ruszył do wiedźm. Zatrzymał się centralnie przed nimi. Podrzucił metalem w dłoni poprawiając uścisk. Kiedy chwycił go pewnie z całą możliwą siłą rzucił nim prosto w serce blondwłosej czarownicy. Siła rzutu przybiła ją do ściany i w kilka sekund się wykrwawiła i umarła. Przodkowie czarownic wciąż pozostali, a Deveraoux ruszyła po sztylet. Przodkowie nie znikali, a kiedy Monique stanęła nad dzieckiem gotowa wbić sztylet stało się coś niespodziewanego. Duchy, przodkowie, którzy zatrzymywali Mikaelsonów zostały zaatakowane. Przez inne duchy. To były duchy Wendy. Nie mógłby ich pomylić. Zbyt dobrze je zapamiętał. Klaus pamiętał je doskonale. Pojawiła się w nim niewielka nuta nadziei, że ona wróci. Dwa wilki. Kojot. Niedźwiedź. Orzeł. Najbardziej jej wierne. Szybko się z nimi uporali i od razu zniknęli. Bracia patrzyli na to w szoku, ale szybko się ocknęli i znowu zaatakowali. Młoda wiedźma zrobiła jednak mur dookoła siebie z ognia. W klatce piersiowej młodej czarownicy pojawiło się ostrze. Mikaelsonowie obejrzeli się za siebie chcąc zobaczyć kto wykonał rzut, który powodował, że na ciele dziewczyny pojawiają się nacięcia. W końcu padła martwa. Marcel szybko zabrał dziecko używając wampirzej szybkości. Klaus ruszył od razu za nim. Znalazł go. Znalazł go wśród trupów, na dziedzińcu. Wszyscy ci, którymi Marcel się opiekował obecnie byli martwi. Nikalus zrobił kilka kroków w jego stronę do wampira, który trzymał niemowlę opiekuńczo w ramionach.
CZYTASZ
tylko ty
Romancedobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
