Nie można powiedzieć, że Wendy nie niepokoiło, to że ostatnimi czasy Haeley i Klaus wychodzili chociażby do klubu, a wracali we krwi i zostawiali za sobą pełno trupów. Białowłosa już kilka razy suszyła mu o to głowę, ale niewiele to dawało. Z kolei jeżeli chodziło o Marshall to kobieta nie bardzo wiedziała jak powinna ją wspierać. Dzisiaj nie było inaczej niż zwykle. Kiedy Elijah i Wendy wrócili do posiadłości z zakupów, o które poprosiła zastali krwawe ślady wilczych łap, które im dalej tym bardziej ludzkie się stawały. Do tego oczywiście dołączyły trupy. Wiedźmy tak konkretniej. Głębokie westchnienie uciekło z ust obojga.
- Idę z nim porozmawiać. Ty idź do Haeley. - przytknął jej, a ona ruszyła po schodach na piętro i skierowała się do pokoju hybrydy. Kiedy weszła słyszała, że bierze prysznic. - Kiedy skończysz mamy do pogadania. - powiedziała nieco głośniej. Nie czekała jednak długo. Stała przodem do drzwi.
- O co chodzi cukiereczku ? - zapytał dość zalotnym w jej mniemaniu głosem więc zmarszczyła brwi i się odwróciła.
- Mówiłam ci już, że powinie.... - nie spodziewała się tego, że mężczyzna stanie przed nią tak po prostu nago. Jej wzrok na sekundę skierował się niżej niż powinien. Miała rozdziawione usta przez kilka następnych sekund, ale zaraz od razu się odwróciła. - Nik! - zdecydowanie wyglądał bosko. Zbyt bosko jak dla niej. - Ubierz się może co.. - dodała z lekkim wyrzutem.
- A co jeśli nie chcę ? - usłyszała szept tuż obok swojego ucha, które owiało gorące powietrze jego oddechu. Musnął delikatnie ustami jej szyję co wywołało widoczne u niej dreszcze. Uśmiech zadowolenia pojawił się na twarzy Klausa wiedząc jak na nią działa. - Co jeśli mam ochotę na coś zupełnie innego ? - oblała się lekkim rumieńcem, a oddech delikatnie jej przyspieszył, kiedy Mikaelson wykonał kolejne pocałunki na jej szyi i przy uchu. Było jej przyjemnie, ale nie mogła sobie na to w tej chwili pozwolić otrząsnęła się szybko i ruszyła ku wyjściu odchrząkując przy okazji.
- Muszę coś załatwić. Wrócę później. - nawet na niego nie spojrzała, ale on doskonale wiedział, że jej się spodobało. Widział, że chciała więcej. Był z siebie iście zadowolony z tego powodu. Wendy tuż przed zejściem ze schodów napotkała Elijah wychodzącego z pokoju Haeley.
- Myślę, że mamy problem. - zaczął, jednak widząc zakłopotanie i lekko rumiane policzki białowłosej wiedział, że nie tylko jego Haeley wprawiła w dyskomfort.
- Em.... - zatrzymała się w połowie schodów kiedy z nich zbiegała. - Pogadaj z nim. Nie jestem na tę chwilę dobrym negocjatorem. - dodała i szybko wyszła z posiadłości. Musiała przejść się na spacer i pozbyć się rumieńcy, które wachlowała przez moment. Bogowie...chyba na prawdę za długo żyję w celibacie... Przeszło jej przez myśli.
↞ ↠
Na ten moment jedną z najważniejszych rzeczy było znalezienie kołka z białego dębu, który mógł zabić pierwotnego i jego linię. Elijah i Marcel próbowali to załatwić z Daviną. Klaus i Haeley poszli do lasy, później mężczyzna poszedł nastraszyć jakąś wiedźmę ze żniw. Wendy tymczasem jednak kiedy wracała wieczorem z uczelni miała nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. To uczucie. Dawno już takiego czegoś nie odczuwała. Niewiele się myliła. Była na celowniku kogoś kogo miała nadzieję, że załatwiła jednak mylne było jej wrażenie. Jej ramię przeszyła strzała nasączona amarantusem. Syk bólu wydostał się jej z ust. Jednak dzięki herbacie z trucizny, amarantus nie działał na nią tak jak kiedyś. Wyrwała strzałę i poczuła jak krew moczy jej rękaw. Przywołała wilki i kojota. Oglądała się w różne strony wyszukując zagrożenia i zmierzała ku posiadłości Mikaelsonów. Kolejny raz obejrzała się za siebie, ale kiedy wróciła wzrokiem przed zmarszczyła brwi ze zdziwienia.
CZYTASZ
tylko ty
Romancedobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
