i love you

86 6 0
                                        

Minęło kilka dni.  Białowłosa czuła się zdecydowanie lepiej. Było jej tak cholernie przykro kiedy się dowiedziała, że mała Hope musi pozostać w ukryciu. Cała ta sytuacja była generalnie popieprzona. Mimo wszystko to ona była największym wsparciem dla każdego. Dla Haeley stała się bardzo silną podporą, której ta bardzo potrzebowała. Dla Elijah towarzystwem w rozmowach, które koiły jego skołatane jak to ona ujmowała nerwy. Marcel z kolei wrócił z nią do picia wieczornych herbat. A Klaus.. z Klausem było ciężko. Chciała z nim porozmawiać i mu powiedzieć. Bała się. Nie wiedziała jak powinna zacząć. Wyjaśnienie tego wszystkiego z pewnością nie jest proste. Za każdym razem kiedy się już zbiera do rozmowy to rezygnuje. Kolejnym powodem było to co się stało. Nie mogła od tak nagle dodać kolejnego jak to ona uważała problemu na liście. Pewnego wieczoru kiedy siedziała w łóżku oparta o jego zagłówek i czytała książkę to Niklaus wszedł do jej pokoju w posiadłości.

- Musimy porozmawiać. - oznajmił głosem nieznoszącym sprzeciwu. Kobieta odłożyła książkę na nocny stolik i spojrzała na mężczyznę. - Powinniśmy to zrobić już dawno. - krążył z jednej części pokoju na drugą, co zirytowało Millrace.

- Przestań tak stepować. - odparła. - Masz rację musimy porozmawiać. - usiadła krzyżując nogi i spuściła na chwilę wzrok po czym go podniosła. - Proszę cię siadaj bo jak tak łazisz to się tylko bardziej denerwuję. - spełnił jej prośbę. - Kto powinien zacząć ?

- Nie ma znaczenia. I tak powiem to co zamierzam niezależenie od tego co od ciebie usłyszę więc mów pierwsza. - wzięła głęboki wdech. Będzie ciężko. Jak powinna zacząć ? Chodziło jej po głowie, żeby powiedzieć, że źle się czuje i woli to przełożyć na kiedy indziej, ale to by z całą pewnością nie wypaliło. Zaczęła skubać skórki od paznokci z nerwów. Bała się. Nie dziwiło jej to. Znikoma ilość osób o tym wiedziała i wolała żeby tak pozostało. Poczuła jak mężczyzna chwyta ją za dłonie. Ich spojrzenia się skrzyżowały, a Mikaelson delikatnie gładził kciukiem jej dłonie. - Mamy czas cukiereczku. Dużo czasu. - kolejny głęboki wdech. Kilka nieprzyjemnych myśli i...

- Nie...ja...ja się... - gardło jej się zacisnęło. - ja się nie..nienawidzę. Nienawidzę swojego ciała. - powiedziała to zaciskając wręcz dłonie. - Nie jestem jak inne kobiety. Nie takie z jakimi wcześniej byłeś. - mieszaniec zmarszczył brwi. Nie rozumiał o co jej chodzi. Była niezwykła więc czemu tak uważała. - Jestem... moje ciało jest..jest.... ma... ma wiele blizn. Bardzo wiele. Są okropne. - odwróciła swój wzrok od niego. Nie potrafiła spojrzeć mu szczerze w oczy. Bała się zobaczyć jego wyraz. - Ja... ich nienawidzę i.. i dlatego cię odpychałam. Nie chciałam żebyś je zobaczył.

- Dlaczego ? Każdy z nas ma blizny. - powiedział spokojnie. Właściwie to bał się, kiedy usłyszał, że ma blizny chciałby je zobaczyć, a jednocześnie bał się, bo wiedział, że to oznaczało, że znosiła jeszcze większe cierpienie niż mogłoby się wydawać. 

- Bo gdybyś je zobaczył nie spojrzałbyś na mnie ponownie Nik. - tym razem spojrzała mu prosto w oczy. Piękne aczkolwiek szkliste oczy z lekkim przestrachem patrzyły na niego. - Ja... ja się tego cholernie boję. Boję się, że kiedy pokażę ci blizny to mnie odrzucisz. Boję się, że kiedy poznasz moją przeszłość, nie będziesz chciał mnie znać. To... ja..

- Wendy... - zaczął ostrożnie. - Byłbym chrzanionym hipokrytą gdybym to zrobił. Moja przeszłość też nie jest kolorowa. Znasz ją. Akceptujesz to kim byłem. Nie oceniasz mnie na ich podstawie. Nie byłbym bym w stanie cię oceniać. Tym bardziej zostawić. 

- Ja... ja... przepraszam. - jej głos lekko się załamał.

- Za co mnie przepraszasz cukiereczku ? - zapytał zdziwiony.

- Nie powinnam teraz mieszać. Masz wystarczająco problemów. Nie potrzebny ci..]

- Nie jesteś problemem. - powiedział z wyraźną złością. - Nigdy nie byłaś, nie jesteś i nie będziesz problemem Wendy. - dodał już spokojniej.

- Kiedy... kiedy Genevieve mnie zabiła, a raczej chwilę przed tym wiedziałam, że zginę i myślałam, że już nie wrócę. - nie lubił tego pamiętać. To był zdecydowanie najgorszy widok w jego życiu. - Zaczęłam żałować, że nie powiedziałam... że nie powiedziałam ci.. o.. - przełknęła mocniej ślinę. - Żałowałam, że nie powiedziałam ci co czuję. - Bała się spojrzeć w jego oczy więc delikatnie zwiesiła głowę. - Ja... ja... Kocham cię. - powiedziała to, ale po zaledwie kilku sekundach miała ochotę spalić się ze wstydu. Klaus się wpatrywał w kobietę przed nim. Uśmiech sam pojawił się na jego twarzy. Kochała go. Kobieta, którą on szczerze i bezwarunkowo kochał odwzajemniała to. - Odrzucałam cię wtedy bo cię kocham i bałam się, że kiedy zobaczysz blizny to nie będę taka jaką mógłbyś chcieć. - westchnął. Chwycił ją za podbródek i uniósł tak żeby na niego spojrzała. Widział, że kilka łez musiało spłynąć jej po policzkach. Miała zaschnięte ślady jak i te nowe. Przyłożył do jej twarzy drugą dłoń i starł kilka łez. Białowłosa trochę zdezorientowana patrzyła na uśmiechającego się mężczyznę. NIklaus nachylił się i złożył na jej ustach lekki pocałunek. Odsunął się i głaskał kciukiem jej policzek.

- Ja też cię kocham, cukiereczku. - parsknął śmiechem. - Kocham cię do szaleństwa, albo i jeszcze bardziej. Nawet przez myśl by mi nigdy nie przeszło zostawienie cię. - podniósł jej dłoń i ucałował jej wierzch. - Nie dbam o inne kobiety. Nie dbam o to, że masz blizny. Nie dbam o to jak straszna była twoja przeszłość bo wszystko to zaakceptuję. - nie szlochała, nie wydawała w tej chwili żadnego dźwięku. Łzy jednak same ciekły z jej oczu. - Pokażesz mi je gdy tylko będziesz gotowa. Nie obchodzi mnie kiedy to będzie, ale.. jedno wiem na pewno. Teraz nie pozwolę ci odejść. Nie oddam cię nikomu. Mogę cię po prostu całować do końca życia, ale chcę byś była przy mnie. Kocham cię Wendy. - tym razem cichy szloch wydostał się z jej ust i chciała schować twarz w dłoniach, ale mężczyzna wziął ją w swoje objęcia. Płakała w jego ramionach jeszcze przez dłuższą chwilę. On ją głaskał po plecach i czekał cierpliwe aż się uspokoi. Kiedy to nastąpiło podniosła się, ale on cały czas ją trzymał.

- Dziękuję. - oparli swoje czoła o siebie i lekko przymknęli powieki. Cichy śmiech wydostał się z ust Klausa.

- Za co ? - tym razem to ona się zaśmiała.

- Nie wiem. - patrzyli sobie w oczy. Patrzyli sobie w oczy z ogromną miłością. Żadne z nich nigdy nie czuło tego względem drugiej osoby.

- To ja powinienem dziękować. - założył kosmyk włosów za ucho kobiety, - Powinienem dziękować, że cię mam. Kobieta parsknęła krótko śmiechem.

- Od kiedy z ciebie taki romantyk ? - na twarzy Mikaelsona zagościł jeszcze szerszy uśmiech.

- Wiesz o mnie dużo, ale z pewnością nie wszystkiego. - kąciki ust Wendy podniosły się na jego słowa. Pocałowała go. Delikatnie i niepewnie. Klaus pogłębił pocałunek. Oddechy się mieszały. Języki zaczęły krótki pojedynek. Białowłosa ułożyła dłonie na karku pierwotnego, a on na jej talii i przyciągnął ją trochę bliżej siebie. Nie był to agresywny pocałunek. Przepełniało go pełno uczuć. Długie wyczekiwanie, miłość, szczęście.  Po chwili kobieta opadła plecami na łóżko. Wzięli głębokie oddechy. Brakowało im powietrza. Patrzyli sobie w oczy. - Kocham cię. - wyszeptał i opadł obok niej .  Białowłosa od razu się do niego wtuliła i jeszcze raz, tym razem patrząc głęboko w oczy odpowiedziała.

- Kocham cię. -  zasnęła chwilę później, ale Klaus rozmyślał jak bardzo kamień spadł mu z serca pomimo tego, że musiał schować córkę. Zresztą nie tylko jemu. Wendy zasnęła w spokoju ducha, a Elijah i Haeley, którzy zostali zaalarmowani szlochem z pokoju Millrace chcieli zareagować, ale usłyszeli wszystko.  Obojga bardzo to cieszyło. W szczególności ciemnowłosej. 

❤     ❤     ❤

Obserwował ją jak śpi. Nie chciał zasypiać bo bał się, że okaże się wszystko jedynie snem, a ona zniknie. Wspomnienie pocałunku, który zaszedł tak niedawni między nimi był cudowny. Nigdy się tak nie czuł. Wszystko doprowadzało go do szaleństwa. Jej dotyk na jego karku, od którego dostał gęsiej skórki. Jej zapach, który mógłby wdychać godzinami. Dźwięki, ciche westchnienia, które wydawała w trakcie pocałunku. I ten słodki smak ust. Nigdy nie będzie potrafił wymazać tego z pamięci. Miłość w końcu odnalazła swój WSPÓLNY początek i oboje zdawali sobie sprawę, że w ich przypadku z pewnością nie będzie ona łatwa. Będzie wystawiona na wiele prób, popełnią wiele błędów, ale koniec końców ona nie zniknie. Nie ta. Ta, która została im przeznaczona. Ta, która ich połączyła i nie pozwoli się rozłączyć. Ta, która sprawia, że tylko razem się dopełniają i tylko razem pokonają każdy nawet najgorszy i najtrudniejszy możliwy problem do rozwiązania.

tylko tyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz