Mimo dość długiego spaceru miała zawroty głowy to świeże powietrze i tak nie pomogło. Nogi same zaprowadziły ją na cmentarz. Akurat tam nie chciała się znaleźć. Ostatnio ciężko jej było żeby się przemuc z wizytą na grobie rodzeństwa. Robiła to stosunkowo rzadko. Zwłaszcza kiedy pojawiły się koszmary. Oczywiście jak to ona nie miała zamiaru nikomu mówić. I tak i tak nic by to nie zmieniło. Stojąc i wpatrując się w litery na nagrobku wspomnienia znowu zaczęły ją nawiedzać. Zawsze kiedy się tak działo zapominała o ludzkim świecie, a czas był dla niej najmniejszym problemem. Nie zdała sobie sprawy kiedy zrobiło się ciemno. Ocknęła się kiedy usłyszała dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzała ostatni raz na grób i ruszyła ku wyjściu.
- O co chodzi Elijah ? - zapytała odbierając i idąc szybkim krokiem już teraz w stronę posiadłości.
- Rozmawiałaś dziś z Haeley albo Niklausem ? - zmarszczyła brwi na to pytanie.
- Coś się stało? - w oddali zauważyła coś dziwnego i wydawało jej się, że nawet wie co to.
- Nie. Jeszcze nie. - powiedział dość tajemniczo.
- Jeszcze ? - zapytała zdziwiona. Wpatrywała się w leśną ciemność. Czuła, że to jakiś duch. W dodatku bardzo silny duch.
- Doradziłem żeby zrobił cokolwiek co ukoi jej ból. Boję się co może z tego wyniknąć. - wampir usłyszał szelest liści i łamanych gałązek kiedy białowłosa zaczęła kroczyć po lesie. - Gdzie jesteś tak właściwie?
- W lesie. - wydawało jej się, że widzi pume górską, a te zwierzęta są jej przewodnikami więc czuła podświadomie, że powinna iść w jej stronę.
- Możesz mi wytłumaczyć co robisz w lesie o tej porze ? W dodatku sama ? - wyraźnie nie był zadowolony, a w dodatku usłyszała też zmartwienie.
- Po pierwsze jestem już duża i umiem o sobą i zadbać, a po drugie to nie wiem. - im dalej szła za instynktem tym bardziej czuła, że ma szansę na zdobycie potężnego ducha. - Chociaż czekaj. Już wiem. Jak dobrze pójdzie to będę mieć ducha. Kolejnego, ale wolę nie zapeszać.
- Błagam cię bądź ostrożnai wróć jak najszybciej. Jak Niklaus się dowie że sam puściłem ciędo lasu to mogę skoczyć ze sztyletem. - on sam też się przejął. Ostatnio mieli dużo wrogów, którzy chcieli też jej śmierci. Najgorsze było to że to wrogowie rodziny Mikaelson więc ona tak właściwie nie miała z tym nic wspólnego. Wendy za to coraz mniej była pewna czy dobrze zrobiła idąc za duchem. - Wendy?
- Co ?- niestety musiała przyznać ale nie słuchała za bardzo skupiła się na duchu.
- Uważaj na siebie proszę. - w końcu stanęła jak wryta, w końcu raczej nie spodziewała się takiego widoku.- Wendy? Wendy wszystko dobrze ? - nie odpowiadała. Wciąż nie dowierzała, że przed nią ustawione są w rzędzie.
- Co do cholery? - zapytała cicho samą siebie. Kolejno stała puma górska, która ją tu przyprowadziła. Była jak każda inna najzwykleszjasza z tymi złotymi oczami. Później lis ciemnorudy i zielone tęczówki. Następny był majestatyczny jeleń. Następny był dzik. Na końcu wilk. Na gałęzi siedział śpiewak. Kolejny był szop. Był jeszcze ryś. Te osiem duchów stało przed nią w rzędzie i wpatrywało się w nią.
- Wendy co się dzieje ? - Elijah coraz bardziej się przejmował. Nie wiedział co się dzieje. Nie mógł jej pomóc bo nie wiedział gdzie jest. - Wendy mów do mnie. - Strach w nim wzbierał z każdą następną sekundą. Dlaczego nie odpowiada? Dlaczego jest w lesie? Co tam w ogóle robi? Jakby Klaus się dowiedział nie było by za ciekawie. - We....
- Wiesz Elijah myślę, że mogę nie wrócić na noc do domu. Duchy, które mam przed sobą najwyraźniej chcą ze mną współpracować i być pod moimi komendami. Jeśli chce się z nimi połączyć może to trochę potrwać. Zwłaszcza, że jest ich osiem.
- Dasz sobie radę sama? - zaśmaiała się krótko na to pytanie.
- A wiesz jak i jesteś w stanie się połączyć energią własną z duchami?
- Wygrałaś, ale bądź ostrożna w wróć później od razu do domu. Niklaus i tak będzie zły.
- Aha. - zignorowała go i się rozłączyła.
- Po prostu świetnie. - żanchnął pod nosem pierwotny.
- To mnie każesz się uspokoić, a sam wyglądasz jakbyś chciał wybić pół miasta. - Elijah wcale nie było tak to śmiechu jak jego bratu, którego humor mógł zepsuć jednym zdaniem. - Co cię trapi bracie?
- Nic co powinno ci zaprzątać głowę Niklaus. Zajmij się Haeley. - chciał uniknąć tematu, który z pewnością byłby bardzo wrażliwy.
- Widziałeś Wendy. Miała wrócić później, ale jest już noc. - postawa hybrydy wskazywała, że coś podejrzewa i Elijah jest z góry na przegranej pozycji. - To właśnie z nią rozmawiałeś prawda? Gdzie jest Wendy?
- Uspokój się. Ma się dobrze po prostu.. - nie wiedział jak powinien ubrać to w słowa. - .. zajmuje się sprawami, w których jej nie pomożemy, i o których nie mamy pojęcia.
- Mów co wiesz. - ton z jakim to powiedział wskazywał, że jedyne na czym mu zależało to uprawnieniu się, że kobieta jest bezpieczna. Bynajmniej to się za tym kryło.
- Niewiele. Jest w lesie i mówiła o duchach, x którymi może się połączyć. Powiedziała, że nie wróci za szybko.
- A ty jako przykładny przyjaciel postanowiłeś zostawić ją z tym samą? - zapytał zirytowany pierwotny.
- Powiedziała, że...
- To o czym mówisz jest wykańczające dla organizmu. Kiedy przyjmie ich dużo tym bardziej. Jeśli nie będą kompatybilni osłabia ją to jeszcze bardziej. - mówił niby spokojnie, ale fakt, że białowłosa była całkiem sama tylko bardziej go zdenerwował. Dodatkowo ona nic mu nie powiedziała i o wszystkim dowiadywał się przez pośredników.
- Wendy zadała mi słuszne pytanie gdy zapytałem czy poradzi sobie sama. - pytający wzrok Klausa mówił, że czeka na odpowiedź. - Połączysz się za nią? Znasz te energię, która sprawia, że duchy mogą jej pomagać? - odpowiedź nie nastąpiła co oznaczało tylko, że Elijah ma rację. - Ona sobie poradzi Niklaus. - westchenie opuściło usta młodszego Mikaelsona.- Wiem, że się o nią martwisz. Ja również . Ale dobrze wiesz, że nie we wszystkim możemy jej pomóc dopóki ona nie będzie chciała i nam nie powie.
- Ona się boi. Boi się odrzucenia. Dlatego nic nie mówi. - odpowiedział bratu zdawkowo wiedząc, że Millrace nie spodobało by się gdyby powiedział o wszystkim co mu wtedy powiedziała. Nic więcej nie powiedział i poszedł do jej pokoju. Usiadł w jej fotelu z książką i miał zamiar poczekać dopóki nie wróci.
🐦 🐦 🐦
- Zazwyczaj muszę się sama nastarać, żeby znaleźć jakiekolwiek duchy. Mogę wiedzieć więc co to jest? - była nadzwyczaj ostrożna wiedzieć, że to nie jest zwyczajowa sytuacja.
- Nie przypominamy ci niczego ? - zapytał wesoło lis.
- Tak duchy i zwierzęta w jednym. Zdecydowanie. - przez jej myśli przebiegło jakie zwierzę jest jej przewodnikiem. Spojrzała na kolejne zwierzęta.
- Rzeczywiście jest tak mądra jak mówili. - powiedział nieco jakby z zaskoczeniem dzik.
- Ty jesteś odpowiednikiem Finna. - patrzyła po pozostałych zwierzętach. - Dobra. Każdy z was jest odpowiednikiem kogoś innego z mojej rodziny, ale wciąż nie rozumiem dlaczego tu jesteście. Duchy nigdy nie przyszły do mnie z własnej woli.
- Nie jesteśmy bezpośrednimi odpowiednikami. Dobralismy każdego z przedstawicieli dla ciebie. Kochasz swoje duchy i każdy z tej strony to widzi. Wiemy jak zależy ci na rodzinie i chcemy dać ci ją z każdej strony i w każdej odmianie. Dlatego też tak oto stoimy przed tobą chcąc ci służyć. - pokłonilł się jeleń, a za nim reszta.
- Błagam nie kłaniajcie się. Nie jestem nikim ważnym żebyście to robili. Jeżeli taka jest wasza wola to ja z ogromną chęcią was przyjmę, ale jeżeli którekolwiek jest przymuszone może odejść od razu. Nikt jednak się nie ruszył.
- Dla nas jesteś Boginią Pani. - puma górska była oddana temu w co wierzy czyli zupełnie jak Wendy.
- Dobrze. Ale nie mówicie mi bogini na bogów. - nie uważała się za tak silną i tak majestatyczną, aby być boginią.
- To jak nam dasz na imię ? - lis rozweselony podbiegł do białowłosej. Zmarszczyła brwi. Ta ewidentnie Kol. - Każdy z nas to potrzebuje.
🍀 🍀 🍀
Powrót do domu oznaczał tylko, że dostanie ochrzan od Klausa. Zdawała sobie doskonale sprawę, że będzie zły i to, że mu nic nie mówi i wykorzystuje do tego Haeley i Elijah. Było jeszcze ciemno, ale do poranka nie brakowało wiele. Najsciszej jak mogła przemknęła się do pokoju. Kiedy jednak zobaczyła mieszańca siedzącego w jej fotelu przystaneła. Czekał na nią co oznaczało, że zdecydowanie nie był w humorze.
- Możesz mi wyjaśnić gdzie się szlajałaś tak długo?
- Najpierw byłam na cmentarzu, a później pojawiły się drobne... eee komplikacje? - bardziej zapytała niż stwierdziła. Nie za bardzo wiedziała co powinna powiedzieć. Klaus stał się trochę nadwrażliwy na jej punkcie po tym co się stało.
- Komlikacje? Co jeśli coś by się stało?! - zapytał poddenerwowany. - Co jeśli...
- Dałabym radę. - odpowiedziała mu hardo. - Dałabym radę bo jestem silna. Wróciłam do sił Nik. Nic mi nie jest. - nadal nie był przekonany. Martwił się. Wstał z fotela i podszedł do niej. Złapał obiema dłońmi jej twarz. Wtuliła się w jedną z nich przymykając oczy po czym na niego spojrzała. Pamiętał jak zobaczył je po raz pierwszy. Oceanicznie błękitne. Pamiętał ból jaki czuł kiedy się zamknęły i myślał, że to na dobre. - Kocham cię.
- Też cię kocham, ale proszę cię uważaj. Nie wiem co bym zrobił gdybym cię stracił.
- Elijah i Haeley ucikaliby od ciebie. Byłbyś z całą pewnością bardzo nieznośny. - powiedziała z lekkim uśmiechem co oddał. - Jak się czujesz ?
- To ja powinienem zapytać. Osiem duchów to trochę dużo. - przewróciła jedynie oczami.
- Nie pytam o fizyczne samopoczucie. Pytam o to jak się czujesz jeżeli chodzi o Hope. - nie bała się o to pytać. Widziała, że czasami mu z tym ciężko. Właściwie to codziennie, ale były takie dni, że było strasznie, a wtedy spędzali razem wieczór. Wendy robiła wszystko żeby mu pomóc.
- Jest dobrze. - nie przekonało jej to.
- Widzę, że coś jest nie tak. - mężczyzna westchnął i usiadł na łóżku. Podeszła bliżej i stanęła między jego nogami i położyła mu dłonie na ramionach. Robiła delikatne okrężne ruchy kciukami.
- Elijah chce żebym pomógł Haeley ukoić jej ból. Jak mam to zrobić? - spojrzał na nią zrozpaczony. - Straciliśmy dziecko. To nie jest coś w czym jestem e stanie pomóc. - kilka wspomnień przewinęło się w jej głowie, ale uśmiechnęła się dla niepoznaki.
- Tylko ty jesteś w stanie zrozumieć jej ból. Mogę próbować ją pocieszyć i robię w tej sprawie wszystko co w mojej mocy, ale ja nie straciłam dziecka. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na twoje pytanie. - przytulił się do jej bioder. Ona również go przytuliła i gładziła po głowie bawiąc się ci jakiś czas włosami.
- Za dużo rozmawiasz z Elijah. On powiedział coś podobnego. - zaśmaiała się na to krótko.
CZYTASZ
tylko ty
Romancedobre serce to jej nieodłączna część dbanie o rodzinę i przyjaciół nie danie się swojej przeszłości Wendy Millrace idzie przez życie mówiąc, że pisanie własnej historii to najlepsze dzieło naszego życia.
